« Sokrates - teatr Ottoway | Strona główna | Felieton - Co z tego zostało? »

15 września 2007

Dzienniki - wrzesień I - 2007

1 września 2007 (sobota)

Rano podjechałem w miejsce gdzie nasza miejska rzeka już nie jest strumieniem, a zwie się dumnie rzeką i poszedłem wzdłuż jej zakoli w stronę centrum miasta.

Urocze zakątki zdominowane kwieciem wiosny. Krajobraz wokoło dopinguje do przebywania w tym otoczeniu. Gdyby nie zmęczenie paroma godzinami łażenia mógłbym tak cały dzień.
Jak zwykle zrobiłem kilka zdjęć – prezentuję jedno poniżej.

IMGP2974.JPG

Rzeka Torrens tylko w samym centrum Adelajdy wygląda okazale bo jest tam poszerzona małą zaporą, a tak naprawdę to wąska rzeczka. No i dość krótka – myślę, że ma mniej niż 35 kilometrów i wpada do morza. W granicach miasta się zaczyna i na jednej z miejskich plaż się kończy.

Powinienem wspomnieć, że we wczorajszej wieczornej audycji radiowej po polsku, moja powieść i płyta z wierszami, były nagrodami w konkursie prowadzonym przez redaktorów audycji, a także członków teatru Starego.
Niewiele audycji polskojęzycznych można tu z przyjemnością posłuchać. Ten zespół redakcyjny, własnie należy do tej wąskiej grupy.


3 września 2007 (poniedziałek)

Wczoraj świętowałem Dzień Ojca. Oj, pojadłem różności czekoladowych :-).
Prezencików dostałem od dziecka.
Pogoda jak zwykle dopasowała się do świątecznego dnia i było bardzo miło.

Mistrzostwa w lekkoatletyce się wczoraj skończyły. Ani Polacy, ani Australijczycy nie błyszczeli, choć Aussies dwa złote medale mają.
Ja będę musiał się przyzwyczajać do... normalności – bez telewizora.

Dostałem maila z Polski z informacją o trudnej sytuacji niepełnosprawnego człowieka. Jeżeli ktoś chciałby zainteresować się sprawą, czy ewentualnie pomóc podaję stronę internetową http://www.piotr_gawrysiak.republika.pl


5 września 2007 (środa)

A u nas ciągle susza. Stan rzeki Murray jest wprost alarmujący. Opadów jak nie było tak nie ma. Nawet jak się zdarzy i pokropi trochę, to jest przysłowiowa kropla w morzu. W tym roku, chyba tylko raz zatrzymał mnie rano deszcz w domu.

Dziś przeczytałem opowiadanie Roberta Panasiewicza „Jesienne konwalie”. Jest to jedna z trzech nowel składających się na zbiorek „Faun Timtom”.
Było to dziewicze przedsięwzięcie – jestem pierwszym który to przeczytał. Ponieważ nie mam pewności, czy autor zostawi to opowiadanie bez zmian, czy coś zmodifikuje – więc nie będę tu recenzował. Powiem jedno, że jest to wciągający kawałek prozy i nieco inny, niż jego pierwsza powieść.

A wieczorami czytam małą książeczkę „ Leksykon –WIELCY PISARZE”.
Przedstawiono tu sylwetki 100 pisarzy, ze szczególnym uwzględnieniem polskich, bo jest ich tu kilkunastu. Każde hasło zostało wzbogacone fotografią, notą biograficzną i przeglądem twórczości. Każdemu też towarzyszy cytat z jego dzieła. Oczywiście, można by się spierać o to czy inne brakujące nazwisko, ale nie o to chodzi. Wiadomo, że zawsze w takich sytuacjach wybór jest subiektywny.
Miłe opracowanie.

7 września 2007 (piątek)

Dziś w ciągu pracy jedziemy w kilkanaście osób na uroczysty lunch do jednej z lepszych restauracji miasta. Firma funduje. Jest to forma podziękowania za trud włożony w wykonany projekt. Takie wspólne fety zdarzają się od czasu do czasu. Chyba raczej już do biura nie wrócimy. Bo dostać się tam to prawie godzinę zabierze. Tak że w południe już miło rozpoczynam ciekawy weekend.

IMGP2967.JPG

A propos restauracji. Ich liczba w Australii jest przeogromna. U nas na jednej ulicy jest ich więcej, niż w całym - w końcu niemałym – moim rodzinnym mieście.

