« Dzienniki - Październik II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - Listopad I - 2007 »

11 listopada 2007

Felieton - Profesje…

Dlaczego nie pracujemy w swoich zawodach? Pytanie z pozoru proste. Składa się na to wiele czynników.

Dotyczy często nas emigrantów, ale tym razem skupię się tylko i wyłącznie na Polakach, którzy dzięki temu że to zrobili, stali się sławnymi.

Nie jest to i nie było problemem czy trendem na wielką skalę. Na ogół pracujemy w tym do czego przez lata się przygotowaliśmy, jest jednak spora grupa tzw. twórców, którzy przez całe życie nie mieli kontaktu ze swą specjalizacją, wykuwaną przez wiele lat edukacji.

Taki komediant, Tadeusz Drozda – że wezmę pierwszego z brzegu, popularnego (przynajmniej do niedawna) showmana – zawsze się chwalił, że niby jest magistrem elektrykiem, ale nigdy nie posmakował tego chleba. Skoro już jestem przy kabareciarzach to wspomnę, że Bogdan Smoleń to… zootechnik po Akademii Rolniczej, a Andrzej Rosiewicz, ten od “Chłopców-radarowców”, jest absolwentem SGGW w specjalizacji melioracji wodnych.

Znana wszystkim Maryla Rodowicz, jako absolwentka AWF-u, przynajmniej za bardzo młodych lat była czynną lekkoatletką. Ale jej koleżanka (a może rywalka) z estrady – Urszula Sipińska, wróciła do wyuczonego zawodu architekta wnętrz i prowadzi swoje studio projektowe.

Szybko i ja powracam do współczesności i obecnych idoli.
Piosenkarz Stachursky to prawnik, a Kuba Sienkiewicz z Elektrycznych Gitar, jest na co dzień lekarzem. Świetny pisarz Stanisław Lem też był lekarzem, jak również satyryk i tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński. Gwoli ścisłości, Lem nie chciał zaliczać egzamninu końcowego aby uniknąć służby jako lekarz wojskowy – ale studia skończył.

Zanussi - oprócz reżyserii filmowej - jest z wykształcenia fizykiem i filozofem. Co widać zresztą w jego wszystkich filmach.

Któż nie pamięta wierszyków Jana Brzechwy – z zawodu był on… adwokatem. I tu ciekawostka – poeci mieli inklinacje do nauk społecznych. Julian Tuwim studiował prawo i filozofię. Wielki Juliusz Słowacki jak i noblista Czesław Miłosz także studiowali prawo. Zbigniew Herbert natomiast po skończeniu Akademii Handlowej z tytułem magistra prawa i po filozofii był ekspedientem w sklepie, projektantem urzadzeń sanitarnych i pracownikiem banku.
Nie zabraknie na tej liście prozaika Witolda Gombrowicza - absolwenta prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Ten, dodatkowo studiował filozofię i ekonomię w Paryżu.
Skąd w specjalistach od prawa takie ciągoty liryczne… nie mam pojęcia.

Niedawno zmarły kompozytor, piosenkarz i poeta Marek Grechuta skończył architekturę.
A inny znany Polak - Adam Małysz, jest z zawodu blacharzem-dekarzem. Ale on też nigdy swego zawodu już raczej uprawiać nie będzie.

Na koniec muszę wspomieć o moim przyjacielu, Zenku. Ileż on razy zawód zmieniał, a przecież on też na swój sposób sławnym jest. I na jego przykładzie mogę stwierdzić, że ludzie lubią poszukiwać i próbują różnych zawodów, a że na ogół nie za bardzo mogą się w nich odnaleźć, więc brną dalej. No, ale Zen nie jest typowym okazem.

Trzeba zauważyć, że temat ten w Polsce zawsze miał ograniczony zasięg. No, bo na a przykład aktor w Polsce, musiał być zawodowym artystą po studiach, muzyk podobnie. A na takim Zachodzie… tam dopiero było wymieszanie, istny groch z kapustą. Ale to temat na oddzielny felieton.

A więc, dlaczego zmieniamy swoje profesje?
Kiedyś, duży wpływ na to miał system polityczny, a teraz…?
Po prostu, albo z wewnętrznego powołania albo czujemy, że to co robimy jest ważniejsze, i przynosi więcej satysfakcji (często i pieniędzy) niż zawód wyuczony.

Wasz Chris

ps. ilustracje nie mają nic wspólnego z felietonem. One wszystkie pracują w swych "zawodach"

IMGP3014.JPG

IMGP3022.JPG

IMGP3034.JPG

IMGP3036.JPG

« Dzienniki - Październik II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - Listopad I - 2007 »