« Dzienniki - Wrzesień II - 2008 | Strona główna | Grund to prund - Felieton »

9 października 2008

Imperium - Felieton

Jakże ciężko nam zrozumieć pewne fakty.

Sami narzekamy na brak zrozumienia, ale nic nie robimy, aby zrozumieć innych. Inna sprawa, że tak w nas to ukształtowano. Weźmy pod uwagę, nas sposób postrzegania drugiej wojny światowej. Światowej – podkreślam. W naszej świadomości, była to wojna europejska, co najwyżej z domieszką amerykańskiego żołnierza i to już przy końcu, no i epizodami wojennymi na ziemiach Bliskiego Wschodu – to wszystko.

A przecież wojna ta, dotknęła wszystkie kontynenty – stąd jej nazwa – nawet Australię. Pewnie, że ilość przelanej krwi na kontynencie europejskim była nieporównywalnie większa, niż w innych regionach. Ale nie o tym chcę mówić.

Druga wojna światowa pochłonęła 50 milionów ofiar ludzkich. Tak się obecnie szacuje, ale jak mało rozumiemy uwarunkowania azjatyckich frontów i ich rozmiarów. W naszych podręcznikach historii podano, że 9 maja Niemcy podpisali bezwarunkową kapitulację i tym samym zakończyła się druga wojna światowa. A to mija się z prawdą, bo kapitulacja Niemiec, została podpisana już 8 maja, ale działania wojenne na świecie i tak nie wygasły. Dopiero podpisanie aktu bezwarunkowej kapitulacji Japonii w dniu 2 września 1945, zakończyło definitywnie drugą wojnę światowa. Jak na ironię – według czasu środkowoeuropejskiego, odbyło się to 1 września. Czyli, wojna światowa trwała dokładnie - sześć lat.

Znamy dość dobrze mechanizmy faszyzmu europejskiego, powstawanie nazizmu w Niemczech. Nie potrafimy sobie natomiast uzmysłowić, czym była w tym czasie Japonia i jej cesarz. Oni wcale nie przejmowali się układem z Niemcami i ich kapitulacją. Nie zrezygnowali z dominacji w tamtych rejonach świata. Dla Japończyków ich cesarz był bogiem, a oni – narodem wybranym. Zaślepienie osiągnęło apogeum właśnie pod koniec wojny. Dwa tysiące kamikadze gotowych na wszystko świadczą o świadomości ówczesnej, japońskiej społeczności. A to tylko kropla w morzu chętnych. Dopiero Hiroszima otrząsnęła ich z amoku wojny, bo pewnie jeszcze długo trwałyby działania wojenne.

Udział Stanów Zjednoczonych Ameryki w drugiej wojnie, postrzegany jest raczej epizodycznie i często dość krytycznie, głównie za zrzucenie bomb atomowych. Pewnie, duży w tym wpływ miała propaganda komunistyczna, która po wojnie zawładnęła u nas umysłami narodu.

Wtedy wyrosło imperium. Imperium demokratyczne – USA. Demokracja z wieloma problemami, szczególnie rasowymi. Mimo to, przez wiele dekad było to państwo niedoścignionym i podziwianym wzorem.
Dziś przez wielu, jest traktowane jak upadły bożek, przeżytek minionych lat. Jedno jest pewne – było to dla świata, jedno z najlepszych rzeczy, które się wydarzyły. Trywialnością jest wspominać, że gdyby nie USA, Związek Radziecki zalałby większość świata swą ideologią i wpływami.

Młoda, amerykańska demokracja, połączona z szalonym postępem technologicznym, wspięła się na wyżyny ówczesnego świata. Przez wiele lat była przykładem, mistrzem do którego wszyscy chcieli równać. Hegemonia Stanów Zjednoczonych stała się wręcz symboliczna.

Jeżeli teraz USA odchodzi z piedestału dominanta, ktoś musi zająć to miejsce... Chiny, Indie, Rosja, Iran... niezbyt optymistyczne perspektywy.

Nie spisujmy tak szybko amerykańskiej potęgi na straty. To jest ciągle kolos który tylko stracił nieco z swej prężności. A poza tym, możemy być pewni, że mimo amerykańskiej ułomności, wszystko co będzie po niej, będzie znacznie gorsze dla świata.

Wiadomo, że supermocarstwem nie będzie Unia Europejska. Przynajmniej w najbliższych latach. Będzie znaczącym graczem – o ile utrzyma polityczną spójność - ale nie główną potęgą. A więc kto...?
Ktoś z Azji... wielki tygrys z największego kontynentu z kompletnie inną mentalnością i tradycjami. A co się z tym wiąże... pojęciem demokracji.

I chociaż utyskujemy, szczególnie w ostatnich latach, na podejście Stanów Zjednoczonych Ameryki, na wiele spraw związanych z wolnością obywatelską i prawami krajów do samostanowienia, niepotrzebnej ingerencji itp. To trzeba sobie jasno powiedzieć, że lepiej już nie będzie.

Wystarczy przyjrzeć się podejściu Chin do Tybetu, Indii do kast, Rosji do mniejszości narodowych, czy nastawienia islamistów do świata zachodu. Na poprawę nie ma co liczyć. Bo to jak w kabarecie: Lepiej... już było!

Wasz Chris

IMGP4662.JPG

Dzielnica Adelajdy


IMGP4711.JPG

Rajskie ptaki w ogrodzie


IMGP4639.JPG

Ogród botaniczny w Adelajdzie


IMGP4259juz.JPG

Deptak w Adelajdzie


IMGP3085.JPG

Widok na zatokę

« Dzienniki - Wrzesień II - 2008 | Strona główna | Grund to prund - Felieton »