« Dzienniki - sierpien 2008 | Strona główna | Wrzesień I - 2008 »

10 września 2008

Wolność sztuki - Felieton

Co rusz słychać o jakiś kontrowersjach, a to z dziełami plastycznymi, to z filmowymi.

Ostatnio żarliwie dyskutuje się na temat mającego powstać filmu „Tajemnica Westerplatte”. Nie czytałem scenariusza, znam temat z drugiej ręki i dlatego nie będę się wgłębiał w ten szczególny przypadek. Nasunęła mi się ogólna refleksja w związku z tak często poruszanym, przy takich okazjach, tematem - wolności sztuki.

Parę tygodni temu zwiedzałem jedną z największych galerii świata sztuki nowoczesnej – Tate Gallery w Londynie. Pięć pięter olbrzymiego gmachu wypełnionych sztuką plastyczną - głównie XX wieku. Oprócz obrazów, rzeźb i innych instalacji są też ekspozycje filmowe. Wśród nich, jedna z bardziej kontrowersyjnych, którą dla własnych potrzeb nazwałem „Rzeźniczą pornografią”. Na trzech ścianach niewielkiego pomieszczenia, odbywa się projekcja perwersyjnych obrazów sado-masochistycznych z rekwizytami w rzeźni. Są tam pokazani w wielkich zbiżeniach kadru, niezrównoważeni osobnicy maltretujący i podcinający sobie genitalia, i temu podobne rzeczy, są akcesoria rzeźnickie, jest mięso wykorzystywane w osiąganiu seksualnej ekstazy. Kilku obłąkańców posłużyło autorowi jako bohaterowie happeningu, hmm... artystycznego.

462.JPG


Zwiedzający, po stosunkowo krótkim pobycie w tym pomieszczeniu, wychodzą na ogół ze śmiechem zażenowania i niedowierzania, że homo sapiens potrafi tak zidiocieć. Słychać to w komentarzach. Widzi się też zbulwersowane miny zszokowanych widzów. Mam pytanie? Jakie konkretnie wrażenie artystyczne miał wywrzeć na widzu ten pokaz? Kto to zakwalifikował jako dzieło sztuki (nawet tzw. nowoczesnej)?

Ale nie jest to problem najwyższej wagi. Ostatecznie odpowiednia informacja była, kto nie chciał, nie wchodził. Jedynie szkoda, że tego typu dziwactwa zabierają miejsce innym ciekawym dziełom, które mogłyby się znaleźć w tej galerii. Dobrej sztuki, swoją drogą było tam sporo.

Dopóki filmowe czy plastyczno-fotograficzne dzieła są ukierunkowane na „sobie, a muzom”, nie przeszkadza mi żadna forma prezentacji. W tym się można wyżywać, aż do obłąkania. Kiedy zaczyna się podczepianie pod prawdy wiary, religii czy zdarzeń historycznych oczekuję rzetelności, i wręcz lekarskiej zasady: „po pierwsze, nie szkodzić”. Dla młodych, we współczesnej dobie, fabuła filmu staje się automatycznie prawdą historyczną. Nie każdy twórca zdaje sobie z tego sprawę.

IMGP2907.JPG

Gdy zna się udokumentowane fakty można, a wręcz trzeba, ukazywać je na światło dzienne – natomiast wszelkie insynuacje, przetwarzanie faktów dla własnych pseudoartystycznych (czasem politycznych) potrzeb, czy prowokacja z tym związana, są nie do zaakceptowania.

Jeżeli mowa o sztuce filmowo-teatralnej, widzę tu ważną rolę reżyserów i producentów. Nie posłannictwo aktorów, jak to chcą starzy mistrzowie sceny. To już przeminęło. Teraz od reżysera zależy, czy stworzy dzieło czyste, czy prowokującego gniota, którym wypełni sale. Bo ten rynek rządzi się regułą – im więcej szokujących scen, tym większa publika czyli... kasa.

Produkcje hollywoodzkie już od dawna korzystają z tych zasad. Były zmyślone historie „dzikiego zachodu”, były wielkie romanse oparte na kanwie historycznej. Horrory prześcigające się w pomysłach niedorzeczności, a zaraz za nimi filmy z gatunku science-fiction. I to nikomu nie przeszkadzało. W tym można było się wyszaleć, udziwniać i fantazjować. Ale kiedy wchodzi się w sprawy religii jak „Ostatnie kuszenie Chrystusa” czy „Kod da Vinci” Dana Browna, to świadomie zaczyna się prowokować. Podobnie jest z filmami opartymi na faktach historycznych. Przedobrzanie czy przeinaczanie historii dla potrzeb ciekawszej fabuły, jest szkodliwym działaniem – to fałszowanie prawdy, czy prawd wiary. A trzeba pamiętać, że dla współczesnych pokoleń, film jest praktycznie jedynym zródłem wiedzy historyczno-religijnej.

I wszelkie gadanie o wolności sztuki, to jak przykrywanie się przykrótką kołderką, od szyji po pas, reszta pozostaje nagą prawdą, zresztą mało apetyczną. Kto taką prawdę chce oglądać? Wiemy przecież o co chodzi, a kto nie wie... - jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle wchodzą w grę pieniądze – stara prawda. W tym wypadku – zaistnienie na rynku, co prowadzi do powyższego. A wolnością sztuki, proszę oczu nie mydlić.

Wasz Chris

IMGP4630.JPG

« Dzienniki - sierpien 2008 | Strona główna | Wrzesień I - 2008 »