« Wrzesień I - 2008 | Strona główna | Imperium - Felieton »

1 października 2008

Dzienniki - Wrzesień II - 2008

Nie rozgrzała się na dobre jeszcze ta nasza wiosna.

W dzień owszem przyjemnie, ale tylko słońce zajdzie i ziąb. Zaległą korespondencję i lekturę pism nadrobiłem, tak że działam na bieżąco.

WIOSNA44.JPG

Z ostatnich wydarzeń kulturalnych muszę odnotować, że przeczytałem i obejrzałem na DVD „Operetkę” Gombrowicza. Rzecz ciekawa, bo inna, ale jestem przekonany, że gdyby nie nazwisko autora, to nie przebiłaby się. I to aż do Teatru Narodowego... nigdy w życiu, jak mawia Grochola w tytule swojej książki.

IMGP2349.JPG

Drugą pozycją książkową wrześniowych lektur była „Wspomnienia o Władysławie Broniewskim”. Któż nie czytał Broniewskiego. Każdy podręcznik do polskiego zawierał przynajmniej jeden jego wiersz. A drogę tam utorowało mu „Słowo o Stalinie” które niegdyś popełnił i nie miał okazji (nie dożył zmiany ustroju) za nie żałować, jak na przykład Szymborska.

Broniewski, właściwie jak na tamte czasy, był typowym poetą (zresztą bardzo dobrym). Sympatyzował z komunizmem, ale z przekonania chyba był socjalistą i to narodowym. Piłsudskiego kochał bardziej niż Stalina, chociaż nie poświęcił mu żadnego wiersza. W końcu, to pod jego komendą jako najmłodszy oficer, dosłużył się w kampanii 1920 roku srebrnego krzyża Virtuti Militari. To on napisał: „lepiej w Polsce być gówniarzem niż na Kremlu komisarzem”, co mu też w Moskwie zapamiętano. Popijał i to ostro i wtedy robił głupie rzeczy, a życie osobiste też miał bardzo pogmatwane. Książka bardzo ciekawa, ilustrowana wieloma fotografiami i przywołująca wspomnienia wielu innych interesujących ludzi, o tym kontrowersyjnym poecie i o tych dziwnych czasach.

A i mnie wena naszła. Zdarzyło mi się znów napisać wiersz. To już dwa w tym miesiącu – niesamowite!

IMGP3128.JPG

W wieku sześćdziesięciu pięciu lat zmarł Richard Wright, klawiszowiec i jeden z założycieli Pink Floyd. Następna supergrupa się wykrusza. Ileż to godzin spędziłem przy ich muzyce, ile emocji i wrażeń wywoływała nieustannie. I ciągle wzrusza.

IMGP2997.JPG

Byłem też na meczu Azjatyckiej Ligii Mistrzów, naszej Adelaide United z Kashima Antlers z Japonii. Stadion wypełniony po brzegi, emocji sporo. Był to mecz rewanżowy - wygrali nasi i są już w półfinale.

IMGP3090.JPG

« Wrzesień I - 2008 | Strona główna | Imperium - Felieton »