« Dzienniki - kwiecień II - 2008 | Strona główna | Dzienniki - maj I - 2008 »

9 maja 2008

Felieton - STRACH...

Przeczytałem książkę Jana T. Grossa STRACH. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie” z podtytułem: Historia moralnej zapaści – wydaną przez krakowski Znak.

Podobnie jak autor, z niedowierzaniem zastanawiam się, jak mogło dojść do tego, co się zdarzyło. Szczególnie, kłują serce pogromy. Czytam, pieczołowicie skompletowane opisy krzywd wyrządzonych Żydom polskim przez ich sąsiadów, znajomych i nieznajomych, współobywateli... Polaków.

Z niedowierzaniem, bo przecież sam 30 lat w tym kraju przeżyłem i nie byłem świadkiem ŻADNEGO incydentu antysemickiego. Nawet, gdy ktoś wrzucił hasło w rodzaju: to chyba Żyd? - spotykało go wzruszenie ramion ze słowami: no to co...

A tu nagle tyle zła, tyle krzywd, tyle pospolitej nikczemności, morderstw... I to tylko kilka, czy kilkanaście lat wcześniej...?!

Niewyobrażalna kaskada podłości, której doświadczyło setki, tysiące wyznawców religii mojżeszowej. A jednak uważam, że autor daje nieco wykrzywiony obraz ówczesnej Polski. Oczywiście nie podważam faktów. Gdyby w tytule zaznaczył, iż jest to obraz widziany oczami przeciętnego Żyda polskiego, mógłbym się z tym zgodzić, bo byłoby to spojrzenie subiektywne w samej swej naturze, ale traktowanie tematu in general, jakoby dotyczył CAŁEJ społeczności Polski z pozycji historyka, jest nieco przerysowany, a może... mocno przerysowany.

Autor próbuje wyjaśnić ówczesne polskie stosunki i sposoby wychowania. Ale i tu przesadza – bo to o czym pisze, nie dotyczyło tylko ELITY polskiej inteligencji, lecz KAŻDEGO uczciwego domu. Tam właśnie uczono: co wypada a czego nie, co jest dobrem a co złem, oraz zachowania w stosunku do innych ludzi. Niestety, nie dotyczy to tzw. dołów społecznych (termin używany także przez autora) a to właśnie wśród nich rozwijała się wszelka bezprawna aktywność kryminogenna, w tym również, antysemityzm najgorszego autoramentu.

„Reakcje Polaków były różne – zastraszenie, czasami płacz, ale był i młody grandzian, który podśpiewywał: Hojdy dydy, wyzdychały wszystkie Żydy”. – jest to jeden z nielicznych opisów drastycznych sytuacji (str.28) na kartach tej książki, gdzie widzimy reakcję postaw ludzi neutralnych.

W książce, raczej nie znajdziemy cienia sympatii dla umęczonego społeczeństwa, które po latach wojny, chciało mieć po prostu święty spokój. I to jest naturalnym odruchem ludzkim. Nikt już nie chciał za nikogo nadstawiać głowy, czy mieć jakiekolwiek kłopoty.

Z dzisiejszych pozycji patrząc, wygląda to może na znieczulicę, lecz taka jest mentalność człowieka w każdym kraju. Z przykrością też stwierdzam, że o masach ludzi spokojnych, autor nie wspomina (poza str.28 - może gdzieś jeszcze przeoczyłem?) a jeżeli już zaczyna, to bardziej w formie wyrzutu sprytnie wchodząc w mentorski ton dzisiejszych kanonów poprawności politycznej. Natomiast sporo uwagi poświęca „cmentarnym hienom” rozkopującym żydowskie groby (co bez wątpienia się zdarzało) w celu domniemanego wzbogacenia się, kolejowym bandytom, itp.

Trzeba pamiętać, że podział społeczny był wtedy czymś naturalnym i tak: służąca była służącą, oficer oficerem, ksiądz księdzem a Żyd żydem. Tak, Żydem przez małe ż - tak było i nikomu nie przychodziło do głowy aby to zmieniać. Autor chyba nie zapominał, że ksenofobia była czymś naturalnym, praktycznie w całej Europie, a podział socjalny jeszcze silniejszy.

W książce Grossa (nie umniejszając jej walorów faktograficznych) jest trochę jak w scenariuszu współczesnego filmu – występują: ofiara i kat, innych neutralnych elementów nie widać. Nie ma na to czasu, bo to po prostu nuda. Inny film się nie sprzeda.

