« Grund to prund - Felieton | Strona główna | Telewidzenie - Felieton »

28 października 2008

Gorączka - Felieton

U nas w Australii nadchodzi najpiękniejszy okres pogodowy. Wiosna przechodząca w lato.

Dni długie i słoneczne, cieplutko ale jeszcze nie tak upalnie i ten nastrój przedświąteczny, przedwakacyjny. Zaczyna nas ogarniać miła atmosfera świętowania. To bez wątpienia najpiękniejszy czas.

W Europie – lepiej nie mówić. Listopadowa plucha nie kojarzy się z niczym przyjemnym. Krótkie szare dni, a do tego jeszcze czas smutnych refleksji nad kruchościa życia. Memento mori! To wszystko nie nastraja najlepiej – zaczyna się odliczać czas do wiosny.

A w USA teraz gorączka. Gorączka wyborcza ogarnia cały kraj. McCain czy Obama?! Oczywiście to nie jest takie proste, jak mówimy czy piszemy. Cała procedura wyborów prezydenckich w USA jest bardziej skomplikowana. Głosuje się tam na elektorów stanowych, a dopiero ci wybierają prezydenta. A i samo liczenie głosów jest inne, niż się potocznie myśli. Stąd te długie powyborcze starcia senatora Gore z G.W.Bushem po wyborach w 2000 roku. Tam często jeden głos może zaważyć na wyniku całych wyborów. Nie liczy się głosów summa summarum z całego kraju, tylko z poszczególnych stanów. Jeden głos przewagi, powoduje wygraną całością głosów elektorskich danego stanu.

A jeszcze nigdy w historii wybory prezydenckie nie były tak zagmatwane. Gdyby to o resztę świata chodziło, to pewnie przygniatającą większością głosów wygrałby Barack Obama. Na pewno oprócz Wietnamu, gdzie wielkim szacunkiem (wręcz pietyzmem) otacza się ich byłego więźnia wojennego, a obecnego senatora McCaina i całym sercem życzy mu się prezydentury. Wszędzie indziej (pewnie też oprócz Izraela) Obama jest bardziej popularny.

Natomiast w samych Stanach Zjednoczonych, sprawa nie jest wcale prosta ani jednoznaczna. Nikt nie wie jak potraktują wyborcy, tak ważną w USA sferę wyznania kandydatów. Tym bardziej że w tej kwestii, wyznanie religijne Baracka Obamy jest wielkim znakiem zapytania. Sam zainteresowany twierdzi, że ma głęboką wiarę „zakorzenioną w tradycji chrześcijańskiej”. Na ile to w oczach chrześcijańskich wyborców, zneutralizuje jego muzułmańskie koneksje ze strony ojca i ojczyma – nie wiadomo. Jaki wpływ na wyniki będzie miała jego rasa? Jego nazwisko, które mówiąc trywialnie – źle się kojarzy przeciętnemu Amerykaninowi. Takich problemów wyborca w tej części świata jeszcze nie miał.

Z drugiej strony w szranki staje, nieskazitelny bohater wojny wietnamskiej. I w tym sęk... Wojna ta, jednoznacznie kojarzy się z niechcianą już przez wszystkich, wojną iracką, w którą od lat uwikłane są Stany Zjednoczone i końca nie widać. Tak że bohaterstwo Johna McCaina, rozmywa się w brutalnej rzeczywistości. Jego gwiazda nie lśni tak jak mogłaby - na przykład - dziesięć lat wcześniej. W tamtej, względnie pokojowej i mocarstwowej rzeczywistości USA, miałby zdecydowaną przewagę. Co więcej – jego wiek też gra negatywną rolę i nie przysporzy mu głosów, szczególnie tych młodszych wyborców. Jedno co mu może pomóc, czyli dodać głosów i to ze środowisk feministycznych, to pani Palin – kandydatka na wiceprezydenta z ramienia Republikanów.

Ale co tam – to problem Amerykanów. My żadnych wyborów nie mamy. I dobrze, lepiej pompować pieniądze w bardziej pożyteczne rzeczy jak szpitale i infrastrukturę kraju niż w polityków, którzy na ogół i tak dobra obywatelom nie przysporzą. Szczególnie w tak krytycznym okresie depresji finansowej na świecie, jak teraz.

W sumie, wybory 4 listopada są i dla nas bardzo ważne, bo w zależności jaką linię w polityce zagranicznej przyjmie USA, to odbije się ona też na naszej. A to będzie miało wpływ na rzeczywistość każdego z nas. A właściwie, codzienność prawie całego świata.

Założmy, że w 2000 roku, Al Gore nie przegrałby w rodzinnym Tennessee, a więc on zostałby prezydentem USA. Pewnie nie byłoby wtedy wojny irackiej, może i wieżowce WTC ciągle górowałyby nad Manhattanem, a za benzynę płacilibyśmy około 90 centów za litr, a co za tym idzie wszystko inne byłoby tańsze. Mielibyśmy normalność na lotniskach i wielu innych sprawach z tym związanych. Nie wspominając już o tragediach rodzin tych, którzy niepotrzebnie zginęli i ciągle giną. A to niestety, po części konsekwencje polityki Wuja Sama.

Wasz Chris

IMGP4664.JPG

dzielnica Adelajdy

IMGP4370.JPG

w ogrodzie botanicznym

IMGP4392.JPG

wiosna

IMGP4302.JPG

widok na Adelajdę


IMGP4279.JPG

plaża za miastem


IMGP3633.JPG

dzike zakątki między dzielnicami

« Grund to prund - Felieton | Strona główna | Telewidzenie - Felieton »