« Dzienniki - maj I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - maj II - 2008 »

24 maja 2008

Nabór zagranicznych - Felieton

Ostatnio w Polsce dobrze idzie biznes z trenerami zagranicznymi.

Sześć reprezentacji kraju prowadzą trenerzy z zagranicy. Przynajmniej do dziś. Kiedy to piszę Fin od skoczków kończy pracę w Polsce.

Holender selekcjonuje reprezentację piłkarzy, wspomniany Fin skoczków, Argentyńczyk siatkarzy, Włoch siatkarki, a Chorwat koszykarzy.

Wszyscy się na ogół sprawdzili (oprócz nieszczesnego Fina), a jeden, czyli Leo Beenhakker zaszedł bardzo wysoko i zaskarbił sobie serca milionów Polaków. Jak tak się dobrze przyjrzeć, w dużej mierze to on kieruje całym PZPN i polską piłką nożną. A to olbrzymie i ryzykowne przedsięwzięcie.

Może by tak na prezydenta Polski kogoś z zagranicy wybrać. Mieliśmy kiedyś królów z Wegier, Szwecji czy Francji, to żadna dla narodu nowość.

Taki Bill Clinton bezrobotnym jest, pewnie chętnie by przystał za niewygórowaną stawkę na to stanowisko... Lewińska by się znalazła. A jak Hillary objęłaby podobne stanowisko w USA, to same korzyści na Polskę by spłynęły.

A propos Lewińskich – w kraju już rodzime próby z tym były, ale się nie przyjęło. Prekursorzy brania przykładów z Białego Domu - politycy Samoobrony - muszą się do dziś przez to sami bronić przed zarzutami.

Tony Blair też robotą by nie pogardził. W końcu w swym kraju prezydentem zostać szans najmniejszych nie ma, bo musiałby jakąś rewolucję październikową w Buckingham Palace urządzić, aby najpierw republikę ogłosić. No, a do tego przeszedł ostatnio na katolicyzm, co też nie jest bez znaczenia. Warto pomyśleć...

Ale powracając do naszego wypróbowanego bohatera Leo Beenhakkera.W sumie, jak się Leo sprawdzi w tych mistrzostwach to może jego awansować... O szczebel wyżej... duży szczebel... na prezydenta. Obrotny facet, polskie realia zna przez tych parę lat pobytu. Zasłużonym dla Polski jest jak najbardziej (nawet odznaczonym), a więc w czym problem. Angielski zna bardzo dobrze, a że polskiego nie... może to i nawet lepiej. Jeżeli on bez języka dogadał się tak polskimi piłkarzami, że stworzyli jak to sie mówi: precyzyjnie pracujący monolit (a wiadomo, jaki to ciężki materiał do pracy ci piłkarze) to z całym społeczeństwem sobie nie poradzi...?!

Polacy mają to do siebie, że żaden krajowy polityk ich do siebie przekonać nie potrafi. Jednym słowem - swojego olewają, ale przed obcokrajowcem będzie im wstyd i przestaną narzekać. Najlepszym przykładem na to co mówię jest polska emigracja. Mówi się, że komunistyczny system nas rozleniwił, zepsuł. Guzik prawda.

Przyjechaliśmy tu, zakasaliśmy rękawy i zarabialiśmy na godne życie. A w kraju przy biurku, osiem godzin się przebębniło na rozmowach o tym, jak to na zachodzie dobrze. Obecność obcych nas zmobilizowała do działania.

A te setki tysięcy Polaków w Anglii, w Irlandii harują bez słowa, choć niektórzy nawet angielski znają. Do domów gotówkę przywożą i wszystko się opłaca.

A więc... Leo na prezydenta! Niniejszym na tych łamach zaczynam kampanię wyborczą. Jak już tak przy wyborach jesteśmy to może i na premiera godną osobę ściągnąć z Unii?

Jest taki jeden, też angielskojęzyczny, a i polskim językiem posługuje się całkiem, całkiem. Co ważne, historię Polski zna lepiej, niż wielu polskich polityków, czy parlamentarzystów. Norman Davies – to o nim mowa. Jedno jest pewne – dzięki niemu wszyscy zagraniczni politycy z którymi by się spotykał, zrozumieliby polskie realia oparte na naszej trudnej przeszłości. Bo kto inny lepiej im to wytłumaczy, jak nie autor „Bożego igrzyska”? A poza tym, jest już honorowym obywatelem kilku polskich miast. Nawet mieszkanie służbowe ma we Wrocławiu przyznane. A więc..?! Dodatek za tytuł profesorski dostanie i niech działa.

Co stoi na przeszkodzie – za jednym, zamachem Polska zrobi się najbardziej europejskim krajem Unii i zaświeci przykładem dla innych.

A co zrobić z dotychczasowymi politykami? Hmm,... na listę transferową.

Wasz Chris

IMGP3106.JPG

Australijski krzew


IMGP2692.JPG

Kwitnąca kamelia - zwana japońską różą.


IMGP4317.JPG

Pustynny groszek

IMGP2404.JPG

Jarzębinowy krzew

« Dzienniki - maj I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - maj II - 2008 »