« Kuzyn - Felieton | Strona główna | »

15 grudnia 2007

Dzienniki - grudzień I - 2007

1 grudnia 2007 (sobota)

Znów to samo – plaża, słońce i spacery.

Tylko tym razem w innym miejscu. A wybór jest spory – ponad 50 kilometrów dzielnicowych plaż. Większość z nich, to dość dzikie połacie, jak ze starej piosenki Czerwonych Gitar.

IMGP2745.JPG

Do północy studiowałem książkę o adelajdzkich działaczach polonijnych z wczesnych lat powojennych. Opracowanie, to praca zbiorowa pt. Polacy w Południowej Australii 1948-1968. Co ciekawe, znam osobiście parę osób które są ciągle aktywne. Jak p.Wacław Jędrzejczak, prowadzący comiesięczne spotkania Polskiego Towarzystwa Kulturalnego, czy pani Władysława Jadczak. Przez lata była aktywnym członkiem Towarzystwa Historycznego, a i od wielu lat prowadzi polskie audycje radiowe. Pamiętam, kiedy tu przyleciałem prawie 25 lat temu słyszałem jej głos w radio i ciągle przygotowuje i przedstawia swoje audycje na dobrym poziomie.


3 grudnia 2007 (poniedziałek)

Ja to powinienem przenieść się do buszu i tam byłbym szcześliwy. Do ludzi coraz mniej mnie ciągnie. Pewnie bym tylko tęsknił za jakimś koncertem, czy inną formą artystyczną, ktore okazjonalnie zaliczam.
Telewizji nie oglądam – nie licząc półgodzinnych, niedzielnych wiadomości z Polski. Tak, ale komputer musiałbym mieć ze sobą – taki współczesny Robinson Cruzoe z dostępem do sieci :). Krótko mówiąc – cywilizacja wirtualna by mi wystarczyła.

IMGP3084.JPG

5 grudnia 2007 (środa)

Lada dzień, może nawet dzisiaj, na mojej stronie wybije liczba 20 tysięcy wejść od czasu kiedy założyłem licznik. Nie jest to liczba oszałamiająca, ale jestem zadowolony. W końcu nie ma tu sensacyjek, gołych bab, plotek, pikanterii tak często spotykanych na internecie. Dziękuję przy tej okazji wszystkim odwiedzającym mnie i zapraszam na następną wizytę – zwykle raz w tygodniu uaktualniam nowym materiałem.

7 grudnia 2007 (piątek)

Jestem zaszokowany ludzką pazernością… jak potrafią niszczyć wszystko w imię mamony. Łącznie z szantażem. Przerażające…

IMGP2100.JPG

Dzięki uprzejmości p.Marka Reszuty czytam powieść Józefa Mackiewicza pt. Droga donikąd. Rzecz która wciąga od pierwszych słów. Autor wprowadza czytelnika w sytuację ludzi na kresach wschodnich i na Litwie w latach 1940 – 41, w okresie, kiedy obszar ten dostał się we władanie systemu sowieckiego. „Człowiek nie umierać się boi, a żyć” – to krótkie zdanie w pełni ilustruje problem czasów sowietyzacji. Książka ta, to doskonały przekaz tamtej rzeczywistości. Mackiewicz – to mistrz opisu. Jakże inna jest ta powieść od poprzedniej czytanej przeze mnie książki tego autora. Ja się od tego nie mogę oderwać. Do tej pory lubiałem czytać jego brata Stanisława, teraz Józef robi u mnie karierę:). Szkoda tylko, że wersja którą czytam nie miała korekty, bo razi wiele błędów w tekście.

10 grudnia 2007 (poniedziałek)

W sobotę eksplorowałem południowe przedmieścia naszego miasta. Chciałem przedostać sie wzdłuż jednego z potoków do oceanu. Spodziewałem się „cywilizowanej” ścieżki do samego końca. Nic z tego, tylko w okolicy Reynella jest całkiem przyjemnie ale krótko, a dalej dzicz i to taka że trudno się przedrzeć. A i troche węży się obawiałem. A teraz jest najgorzej, bo wylęgły się małe. A to głupie wszędzie się napatoczy, bo nie ma wykształtowanej ostrożności dorosłego osobnika. A czy ukąsi duży czy „maluch” efekt jest taki sam. Pół godziny czasu na antidotum, a później... wszystko w rękach Boga.

IMGP3612.JPG

Dotarłem do południowego highway’u – niestety dalej tylko przejście pod mostem które było nie do przebycia. Musiałem zawrócić. Przez pół godziny obierałem się z kłosów, igiełek, ostów i innych tzw. dziadów. Wsiadłem w samochód i podjechałem okrężną drogą do ujścia potoku, ale tam oczarował mnie wysoki brzeg nad zatoką i poszedłem wzdłuż aż do rafinerii. Pogoda idealna na takie eskapady. Przestrzeń wokoło wprost urzeka. Dziki klif i kamienista plaża w dole malowniczo podkreślały niezwykłość krajobrazu. I ten szmaragdowy dywan oceanu aż po odległą linię horyzontu z monotonnym szumem jak mantra koił i relaksował.


12 grudnia 2007 (środa)

Ciekawostka: według ONZ w opublikowanym właśnie Indeksie Rozwoju Społecznego na pierwsze miejsce w świecie wysunęła się Islandia – kraj gejzerów, przed Norwegię, która przez kilka lat była liderem klasyfikacji najwygodniejszego na świecie miejsca do życia.
Za nimi my, czyli Australia, później Kanada, Irlandia, Szwecja, Szwajcaria, Japonia, Holandia i Francja. USA na 12 miejscu, Niemcy – 22, a Polska – 37.

IMGP2350.JPG

14 grudnia 2007 (piątek)

Dziś tropikalnie – gorąco i parnie. Od rana grzeje a wieczorem ma być burza. Całe szczęście że tego typu pogoda nie jest u nas codziennością.
Mamy wspólny lunch w restauracji – kolega zmienia pracę, więc jest okazja zasiąść w knajpce i zjeść razem. Po takiej fecie zwykle nie chce się już nic robić, szczególnie że słońce rozleniwia. Zimne piwo smakuje wybornie.

« Kuzyn - Felieton | Strona główna | »