« Dzienniki - Listopad I - 2007 | Strona główna | Dzienniki - listopad II - 2007 »

23 listopada 2007

Stare numery - felieton

Zawsze kiedy wchodzę na internetową YouTUBE z dreszczykiem emocji oczekuję co ciekawego tym razem wynajdę.

To trochę tak, jak w starej reklamie Windows 95: gdzie się dziś wybieramy?
Dla nieznających tego programu podaję, że jest to światowe archiwum fragmentów recitali, koncertów, programów rozrywkowych, filmów, kabaretów i czego tam nie ma...
Co więcej, można sobie tam założyć konto z kolekcją ulubionych wykonań, czy filmików, absolutnie za darmo. Oto adres: www.youtube.com

IMGP3010.JPG

Ostatnio oglądałem stare tzw. clipy muzyczne, naszej wspaniałej artystki mistrzowsko łączącej muzykę i poezję – Ewy Demarczyk.

Młoda dziewczyna w skromnej czarnej (chyba, bo wtedy była telewizja czarno-biała) sukience bez dekoltu, bez gołych ramion. Normalne, jak na tamte czasy uczesanie – i jeszcze przedłużone rzęsy i przyczernione brwi świadczą o epoce. Interpretuje każdą piosenkę wręcz dramatycznie, a aranżacje choć to lata 60-te niezwykłe. A to wszystko działo się ponad 40 lat temu!

Karuzela z madonnami, Groszki i róże, Tomaszów, Pocałunki.
A Valse brillante z 1964 roku to coś blisko doskonałości. Ile w tym emocji i ekspresji. Nawet dzisiejsze gwiazdy przy wspomagającej je technice nie potrafią oddać części tego klimatu.
Doskonale pamiętam mój pierwszy raz z panią Ewą! Jako kolonista zakradałem się po capstrzyku z kolegą pod salę telewizyjną gdzie wychowawcy oglądali festiwal sopocki, i właśnie tam ją usłyszałem po raz pierwszy. I pamiętam do dzisiaj dreszcze jakie mnie przeszły, kiedy śpiewała Valse brillante.

Że tacy ludzie odchodzą w zapomnienie... Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Ten sam los spotkał między innymi Norwida i Bacha, którzy też odeszli w niepamięć za życia.

Nie, pani Ewa jest ciągle uwielbiana, co prawda przez nielicznych, ale szczerze oddanych wielbicieli jej talentu. To przecież nasza polska Edith Piaf. Pierwsza dama polskiej piosenki – jak się kiedyś o niej mówiło. Całe szczęście, że są tacy jak Katarzyna Groniec – która świetnie interpretuje i przypomina p. Demarczyk w jej repertuarze. Oby tych wspomnień było jak najwięcej.

Trzeba przyznać, że mieliśmy szczęście w tych sięrmiężnych czasach doznawać muzycznych uniesień dzięki niej, czy Czesławowi Niemenowi któremu należy się osobne wspomnienie, a i grupie Niebiesko-Czarni tej kuźni talentów, Markowi Grechucie który odszedł niedawno.
A propos Czesława Niemena, parę dni temu wynalazłem na tymże YouTube jego utwór „Bema pamięci rapsod żałobny” ... po angielsku! Doskonałe wykonanie. Nie wiedziałem że istniała taka wersja.

Niesamowite, jaka to kopalnia rarytasów sprzed lat. Jest tam też wiele innych utworów Niemena. Ale są i inne gwiazdy sprzed wielu lat jak: Sława Przybylska, Violetta Villas, Kalina Jędrusik czy Piotr Szczepanik. A piosenek i skeczów kabaretowych co niemiara.

Dla amatorów kina – fragmenty filmów, nawet tych przedwojennych.
To tylko polskie podwórko artystyczne, a ile z całego świata. Tu wynalazłem wspaniałe koncerty niezapomnianej węgierskiej Omegi, jak również utwory Wagnera, czy symfonie Beethovena w najlepszym wykonaniu.

Wiele rzeczy o ktorych dawno zapomniałem i nie śniło mi się że kiedyś to jeszcze zobaczę i usłyszę. Vivat internet!


Wasz Chris

IMGP3130.JPG


« Dzienniki - Listopad I - 2007 | Strona główna | Dzienniki - listopad II - 2007 »