Można kogoś nie lubić, czuć do niego niechęć, ale od tego jeszcze daleka droga do czynienia krzywd, czy mordów. Tak jak antysemityzm to jeszcze nie zbrodnia. A wojna, to zawsze zdziczenie obyczajów i skrzywienie mentalności. Myślę, że prawdą jest, iż powojenne społeczeństwo było zgorszone aktywnym uczestnictwem Żydów w wprowadzaniu systemu komunistycznego, czy socjalizmu - jak chcą inni -na terenie Polski. Udział członków najbardziej umęczonej społeczności (czyli Żydów) w czasie wojny, w powojennym aparacie przemocy był niewybaczalnym błędem w oczach większości - to przelało czarę goryczy i tak ostro odbiło się w świadomości ludu.

Taki Berman czy Minc zrobili więcej niż tysiące innych Żydów. To oni wyrządzili krzywdę tysiącom Polaków, posyłając ich na śmierć (nie wspominając ich rodzin), i tysiącom Żydów – ściągając na nich nienawiść swoim postępowaniem. A na tych dwóch lista się nie kończy.

Fakt, że jak udowadnia autor, liczba ich była mała, procent znikomy, nie zmienia znaczenia ani wpływu na wytwarzane wówczas stereotypy myślowe. Szczególnie działało to na wyobraźnię - a właściwie jej brak - gawiedzi, która wszystko przyjmowała za prawdę. Każda plotka urastała do paradoksu monstrualnej wielkości, np.: te porywane polskie dzieci na mace, i te bogactwa żydowskie, i żydowska miłość do komunizmu.

Jan T. Gross jest doskonałym pisarzem (uważam tak, pomimo moich krytycznych spostrzeżeń). Analizuje sytuacje w sposób profesjonalny, przeprowadza wywody historyczne, geopolityczne, psychologiczne i prawne. Co najważniejsze, zgromadził pokłady wiedzy o tamtych czasach. Stara się bez emocji ukazać i wyjaśnić prawdę. Prawdę, nie znaną do dziś przeciętnemu Polakowi. Bo dla przeciętnego Polaka prawda historyczna to wielkie wydarzenia – wojny, bitwy, polityka, władza i heroizm, ale nie akcje szumowin, czy prymitywnego ludu. Gross chce zmienić w nas pojmowanie historii i odpowiedzialności. Wygląda na to, że za bestialskie akcje „dołów społecznych” odpowiada całe społeczeństwo, zresztą autor próbuje udowodnić, że to były akcje masowe. Pogrom kielecki jest porażający - to prawda. Jedwabne – podobnie. To są straszne fakty które zaistniały. Gross podaje przykłady z innych krajów i analizuje niemoc w przyswojeniu sobie pojęcia tej prawdy.

Kilka dni temu w trakcie wizyty w Polsce prezydent Izraela Szymon Peres w przemówieniu zaznaczył: „... A jednak w Polsce los był dla Żydów łaskawszy niż w innych krajach europejskich.”. Nawiązuje on do historycznych sytuacji, ale o tym samym pisał też Gross w całkiem w innym kontekście.

Natomiast prezydent Kaczyński dzień później w wywiadzie powiedział: Nie ma na świecie narodów, których przeszłość ma same jasne strony. To dotyczy także nas, Polaków. Jakże trafne spostrzeżenie.

Z drugiej strony, dobrze że powstała ta książka. Po 25 latach dumy narodowej, nieco na wyrost, utrzymywanej dzięki Polakowi na Stolicy Piotrowej, przyszedł czas pokory. Inna sprawa, że tak jak niewielkie były nasze zasługi i wpływ na postawę Jana Pawła II, tak również nie wierzę w zbiorową odpowiedzialność narodu za popełnione zbrodnie i niegodziwości na Żydach. Ukrywanie prawdy, z drugiej strony do niczego dobrego nie prowadzi. Tu jest tylko kwestia proporcji.

Czytający te książkę (szczególnie postronny czytelnik) odnosi wrażenie, że 95% ówczesnych Polaków to szuje, bandyci, prymitywni, żądni krwi ludzie – a więc raczej bestie - bez krzty moralności, mimo że gorliwi katolicy.

I o to wrażenie chodzi, w tym całym zamieszaniu po ukazaniu się tej publikacji, nie o sprawy merytoryczne, nie o fakty – one wyglądają mi na stuprocentową prawdę - ale o sposób ich przedstawienia.

Znajdziemy tu tylko pojedyncze, zatopione w masie brudnego szlamu, głosy prawych Polaków.

To wszystko co było dobre...? Przecież pan wie, panie Gross, że aż tak źle w tym kraju nie było. Pan tam przecież żył.

Wasz Chris

« Dzienniki - kwiecień II - 2008 | Strona główna | Dzienniki - maj I - 2008 »