Odwiedziłem też przy okazji Japoński Ogród, bo to w pobliżu. Co za piękny dzień.

10 września 2007 (poniedziałek)

Alleluja – dziś rano zmokłem w czasie marszu!
Nie były to opady rozwiązujące nasze problemy z wodą - ot, dla odświeżenia przydomowych ogrodków.

W sobotę odbyła się premiera sztuki Zawieyskiego „Sokrates” przygotowana przez aktorów Zespołu Teatralnego Ottoway i członków chóru Cantores w reżyserii ks. dr. Mariana Szablewskiego CR.
Z tej okazji napisałem krótką recenzję, a właściwie informację o tym wydarzeniu, którą opublikuję w tygodniku Express Wieczorny i tu u mnie na stronie. Natomiast na Pulsie Polonii www.pulspolonii.com już dziś się ukazała.
Wielki wkład pracy jaki włożyli wszyscy członkowie tej grupy jest nie do przecenienia. I to jest optymistyczne, że ludziom się jeszcze chce. Coraz mniej takich.
Mój kolega Australijczyk - kiedy mu o tym opowiadam - nie może się nadziwić, że mamy takich pasjonatów. Poniżej przedstawiam fotografię z przedstawienia.

teatrscena1.JPG

A w niedzielne popołudnie byłem w Domu Polskim na spotkaniu Polskiego Towarzystwa Kulturalnego. Tym razem mieliśmy okazję posłuchać ciekawej prelekcji dr. Magdaleny Bąk pt. „Mickiewicz z prespektywy XXI wieku”.
Urocza prelegentka na codzień jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Perspektywa dla Mickiewicza (jak i całej literatury polskiej) jest raczej nieciekawa. No cóż, to współczesny, wręcz globalny trend.
I co najgorsze zamiera praca u podstaw- czyli, program szkolnictwa młodzieży idzie w złym kierunku. A więc liryka ta już nie trafia pod strzechy i nie dlatego, że strzech już nie ma... raczej dlatego, że tam stoi już wszechobecny telewizor.

Z osobistych doświadczeń zauważam, że ludzie przestają rozumieć znaczenie słowa pisanego. Często proste zdania są odczytane niewłaściwie, a co tu mówić o metaforach, urokach słowa jako takiego, kompozycji czy rytmie wersu.



12 września 2007 (środa)

Wczoraj minęła szósta rocznica tragicznych wydarzeń terroryzmu w USA. Parę lat temu oglądałem miejsce po drapaczach chmur World Trade Centre w Nowym Jorku. Przygnębiająca świadomość rzeczywistości – do czego dziś ludzie są zdolni.

Obejrzałem film K.Krauzego pt. Mój Nikifor.
Przejmująca historia malarza prymitywisty tzw. naiwnego (co za nazwa?!) który żył i tworzył w Krynicy a odkryty został w latach 60-tych.
Pamiętam z autopsji, że nazwisko to było bardzo popularne w tamtych czasach, choć postać – tragiczna.
Świetnie zagrany przez nieodżałowaną aktorkę, Krystynę Feldman.
Taki film powstrzymuje nas w biegu współczesnego dnia codziennego. Zmusza do zastanowienia. Inaczej dzieli wartości.
Nic dziwnego, że został też dostrzeżony przez krytyków i nagradzany.

14 września 2007 (piątek)

Właśnie otrzymałem od organizatorów Polonijnego Festiwalu Multimedialnego „Polskie Ojczyzny 2007” który rozpoczyna się dziś w Czestochowie, program imprezy.
Dziś jeszcze odczytają oficjalne wyniki ubiegłorocznego konkursu, a jutro od 9 rano przez pół godziny prezentowane będą moje wiersze na płycie CD.
Wspominany powyżej Teatr Ottoway ks. Szablewskiego będzie prezentowany na płytach DVD – dwie sztuki „Gałązka rozmarynu” i „Jeszcze Polska nie umarła”.
Czyli duch sztuki z Adelajdy, ciągle krąży po kraju ojczystym.
A znamienitych gości będzie tam sporo, na czele z JE Ryszardem Kaczorowskim, Prezydentem RP i o. prof. AP Bolesławem Eustachym Rakoczym ZP który jest dyrektorem tego festiwalu.

wiosna77a.jpg

« Sokrates - teatr Ottoway | Strona główna | Felieton - Co z tego zostało? »