« Dzienniki - Styczen I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - styczeń II - 2008 »

25 stycznia 2008

Z szuflady (VII)

Letnia pora a wiersze różnych nastrojów i z różnych epok.
Są tu te najstarsze i całkiem nowe.

Nie żałuję

nie żałuję niczego
co było mym udziałem
a los nie skąpił, nie oszczędzał
we wszystkie strony zawiewał
smagał uodparniając
czasem bryzą otrzeźwił

chlebanaszegopowszedniego
też doświadczyłem
widziałem biedę i bogactwa wokół
choć boga czy szatana rzadko
często było to zwykłe ludzkie cierpienie
ale najczęściej widziałem GŁUPOTĘ
bez tego wśród ludzi… nie sposób

nieodłączna rodzicielka zła
towarzyszy od zawsze
siejąc spustoszenie wśród rozsądnych
to od niej cała podłość
zaczyna się i kończy
nie doceniona niczym rak
we wczesnym stadium
wdziera się w umysł
i już go nie opuści
na wieki wieków
wierna towarzyszka rodu ludzkiego
amen.

2007-09-11

IMGP3029.JPG


A co poza horyzontem…

Horyzont myśli
tylko tam sięga
na co pozwala
widnokrąg uczuć.
Spojrzeniem
można objąć
horyzont dnia codziennego.
Często linię tę
wytycza
najbliższa
ściana.

Widzenie
poza horyzontalne
to już kwestia wyobraźni,
dla niezrównoważonych
linia ta, przebiega
czasem bardzo odlegle.

Myśli
poza horyzontalne
są dane tylko nielicznym
- niekwestionowanym
wybrańcom losu.

MAY 2000

EUKALIP1.JPG

OSIEMNASTOLETNIA ZASŁONA DYMNA

Bursztynowe akordy,
obłędność powtórek solowych,
cała jazzowość w swoim majestacie,
ciągła obecność karetek reanimacyjnych.

Tak tak, to my, to my
ten dostojny kolorysta
Bach, nie to nie on...
Podobny, lecz nie z baroku
to panteon patosu.

Wręcz sadystyczny,
puls paralogiki lub absurdu,
miraż nadziei i paranoi.

Tak tak, to znowu my
wiem wiem, to wasza wina
klawesyn z basem
to jak dziwka z bogatym
niby harmonijność, a jednak…

To źródło natchnienia i pomyłek,
zapomnienie rzeczywistości czy przegięcie pały,
religijna duchowość, lub herezja.

Tak tak, to jeszcze my
ta sama fuga i toccata
tokaj z szampanem
perliście zapełniające kielichy
niepewności szczęścia.

Znowu jesteśmy na ziemi,
nie pytamy o przyczynę
to nasza ojczyzna,
to my, to ona - cóż więcej potrzeba?

JUNE ‘99

IMGP3094.JPG


CISZA

Ciekaw jestem
jak odbierzesz
ten dziwny stan
czasem zwany
błogostanem ?.

To już to -
dekompresja umysłu
stan nieważkości.
Łyk ciepłego wina,
marzenie
upływa z kieliszka,
czy tylko,
duch jeszcze został.
Jaki duch,
muzyka,
co jeszcze,
rytm,
czy to wszystko,
natchnienie
teraz to już wszystko
- my i ona.
A to już cud
być synem Dedala
i nie dać się
roztopić słońcu.

Nastała głucha cisza
kompletna
nawet świerszcz nie śmie
zabrać głosu
żaden człowiek,
żadne stworzenie
nie wejdzie jej w drogę…
…c i s z a

JULY 99

IMGP3183.JPG


Spotkanie

Mijałem się dzisiaj
z mrówką…
Przechodziliśmy
sobie obojętni,
ja
z uczuciem wyższości,
ona
lekko zatroskana.

- Zmaterializowaliśmy ducha
- Uczłowieczyliśmy już maszynę
Patrzymy jasno w przyszłość
niczym pomiot socrealizmu.
Dumni i hardzi.

Nie jestem pewien
czy potrafiłbym
spojrzeć na mrówcze oblicze,
ono
jest takie małe…
I całe szczęście.

sierpień 2001

kwiat1.JPG


Salto

Pędząc w przestrzeni
w myślach przebieram
roztaczam futurum kręgi
nawet świadomość
banki mydlanej
nie trapi mnie, nie zniechęci.

To ludzkie marzyć
opcje klarować
osądzać co za, co przeciw
łamać powszechne
prawa logiki
choć w kosmos się nie poleci.

Można tak przeżyć
sterujac losem
podnosząc standard morale
życie i tak to
w nicość obróci
wywinie salto-mortale.

2007-11-22

« Dzienniki - Styczen I - 2008 | Strona główna | Dzienniki - styczeń II - 2008 »