« Nabór zagranicznych - Felieton | Strona główna | Pamiątkowa fotografia - Felieton »

31 maja 2008

Dzienniki - maj II - 2008

15 maja 2008 (czwartek)

Pani Jurata Bogna Serafińska – dziennikarka z Polski przygotowuje ze mną wywiad.

Zawsze przy tego typu okazjach jest czas na retrospekcje, spojrzenie na siebie na zasadzie pytań: kim jestem? A może i głębiej: quo vadis?

Na co dzień się tego typu pytań nie zadaje – po prostu się żyje, żyje tym co się zdarzy, lub tym co samemu się zaaranżuje, wypracuje...

IMGP4367.JPG


17 maja 2008 (sobota)

Mam sporo pracy w domu i pogoda nie sprzyjająca spacerom, a więc spędzam czas w domu. Wieczorem zatopiony w lekturze różnych gazet i publikacji, tak polskich jak i australijskich, zauważam tendencje katastroficzne. Pisze się o zgubnym windowaniu cen żywności na świecie. O katakliźmie powodowanym ocieplaniem się klimatu ziemskiego itp. To taka dziennikarska „fala”. Straszenie na potęgę.

A przecież to, że żywność drożeje, to głównie efekt cen paliw, szaleńczo windowanych do góry ostatnimi czasy. A to z kolei uboczny produkt terroryzmu i związanego z nim konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wojna ta miała napędzać koniunkturę – tym razem stało się inaczej. Jej efekty obróciły się przeciwko nam wszystkim.

19 maja 2008 (poniedziałek)

Przejrzałem swoje archiwa audio-video-książkowe. Nazbierało się tego przez lata. Tak polskich utworów jak i angielskojęzycznych. Samych polskich filmów mam ponad setkę.

Ukazał się wywiad Juraty Serafinskiej ze mną w Przeglądzie Australijskim. Oto adres: http://przeglad.australink.pl/jurata/artykuly/deja.php a i na stronach PAP dla Polonii.

Sama dziennikarka która jest również poetką, ma znaczące osiągnięcia na tym polu. Napisała parę książek, także prozę.

IMGP4383.JPG


21 maja 2008 (środa)

Zaczynają się jesienno-zimowe dni. Chmurno, chłodno i deszczowo. Na porannym marszu zdarza mi się nieco zmoknąć. Niech pada – w końcu to czas na to. Nasza główna rzeka Murray i tak ma ciągle katastrofalnie niski poziom wody.

Aż trudno wyobrazić sobie ogrom szkód wyrządzonych trzęsieniem ziemi w Chinach – samych szkół zawaliło się ponad SIEDEM TYSIECY! Ileż to istnień ludzkich musiało pochłonąć...


23 maja 2008 (piątek)

Młodsze dziecko mi dorośleje. Już na dobrą sprawę nie mam dzieci – obydwie dorosłe. Dokładnie pamiętam dzień sprzed siedemnastu lat kiedy się rodziła. Była taka sama pogoda. Siedemnaście mgnień wiosny – można by posłużyć się tytułem radzieckiego (bodajże) serialu.

IMGP4663.JPG

26 maja 2008 (poniedziałek)

Piękny weekend. Bogaty w wydarzenia. Ale najwięcej czasu spędziłem w teatrze.
„Pamiątkowa fotografia” to tytuł sztuki Jerzego Jurandota wystawianej właśnie w Adelajdzie przez miejscowy Teatr Stary. Cztery przedstawienia przez kolejne dwa tygodnie.

Napiszę osobne opracowanie na ten temat, a teraz zamieszczam kilka zdjęć z przedstawienia. Jak zwykle sprzedawałem książki w foyer. Jaka szkoda, że tak ciężko ludziom zdecydować się na kontakt ze sztuką. Z przykrością stwierdzam, że coraz mniej widzów przychodzi na przedstawienia.

Sztukę wyreżyserował i wcielił się w główną rolę Marek Kobyłecki, a scenografię opracował Grzegorz Koterski z którym razem działałem przy książkach.

Zawsze w takich sytuacjach przypominają mi się występy w szkolnym zespole, gra na akademiach, zabawach. Wtedy zespoły beatowe były czymś niezwykłym i wzbudzały spore zainteresowanie. Często była to jedyna okazja aby posłuchać „mocnego uderzenia”, bo w tym czasie prawie nie było płyt, radio i telewizja unikały tego typu muzyki.
Zwykle przy tych okazjach też opychaliśmy się ciastkami których były całe tace – jak tu pączków. I ta specyficzna atmosfera - scena i widzowie.

teatr.JPG
Pamiątkowa fotografia


teatr2.JPG
Andrzej Munk, Jola Ratuszyńska, Marek Kobyłecki, Olimpia Niewiadomska, Maciej Gębarski.

28 maja 2008 (środa)

Co za piękny dzień. Koniec maja, delektuję się śliczną pogodą. Dziś byłem na lotnisku, a to zawsze atmosfera podróży w nieznane. Tak jak mojego powieściowego bohatera ekscytował pobyt na Dworcu Centralnym, tak mnie na naszym lotnisku. Nie jest to moloch typu Singapuru, czy nawet lotniska w Sydney, ale atmosferę ma – a to najważniejsze.

Dziś też kolejne biblioteki dzielnicowe zakupiły moje utwory. Nie ma co, bardzo udany dzień.

Wczoraj natomiast, obejrzałem na DVD film Wajdy "Katyń”. Film może nie wstrząsający, ale dobrze oddaje dramatyzm tamtych dni i ludzką tragedię. Nie jest to jednak dzieło sztuki samo w sobie, a raczej rzetelny zapis atmosfery i zdarzeń. A za samą rzetelność Oskarów nie przydzielają, powiem więcej – jest to nawet przeszkodą w otrzymaniu tego typu nagrody. Bo wiadomo – życie jest tylko życiem, a filmy rządzą się innymi prawami. Jedynie muzykę (Krzysztof Penderecki) za wyjątkową ekspresję wyróżniłbym z całości.

30 maja 2008 (piątek)

Dzisiejsze tytuły artykułów w Gazecie Wyborczej niezmiernie kojarzą mi się z treścią mojego felietonu napisanego parę tygodni temu, a ostatnio publikowanego w różnych periodykach. A myślę tu o felietonie pt. „Nabór zagranicznych”. Wspomniane tytuły z Wyborczej, to: Blair prezydentem Rzeczpospolitej , Wypożyczyć Tony`ego Blaira, Kogo wybieramy na prezydenta z importu.

Czy to tylko zbieg okoliczności...? Czy ktoś zrzyna pomysły?
No bo jak tłumaczyć: „...Najlepszym trenerem piłkarzy okazał się Holender, siatkarzy - Argentyńczyk, a siatkarek - Włoch. Czemu nie spróbować z prezydentem?...” z artykułu Jacka Pawlickiego pt. Wypożyczyć Tony`ego Blaira.

« Nabór zagranicznych - Felieton | Strona główna | Pamiątkowa fotografia - Felieton »