« Dzienniki - lipiec I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - lipiec II - 2008 »

26 lipca 2008

Interpretacje - Felieton

To chyba najmodniejsze słowo ostatnich miesięcy, a może i lat.


Kiedyś o tym mowy nie było, no chyba że w kontekście muzycznym, czy poetyckim, czyli stricte artystycznym. Dawno temu, była jedna wytyczona droga, jeden oficjalny sposób myślenia – i to wszystko. Istniała co prawda tzw. interpretacja prawna, ale termin ten zajmował tylko wąską grupę ludzi. Dzisiaj, interpretacje to różne formy rozumienia faktów – głównie polityczno-społecznych. Jak to w demokracji.

Pierwszym, wielkim wyzwaniem interpretacyjnym, był stosunek do Unii Europejskiej. Ileż to było opinii, tłumaczeń, pomówień czy wręcz zastraszeń. Każdy widział przepisy unijne w odrębnym świetle. Jedni, same plusy, inni same minusy. Zdarzały się nawet plusy dodatnie i ujemne... Te same słowa, interpretowano w diametralnie innej formie. A prawda, leży jak zwykle gdzieś po środku – nie jest tak idealnie, jak widzą to hurra-optymiści, ale z drugiej strony, wcale nie jest tak źle, jak chcieliby tego autorzy czarnych scenariuszy, czyli pesymiści.

Inna wielka sprawa, która podzieliła polskie społeczeństwo – to lustracja. Robić czy nie? Przeciwnicy lustracji, to nie tylko ci co mieli coś na sumieniu, ale także i ci, co dobrze widzieli z jakimi problemami interpretacyjnymi przyjdzie się zmagać.

No, a jak już robić lustrację, to jaką formę ma ona przyjąć? Wielu szukało najlepszego sposobu określenia działalności agenturalnej? Był agentem, czyli TW, czy poszkodowanym przez służby specjalne?
Doszło do tego, że sądy rozumieją to inaczej, IPN inaczej, a społeczeństwo po swojemu podchodzi do interpretacji danych. Toczy się to już od paru lat. Uwikłani są w to ludzie wszelkich profesji, łącznie z duchownymi. Mniej lub bardziej znani. Z większymi lub mniejszymi dowodami, czy poszlakami współpracy z tajnymi służbami. Apogeum oczywiście, osiągnięto w sprawie Wałęsy. Był, czy nie był? Pytanie, niczym z szekspirowskiego dramatu.
Hamlet stał przed rozterką dramatu wewnętrznego. Rozważał, którą drogę wybrać: samobójstwo, czy zemstę? Żadna z tych dróg, według współczesnego kanonu moralnego, dobrą nie jest. On, wybiera w końcu zemstę, czyli morderstwo - a my, przez wieki zaczytujemy się i przeżywamy dramat Szekspira. Trawestując Gombrowicza: bo Szekspir wielkim poetą był! Co więcej, Hamlet jest dla nas postacią nader pozytywną, choć tragiczną.

Nasz polski bohater, prawdopodobnie aż przed takimi rozterkami nie stał, a prawda o jego postępowaniu pewnie znów gdzieś tam oscyluje pośrodku. Lubimy się otaczać wokół, spiżowymi postaciami i nieskazitelnością, ale sami sobie dajemy taryfę ulgową. Taka jest natura przeciętnego Polaka.

Nierozsądnym jest też - oczekiwać od prostego człowieka i to w bardzo trudnej sytuacji życiowej (wielodzietna rodzina), nieposzlakowanej przeszłości bez skazy i to w warunkach, w których służby specjalne, do perfekcji opanowały formy perswazji i finezję w łamaniu charakterów i wyciąganiu danych. Przecież, nie takie umysły dały się podświadomie wciągnąć w grę, która okazywała się po czasie zwykłymi donosami, a były one często nieświadomą działalnością. Nie piszę tego w obronie Lecha Wałesy, lecz aby uzmysłowić czytelnikom, że świadomość przeciętnego Polaka anno domini 1973, była kompletnie inna, niż 35 lat później - czyli obecnie.

Trochę to wszystko - ta cała szekspiriada - przypomina mi chwalenie się matek swymi pociechami. Jedna twierdzi, że jej dzieciak nigdy nie narobił w majty.
- A twojemu pamiętam zdarzyło się – przypomina sąsiadce, mama dzielnego bobasa.
- Tak, masz rację, gdy miał trzy, czy cztery lata... Zdarzyło mu się... Ale, zaraz... Twój w tym czasie, zawsze biegał bez majtek?!

O tym drobnym fakcie, wszyscy jak ta dumna mamusia, zdają się zapominać.

Wasz Chris

« Dzienniki - lipiec I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - lipiec II - 2008 »