« Dzienniki - luty I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - luty II - 2008 »

22 lutego 2008

Trzy razy NIE! - Felieton

Ostatnio mój przyjaciel Zen popadł w jakiś marazm.

On, człowiek z polotem i z chęcią do działania, otwarty na wszelkie nowości z tak charakterystycznym jego osobowości optymizmem, kompletnie skapcaniał. Pracuje owszem, ale tak według zasady: czy się stoi czy się leży a thousand per week się należy.

Żadnych noworocznych przyrzeczeń nie realizuje, żadnych emocji czy uniesień u niego nie zauważam od pewnego czasu. Co więcej, nic go nie cieszy i zobojętniał na wszelkie doczesne uciechy. Zrobiłem wywiad środowiskowy, czyli udałem się wprost do Maggi.

Powoli sprawa zaczęła się wyjaśniać... Zenek jest na odwyku! Łaaa..!
Tyle lat się przyjaźnimy i nie zdawałem sobie sprawy, że zadaję się z człowiekiem uzależnionym. Trochę mnie to zaskoczyło muszę przyznać. Bo przecież, owszem pił, ale w normie, jak statystycznemu polonusowi pić wypada. Nie palił już od wielu lat. Kiedyś chciałem go namówić na wypad do kasyna to mnie zbył, a więc nałóg hazardu odpada. Raczej nie jest seksocholikiem, bo za atrakcyjnymi kobitkami nawet się obejrzy – ale nic poza tym. A Maggi też żadnej skargi na niego nie wnosiła. Co jest?!

Zachodziłem po rozum do głowy, czyli oczekiwałem jakiegoś olśnienia. I nic.

Po czasie okazało się że Zenka zżerała chęć do działania, akcji, realizacji trudnych zadań, oryginalnych przedsięwzięć. I to był jego nałóg, nawyk którego nie potrafił przystopować.

Najpierw napalił się na wyjazd do Irlandii. Tyle się o niej ostatnio mówiło i pisało, że on sam postanowił spróbować szczęścia. Zarobki są tam podobno bardzo dobre – informował małżonkę. Wszędzie stosunkowo blisko a więc zaplanował sobie, że z rok popracuje tam pozwiedza i wróci. Na wiadomość o jego planach Maggi ogłosiła stanowcze veto i jak w dawnym sejmie szlacheckim jego plan został zniweczony jednym głosem.

Nie pomogły perswazje, przekonywania, prośby ni groźby. Nie i już – to jedno co słyszał. Pozostało mu jedynie wycofać się u tego pomysłu.

W ramach self-rekompesaty psychicznej jak on to nazywa, zapisał się na półroczną wyprawę na Antarktydę! Pytany dlaczego, odpowiadał po prostu, że tam jeszcze nigdy nie był... Argument nie do odparcia.

Ponieważ Australia posiada kilka baz na tym kontynencie Zen zapisał się do pracy w takiej placówce. Oprócz wysoko specjalizowanych profesjonalistów, zawsze jedzie grupa ludzi do specjalnych poruczeń, Są to najczęściej mechanicy do obsługi i konserwacji sprzętu. Chętnych było wielu i Zen niestety nie zakwalifikował się na ten wyjazd. Ta wiadomość mocno go nadwyrężyła psychicznie i już dałby za wygraną gdyby nie możliwość zatrudnienia w outbacku. Zen postanowił szukać przygód na miejscu. Wyjawił Maggi, że chce popracować w kopalni... obojętnie czego gdzieś na odludziu. Dziesięć dni pracy – parę dni wolnego. Czas leci, a jaka forsa – przekonywał ją. Na ten projekt przystała bez oporów. Zaczął składać dokumenty i tylko pozostały mu badania lekarskie.

Niestety... to czego się najmniej spodziewał pokrzyżowało jego plany: niewydolność krążenia – stwierdził lekarz.
Okazało się, że nie jest taki zdrowy na jakiego wygląda.

Ta wiadomość Zenka mocno podcięła i tu Maggi wzięła sprawy w swoje ręce. Nawiązała kontakt z chińskim lekarzem który stwierdził, że wyleczy Zenka z nadpobudliwości w pomysłach na życie, a tym samym z problemów z krążeniem. Zaaplikował mu medytacje Vipassana, kurs Yoga, oraz masaże chińskie Kuan Hina.

No i Zen złagodniał jak baranek, energetycznie zmienił się nie do poznania, niczym się nie przejmuje... mówi, że odbudowuje swe meridiany.
Oby mu ta kuracja na zdrowie wyszła.

Wasz Chris

IMGP3606.JPG

IMGP3577.JPG

Tassie110.jpg

« Dzienniki - luty I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - luty II - 2008 »