« Dzienniki - Grudzień II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - Styczen I - 2008 »

11 stycznia 2008

Pan Tadek

Dziś zamiast prozy, zabawa wierszem. Parafraza mistrza Adama.

W nowym roku życzę wszystkim czytelnikom na Antypodach, aby postać przedstawiona poniżej nie kojarzyła się z nikim i była tylko czystym wytworem wyobraźni autora.

A po wierszu parę zdjęc naszego lata.



Pan Tadek

Polsko! Ojczyzno moja, każdy z nas tak powie,
Bo dla nas Polonusów, jesteś niczym zdrowie,
Dziś, kiedy wreszcie kasą nie zajęta głowa,
Można do cię powzdychać, pokochać od nowa.

2
Kto z nas tych lat nie pomni, dzieci PRL-u,
Opuszczaliśmy ziemię niewdzięczną dla wielu,
Ten nie wrócił z pielgrzymki, ten w Hiszpanii zbłądził,
Traiskirchen, Grecja, Hamburg, to co los nam zrządził.

3
Fala poniosła dalej, czy młody czy stary,
Za morza, oceany, gdzie słońce, dolary,
Chicago czy Toronto, Sydney, Auckland, Brema.
Przechodniu stan na chwilę, zgadnij gdzie nas nie ma.

4
Prezes wracał do siebie, auto wyhamował,
Pod carport swój zajechał, sąsiadów zlustrował,
Po schodach pobiegł szybko, na piętrze wieczerza,
Nie każdy dom piętrowy, zajrzał do alkierza.

5
Tam żonka wkłada żakiet kroju francuskiego,
Szybko odpruła metkę wyrobu chińskiego,
Z uśmiechem męża wita, on miną czaruje,
To z tytułu urzędu który tu piastuje.

6
Eukaliptusów liście, dookoła busze,
Niemałe ci pan Tadek przechodził katusze,
Zanim prezesem został musiał się natrudzić,
Raz Polski Dom posprzątać, drugi raz zabrudzić.

7
Ileż mitręgi przykrej, ileż zahamowań,
Ileż to przeciw sobie tłumić musiał knowań,
Ale wreszcie osiągnął prezesowski stolec
Choć często go uwiera niczym w bucie kolec.

8
Prezes stał zamyślony – o roku ów – dumał:
Kto cię widział pamięta, dawniej cię nie kumał,
Ile żem się nastarał, te chudopachołki,
Między sobą w zarządzie obsadziły stołki.

9
Natenczas myśl rozpostarł nad Rzeczpospolitą:
Uciekł jam z PRL-u przed czerwoną świtą
Trzecią RP jam przespał, niczym niedźwiedź w norze,
A ta czwarta w opałach, czas już działać, Boże!

10
Już nam pod ambasadę, czy polski konsulat
Nie trzeba gonić z flagą, wolnaś ty jak mulat,
Co z matki białej zrodzon i ojca murzyna.
Wszyscy cię wytykają niczym tatarzyna.

11
Jam jest twoim Rejtanem, Kościuszką jak trzeba,
Czas spłacić długi przodkom, z ojczystego chleba.

Siadł, spłodził list otwarty, porozsyłał wszędzie.
„Ja wiem co to Ojczyzna!” - głosiło orędzie.

12
Zbeształ w nim wszystkich wokół, według okólnika
Postraszył, że jak trzeba to weźmie prawnika,
Patetycznie zakrzyknął: To spisek dziejowy!
Tak teraz wyglądają rodaków rozmowy.

Epilog
O czym że dumać na sydnejskim bruku,
Wszak w mieście szepczą, śmiać się do rozpuku,
Przekleństw obrazy, pomówień pomyje.
Polskie piekiełko, człek pod człekiem ryje.

Biada nam, zbiegi, już wieszcz wyrokował.
Kłamstwa, obelgi, tym prezes szafował.
Wrogość i pycha, zaszczytów pokusy.
Na wieki wieków, bośmy Polonusy.

Tassie14a.jpg

Tasmanskie lato w tropikalnym lesie.

IMGP2904.JPG

Lato w mieście.

IMGP3731.JPG

Lato na dzikiej plaży


Tassie34a.jpg

Lato na jeziorze


IMGP3766.JPG

Lato na nowej przystani

« Dzienniki - Grudzień II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - Styczen I - 2008 »