« Dzienniki - październik I - 2007 | Strona główna | Polonijnie »

24 października 2007

Czas - Felieton

Jeszcze się na dobre nie przyzwyczaiłem do porannego wstawania a tu już zmiana czasu – od ostatniego weekendu października w niektórych stanach będzie obowiązywał czas letni.

W nocy przesuniemy zegary z 2 A.M. na 3 A.M.
W podobny sposób postąpi 70 krajów na całym świecie. Zdecydowana większość zrobi to jednak w drugą stronę – czyli wprowadzi czas zimowy. No nie całkiem, bo USA i Kanada robią to też w innym terminie. W tym roku na przykład przesuwają zegary dopiero w pierwszą niedzielę listopada.
Dzięki tej zmianie (na czas letni) korzystamy dłużej z dnia i naturalnego światła. A przez to oszczędzamy energię elektryczną. A w ogóle, to podobno ma to korzystny wpływ na nasz organizm. Poprawia się nasze samopoczucie.

"Podwójny czas" - letni i zimowy - stosuje się we wszystkich krajach europejskich, z wyjątkiem Islandii. Z krajów wysoko uprzemysłowionych jedynie Japonia nie wprowadziła czasu letniego. No i oczywiście zegary słoneczne będą się "spóźniały" o godzinę w stosunku do czasu obowiązującego.

U nas jak wiemy też z tym czasem różnie bywało. Tasmania zwykle to robiła o miesiąc wcześniej. Queensland i Północne Terytorium w ogóle czasu nie zmieniają. Zen żartobliwie to komentuje, że tam większość ludzi tylko wypoczywa, to żadna zmiana nie ma sensu. Czas nie gra dla nich żadnej roli. Zachodnia Australia wprowadziła zmianę czasu drogą eksperymentu ostatnio, ale nie ma pewności czy przy tym zostanie.

Zmiana czasu na letni i zimowy sięga początków XX wieku. Zapoczątkowali to Brytyjczycy. Zwali wprowadzony czas letni - “czasem wojennym”. Potem zwyczaj ten przyjmowaly inne państwa walczące w pierwszej wojnie światowej.

W Polsce pierwszą zmianę czasu wprowadzono w 1915 roku. Czas warszawski skorygowano wówczas z berlińskim. Zmiana czasu obowiązywała w okresie pierwszej wojny światowej, potem za Drugiej Rzeczpospolitej i podczas drugiej wojny światowej.

W powojennej Polsce czas letni był wprowadzony dopiero w 1957 roku. Pewnie miała na to wpływ tzw. “odwilż październikowa”. W tym czasie wszystkie decyzje były decyzjami politycznymi. Trwało to kilka lat i znów zaprzestali przesuwać zegary. Dopiero od 1977 roku zmiany są wprowadzane regularnie aż do dziś. Z tym, że na początku – czas letni, był o miesiąc krótszy, niż w krajach Europy Zachodniej.

Zen się z tych zmian śmieje i powiada, że to wszystko mało istotne. Jak się ludzie umówią tak będzie. Natomiast, ciekawym jest najmniejsza jednostka czasu - powiedział. I tu mnie zagiął bo fizykę to ja przerabiałem w zamierzchłych czasach i nie bardzo kojarzę, choć nagle olśniło mnie.

- Wiem – zawołałem – to czas Plancka, tego się na da podzielić na mniejsze jednostki bo w jego obrębie pojęcia “wcześniej” czy “później” tracą sens. Tylko nie pamiętam cyfrowego zapisu tej liczby – wyznałem.
- Skądże… - skrzywił się Zen – to wcale nie tak. Jest to czas jaki upływa od zapalenia się zielonego światła na skrzyżowaniu do momentu, kiedy facet za nami naciśnie klakson. Przynajmniej w naszym mieście.

Znowu mi “zastosował zmyłkę” że użyję jego języka. Swoją drogą, potrafimy robić bomby z opóźnionym zapłonem, może by tak człowieka przeprojektować. Ująć genów furii i nerwowości, dodając – dobrych chęci i gorliwości.

Wasz Chris

botanic1.JPG

« Dzienniki - październik I - 2007 | Strona główna | Polonijnie »