« Dzienniki - maj II - 2008 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec I - 2008 »

6 czerwca 2008

Pamiątkowa fotografia - Felieton

„Pamiątkowa fotografia” to tytuł sztuki Jerzego Jurandota wystawianej pod koniec maja w Adelajdzie przez miejscowy Teatr Stary.

Cztery przedstawienia przez kolejne dwa tygodnie.

Jerzy Jurandot, właściwie Jerzy Glejgewicht, był poetą, dramaturgiem, satyrykiem i autorem tekstów piosenek i dialogów filmowych. Zadebiutował pod koniec lat dwudziestych, a już przed wojną zyskał wielką popularność. „Ada to nie wypada”, „ Nie kochać w taka noc” – to właśnie jego przeboje. A było ich wiele. Przez lata był dyrektorem teatrów satyrycznych: Syrena, Teatr Satyryków. „Pamiątkową fotografię” napisał w 1966 roku. Zmarł w Warszawie w 1979 roku.

IMGP4707.JPG

Sztukę wyreżyserował i wcielił się w główną rolę Marek Kobyłecki. Scenografię opracował Grzegorz Koterski. W sumie jest tylko 9 postaci w tej dwuaktówce, której akcja rozgrywa się w teatrze.

„Panie ministrze, panie, panowie, drodzy przyjaciele! Dziękuję wam za przybycie, za serdeczne przyjęcie, dziękuję za dobre słowa, które tu o mnie powiedziano. Moje imię i nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki, w każdym przypadku dodając listek do mego laurowego wieńca..” – tymi słowy zaczyna się sztuka. Jest to retrospekcja z życia w trakcie jubileuszu XXX-lecia pracy aktorskiej, głównego bohatera – Jana Kwiatkowskiego, którego zagrał wspominany już Marek Kobyłecki. Zostaje on wciągnięty w intrygę, której satyryczny wydźwięk wzbudza raz po raz śmiech na widowni.

IMGP4689.JPG

Sztuka ta, jak stara lokomotywa parowa – powoli się rozpędza, ale jak już ruszy, to rytmicznie iskrzy humorem i satyrą.

W roli Kostaneckiej - diwy teatru, kochanki Kwiatkowskiego i porucznika Krzyżapolskiego - wystąpiła Jolanta Ratuszyńska. Drugą oblubienicą głównego bohatera, a nawet nieco później żoną, była sekretarka teatru. To ona splotła intrygę która diametralnie zmieniła życie teatru. A zagrała ją Olimpia Niewiadomska.

IMGP4704.JPG

W rolę gwiazdora sceny wcielił się debiutant w zespole Starego - Maciej Gębarski. Dyrektora borykającego się z problemami teatru grał Andrzej Munk, a ciągle spłukanego aktora – Piotr Utnicki. Natomiast garderobianą, która jak zwykle wie najwięcej, zagrała Krystyna Gałązkiewicz.

Były jeszcze dwie postaci związane z teatrem, które też miały duży wpływ na bieg wydarzeń – to wspomniany kochanek aktorki Kostaneckiej - młody porucznik Krzyżapolski, zagrany z wojskowym temperamentem przez Henryka Najdowskiego i dostawca Szwarcglas, którego problemami i dowcipami rozbawiał nas Edward Strzelbicki. (...życie to nie Rodziewiczówna..”)

„...Bywają sekretarki lepsze i gorsze. Ale istnienie sekretarek lepszych nie dyskredytuje sekretarek gorszych, nie przekreśla sensu ich istnienia. Tymczasem z aktorami, pisarzami czy malarzami jest zupełnie inaczej. W tych zawodach albo się należy do najlepszych, albo się nie istnieje. Kogo nie widać, ten się nie liczy...”
Gorzkie słowa prawdy padają ze sceny. Problem stary jak świat – niespełnienie twórcze i co się z tym często wiąże, brak funduszy na godziwe życie.

IMGP4705.JPG

W sumie dwie godziny przedniej rozrywki. Jaka szkoda, że coraz mniej rodaków decyduje się na kontakt z żywym słowem. Zbyt wiele wolnych miejsc zostało na widowni. A przecież dla wielu jest to jedyna możliwość obcowania ze sztuką, z kulturą.

Do zobaczenia na następnej premierze.

Wasz Chris

« Dzienniki - maj II - 2008 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec I - 2008 »