« Z szuflady (VI) | Strona główna | Sokrates - teatr Ottoway »

15 sierpnia 2007

Dzienniki - Sierpień II - 2007

15 sierpnia 2007 (środa)

W Polsce dzisiaj święto, u nas dzień jak codzień.

No, nie całkiem, właśnie jestem na ścisłej diecie. Jutro mam test medyczny w szpitalu. Już kiedyś podobny miałem, a więc jestem… experienced, że powiem parafrazując utwór Jimi Hendrixa. Chociaż jemu akurat całkiem o co innego chodziło :).

17 sierpnia 2007 (piątek)

Wczoraj oglądałem się od środka… niesamowite wrażenie. Nie tak jak ciążowy skan, ledwie rozróżniający szczegóły. Ja podróżowałem po sobie jak w amerykańskim filmie. W super ostrym kolorze, oczekując z zainteresowaniem co zobaczę za… zakrętem. To jak odkrywać labirynt w nieznanej jaskini. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

WIOSNA1A.JPG

Czytam dość kompleksowe opracowanie twórczości literackiej pt. “Świat Jerzego Szaniawskiego” napisane przez krytyka teatralnego Wojciecha Natansona.
Już w 1917 roku ukazał się pierwszy utwór sceniczny Szaniawskiego “Murzyn” i ze zmiennym szczęściem grany był w Warszawie i w Krakowie. I tak nieprzerwanie aż do drugiej wojny światowej wystawiano jedenaście sztuk Szaniawskiego na wielu scenach teatralnych kraju.
Co więcej, Jerzy Szaniawski dał się poznać jako mistrz słuchowiska radiowego. To on był autorem pierwszego wielkiego nagrania pt. Zegarek.
Audycja poszła na antenę w 1935 roku w Polskim Radio i wywołała wielkie zainteresowanie. A po tym wiele innych.

Sama książka dosyć interesująca. Jest tam opisany kawał historii teatru polskiego i jego ludzi. Przytaczane są recenzje teatralne takich tuzów jak: Boy- Żeleński, Peiper, Iwaszkiewicz czy autor tego opracowania Natanson. Wiele nazwisk sławnych artystów scen polskich a także reżyserów przewija się przez jej karty. Praktycznie poznajemy też historię sztuk Szaniawskiego po wojnie aż do późnych lat sześćdziesiątych. A wtedy był grywany w zależności jak wiatr polityczny powiał. Chociaż sam autor sprawami ideologii czy polityki się nie zajmował. Jego interesowały problemy moralne, etyka… człowiek jako taki.
Jerzy Szaniawski pisał nie tylko sztuki teatralne. Był on autorem niezliczonych felietonów i humoresek, ukazujących się m.in. w Przekroju.
Opowiadania profesora Tutki – to właśnie jego dzieło.

20 sierpnia 2007 (poniedziałek)

Piękny weekend za mną. Wizyta u znajomego i łażenie po plaży a i trochę popracowałem – to sobota. A w niedzielę uroki głównego ogrodu botanicznego. Pychota! Jak tam pięknie i nastrojowo. Jak zwykle zrobiłem parę zdjęć. A i wiersz który mi się przytrafił parę dni temu, tam wycyzelowałem i już nadaje się do opublikowania. Zrobię to przy najbliższej okazji. Zwiedziłem też uliczną galerię obrazów i innych dzieł plastycznych. A pogoda temu wszystkiemu sprzyjała – było słonecznie i ciepło. Jedno jest pewne – susza nie ustępuje. Jeżeli teraz nie mamy opadów – to później nie ma na co liczyć.

IMGP2917.JPG

22 sierpnia 2007 (środa)

Właśnie obejrzałem dwa filmy dokumentalno-reportażowe.
„Zapomniany (zaginiony) grób Jezusa” a drugi „O Marii Magdalenie”.
Obydwa są jakby pociągnięciem wątku „Kodu da Vinci” tylko tu materiał podany jest w formie dokumentalnej z wysuwanymi hipotezami bez dodatkowych sensacyjek towarzyszących filmowi fabularnemu. Inna sprawa, że te przypuszczenia nie mają specjalnie pokrycia, a gdyby miały to tabuny naukowców rzuciłyby sie w nurt tego tematu. Głównie, teoria oparta jest na statystyce a to jeszcze nie argument. A i tłumaczenia inskrypcji pozostawiają wiele do życzenia.

