« Dzienniki - wrzesień I - 2007 | Strona główna | Emigrancka wola - Felieton »

21 września 2007

Felieton - Co z tego zostało?

12 września 1989 r. premier Mazowiecki w wygłoszonym expose mówił:

"Dziedzictwo Sierpnia to (...) zdolność przekraczania sporów i podziałów, umiejętność poszukiwania partnerstwa, wyrzeczenie się myślenia w kategoriach brania odwetu za przeszłość, wyrównywania rachunków krzywd. (...) Trzeba wyeliminować ze wzajemnych stosunków nienawiść, która mogłaby się stać ogromną siłą destrukcyjną".

PETRY4.JPG

Co z tego zostało?
Patrząc na współczesną Polskę – NIC!
Wszyscy ze wszystkimi się żrą, o wszystko. Nawet spodziewane wspólne dzieło jakim ma być przygotowanie do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej nie scementowało obywateli. Ani Kościół, który jeszcze za życia Jana Pawla II, tworzył scenę pobudzania uczuć wyższych w społeczeństwie.

Ludzie mają serdecznie dosyć tej atmosfery w kraju. I historia się powtarza… już jeden zapewniał, że on zawsze chciał dobrze… tylko z tego nic nie wyszło. Podobnie jest teraz z działaniami polskiego rządu i prowadzeniem polskiej racji stanu. Inna sprawa, że w tym dziele nie tylko czynniki rządowe maczają palce.

Nie sztuka skłócić i ciągle wyszukiwać domniemanego wroga w postaci żydów, masonów, agentów (kogo?, czego?) czy Unii Europejskiej. Niestety, ci którzy z założenia powinni łączyć - w majestacie prawa i w aureorze przyzwolenia tzw. autorytetów – dzielą społeczeństwo.
Fatum spisku dziejów ciąży nad Rzeczpospolitą.

Nie ma wątpliwości, że większość działań odgórnych miała dobre intencje. Że narastały w klimacie potępienia powiązań klikowo-mafijnych, wynaturzeń gospodarczych, itp.
Ale trzeba jasno zdawać sobie sprawę, że jest to pozostałością w mentalności narodu – dziedzictwem z czasów PRL-u.

Ci którym się udało, wykorzystywali to na wielką skalę, a ci inni patrzyli na to zazdrosnym okiem – stąd ta nienawiść. Nie z pozycji moralnej… z pozycji zawiści. To zwykle niepowodzenia życiowe są motorem do działania tych, którzy się nie “załapali”… a nie Dekalog.

Wywala się jednych, przychodzą drudzy – obojętnie pod jakim szyldem - i robią to samo. Przecież wydarzenia ostatnich miesięcy czy tygodni potwierdzają te słowa. I tu żadne polowanie na czarownice nie pomoże.

Często, ciężko wyważyć co ważniejsze: “prawo” czy “sprawiedliwość”. Tu trzeba pracy od podstaw i to najlepiej z młodzieżą bo “doświadczonych” czy “skażonych” (osobiście wolę ten drugi przymiotnik) już nic nie potrafi zmienić.

No, ale w warunkach naprawy państwa na hurra, i to przez ludzi mających problem ze swoim morale, powoduje się taką, a nie inną atmosferę.

Wiemy z przeszłości, że taki model naprawy nie sprawdza się na dłuższą metę. Powstaje więcej szkód niż korzyści. I znów sytuacja się powtarza.

Zamęt który teraz powstał prowadzi do całkowitej negacji polskiej codzienności, szczególnie przez młodych. Oni widzą, że z tego nic dobrego nie wynika, ani prawdziwie obywatelskie państwo, ani umocnienie demokracji - co najwyżej krzywda jednostek. Traci
się energię i cenny czas na ambicjonalne gry polityczno-odwetowe. A nieżyciowe ustawy utrudniające poruszanie się na co dzień w zbiurokratyzowanym kraju, jak były tak są.

Co się udało – to kompletne wymieszanie hierarchii wartości. Patrząc z boku, wydaje się, że to organa państwowe przejmują od Kościoła atrybuty propagowania wiary. Kościół natomiast, coraz bardziej przesuwa się w kierunku rewirów świeckich, a niektórzy jego przedstawiciele idą całkiem w nieznane. I ani jednym ani drugim, to na dobre nie wychodzi. Już tak naprawdę nikt nie wie co cesarskie, a co boskie.

Co by nie mówić, Polska staje się ewenementem wśród krajów europejskich. A kierunek w którym zmierza jest nieklarowny. Bo taka radykalizacja na wszystkich frontach może prowadzić tylko do konfrontacji, a w świecie zewnętrznym, do grona państw których towarzystwo chluby nie przynosi. Co więcej, wszyscy ich unikają, wręcz się ich boją.

Wasz Chris

PETRY5.JPG

« Dzienniki - wrzesień I - 2007 | Strona główna | Emigrancka wola - Felieton »