« Mitologie - Felieton | Strona główna | Dzienniki - Sierpień II - 2007 »

14 sierpnia 2007

Z szuflady (VI)

Wiosna zawładnęła naszym regionem, naszymi umysłami i wyobraźnią.

Wiosna, to optymizm, chęć do działania, przypływ życiowej energii.
Wiosna... a więc czas na poezję.
Wiersze niepublikowane jeszcze.
Zacznę od najnowszego napisanego parę dni temu. Mojego... wyznania wiary.

Auto da fé

A gdy tak wchodzę na ścieżkę wśród buszu
Tam eukaliptus liściem, korą ściele
To słyszę ciszę grającą swym echem
Jakbym uklęknął w olbrzymim kościele
Pośród grewilly pajęczastych pąków
Jak na witrażach cieni podświetlonych
Boronii kwiatów płatkami przybrany
Podążam z blaskiem smug niedokończonych
Pył monotonii banksji lichtarzowych
Rozczapierzone, osmolone Grass Tree
W dali horyzont, nie pytam co za nim
Wchodząc w skaliste podwoje zakrystii
Tuż z boku kuflik, czerwienieją szczotki
Mrugając okiem lśni pustynny groszek
To nawa główna bezkresnej świątyni
Tu moje szczęście – o więcej nie proszę.
Wtedy to słyszę swój oddech i kroki
Skrzydlatych chórów przetkane trelami
Światłość rozpiera, hosanna w powietrzu
Czuję majestat Tego co nad nami.

Ponieważ w wierszu wymieniam kilka roślin nie znanych poza Australią, więc poniżej załączam małą fotografię wspomnianych krzewów, a właściwie ich kwiecia.

rosliny.JPG


Wena

Zawsze delikatnie puka
niepewna siebie acz dumna
urabia kreacji zaczyn:
myśli dzienne, nocne frazy mieszając.
Wierszem malowane na palecie
barwą pieszczonej wygładza
jak sitowie wiatru podmuchem
dźwiękom tonację dobiera.
Matka chrzestna Mona Lisy, Hamleta i wszelkich uwertur
stanęła na wysokościach
by świat ujrzeć jak zwykle
po raz pierwszy,
widokiem oszołomiona, lico
krasi wielkanocny deseń.
Myśl – słowem, a to obrazem, dźwiękiem czyni
Metaforycznie czasem parafrazą
upiększa koronę drzewka spełnienia
uniesienie i obawa towarzyszki nieodłączne
spływają z nią w nicość.
Zanim codzienność okryje
cieniem rozpostartych skrzydeł.

Marzec 2005

protea.JPG


Mój kwiat...

Wpleciony w obraz
Twego świata płynę
nad nasypem kolejowym
czerwienią maków olśniony
Twój wianuszek chabrem zdobny
wstydliwie wymyka się z dłoni...
Kwiatem lipy się nasładzam
nawlekając na nić długą
jarzębiny koraliki, hen
nad rzeką miękko ląduję
wprost na kępie niezapominajek.
Jedną chwyciłem
w objęcia porwałem i płynę
jak Ikar ku słońcu
szlakiem śnieżnych chmur
nad rozdrożami oceanów
by nie dać się roztopić...

Na czerwonej ziemi ląduję
wśród grenwilly, bugenwilly
ciekawskich rajskich ptaków
w gąszczu owocu pożądania
między płachtami liści bananowca.
A niezapominajka niczym echo
niesie muzykę snów moich...

Wpleciony w obraz
Twego świata płynę...

25 lipca 2005


O głąbie i dębie

Rósł dąb
wśród pomp.
Mówi głąb:
Drzewo zrąb!
Zrobił błąd…
w kniei wrąb
z dziurą ząb
lej jak z bomb
Panie zstąp
dmij i trąb
głąba zrąb!

wrzesień 2005

IMGP2911.JPG


Duma

Zdarza się…
Na rozstaju dróg
wpadam pierwszy na metę
przerywajac jedwabistą nic
pajęczą.
I tu mam dylemat.
Celebrować
i obnosić się sobą
czy wślizgnąć w skorupkę muszli
…udawać omnibusa
czy raczej ślimaka
…krzyczeć światu że jestem
czy mówić grzecznie
że to nieważne
że ja… to nie ja
to stempel, multyplikat rasy ludzkiej
ot, to wszystko… błahość
człowiek - masa
ludzkość - rzeka
on - ja
coś …
03/06

IMGP2961.JPG

« Mitologie - Felieton | Strona główna | Dzienniki - Sierpień II - 2007 »