Swoją drogą gdyby te hipotezy się potwierdziły, przestawiłoby to chrześcijaństwo na całkiem inne tory. Praktycznie w innym kierunku. A współczesna technika daje coraz lepsze możliwości potwierdzania faktów, lub... obalania mitów i sensacyjek.


24 sierpnia 2007 (piątek)

Czytam „Słówka”Boya.
Tadeusz Boy- Żeleński żył i tworzył sto lat temu i wtedy na pewno był rewelacją – co więcej sensacją literacką. Bo zdolności w tym kierunku odmówić mu nie sposób. Pewnie i 50 lat temu kolejne pokolenia czytelników zaczytywały się w dowcipnych i rubasznych tekstach mistrza Boya i współtwórcy „Zielonego balonika”.
Teraz po 100 latach te teksty jakby spłowiały, trącą myszką. Już nie śmieszą i nie wywołują rumieńców zawstydzenia u czytającego, jak to pewnie bywało kiedyś.
Moim zdaniem, nie wytrzymują próby czasu... naszego, szalonego czasu współczesnego.


27 sierpnia 2007 (poniedziałek)

To już nie wiosna... to lato nas nęci.
No bo jak nazwać słoneczny poranek jak dziś z 18 stopniami a w dzień będzie 26! Czyż to nie letnia aura. Po pięknym weekendzie ciągle ślicznie... niestety – bez opadów. Juz teraz mówi sie o zaostrzeniu przepisów używania wody.

W sobotę wędrowałem po Mangrove Forest. Nie bardzo wiem jak to przetłumaczyć na polski. To teren bagnisty i mokradła przy zatoce oceanu pokryte specyficznym gatunkiem drzew i krzewów, które w zależności od przypływów i odpływów, raz są odsłonięte a później zalane wodą morską. Idę systemem kładek naziemnych i podziwiam te dziwy natury. Jest to jeden w swoim rodzaju kontakt z naturą – czuje się ten inny świat wokoło. Co ciekawe, idę na wysokości metra nad poziomem terenów błotnistych a wyraźnie widać, że woda czasem sięga prawie półtora metra ponad kładkę. Tak bywa w zimie – teraz ten przybór wody jest mniejszy. I tak dwa razy dziennie – woda zalewa wszystko i odpływa. Niesamowite. A życie się toczy: tysiące krabów, ryb wszelakich, nawet delfiny tu wpływają, poza tym ptactwo, węże, i inne gady. Dobrze że u nas krokodyli nie ma:).
Zajrzałem do słownika – taki teren nazywa się: namorzyny.

IMGP2962.JPG


29 sierpnia 2007 (środa)

Wczoraj wieczorem oglądałem zaćmienie księżyca. Przez godzinę wychodziłem na podwórko i sprawdzałem fazy zaćmienia – od zmniejszającego się rogalika aż do całkowitego zasłonięcia przez ziemię. Tylko różowa poświata świadczyła, że tam jest księżyc w pełni.
No i dane nam było zobaczyć „ciemną stronę księżyca” :)
Tak, tak - niezapomniana płyta Pink Floyd. Niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Wydana w 1973 roku i do tej pory jest najlepiej sprzedającym się albumem na świecie. I pewnie tak zostanie, bo po albumach już słuch prawie zaginął. Co więcej, płyty CD już idą w odstawkę. Teraz zostaje tylko muzyka na iPod’ach. Ale to już inna forma podaży.


31 sierpnia 2007 (piątek)

Jak co rano wychodzę (czasem nawet wybiegam) na parę kilometrów porannego „odświeżania” fizycznego, ale i psychicznego. Taki kontakt z naturą z samego rana doskonale robi, szczególnie jak się później siedzi wiele godzin w biurze.

WIOSNA11.JPG

Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata w Osace w pełni. Właściwie to już prawie koniec. Nareszcie mamy komfort oglądania na żywo, bo różnicy czasu między nami a Japonią praktycznie nie ma.
Jak na razie większych niespodzianek też nie ma – faworyci wygrywają.
Codziennie spędzam parę godzin przed telewizorem. U mnie to niezwykłe.

« Z szuflady (VI) | Strona główna | Sokrates - teatr Ottoway »