« Dzienniki - Sierpień I - 2007 | Strona główna | Z szuflady (VI) »

12 sierpnia 2007

Mitologie - Felieton

Większość z nas, zna starożytne bóstwa greckie czy rzymskie jeszcze z ławy szkolnej.

Słyszało się nawet o paru słowiańskich, na przykład Świętowit, zwany czasem Światowidem. A Baba-Jaga to też postać z tamtych czasów. Niektórzy pamiętają, że w mitologii egipskiej był bóg słońca Ra i Ozyrys – władca świata umarłych.
Ale niewielu już wie, o mitologii Wikingów. Jest ona bardzo zbliżona do panteonu bóstw greckich, chociaż nie aż tak rozbudowana. Najwyższych bogów zwano Asami, ale była też inna rodzina boska, zwana: Wanowie.

Mieli swoich bogów Aztekowie i to szeroki ich wachlarz. W sumie naliczyłem ich czterdzieści dwoje. A było to oparte na micie pięciu słońc. Słońca wiatru, ognia, wody, ziemi i ruchu.

Co ciekawe, na ziemiach arabskich były też wierzenia przed-muzułmańskie.
Mitologia arabska jest mieszaniną bóstw i podań opartych na pismach żydowskich – jak stworzenie świata, Noe i potop, etc. Adam był w ich wierzeniach praczłowiekiem, ale jest też sporo wierzeń nie mających związków z tekstami starotestamentowymi.

Obecne, najświętsze miejsce muzułmańskie Al-Kaba, gdzie znajduje się czarny kamień, od niepamiętnych czasów było czczone, na długo przed Mahometem.
Później zaadoptowane przez muzułmanów do swoich potrzeb. Według tych wierzeń kamień na początku był biały, ale na wskutek niegodziwości ludzkiej, zmienił kolor na czarny.
Zły duch w tej mitologii to Szajtan.

chinskiebambusy.JPG

Natomiast, mało kto wie cokolwiek o starożytnych bóstwach koreańskich.
Jest to mitologia zbliżona do staroindyjskiej, a także z zapożyczeniami z chińskiej mitologii zabarwianej buddyzmem. Choć ten ostatni był w tym czasie w powijakach.

Właśnie tu znajdujemy najbardziej „humanitarnych” bogów, jak na przykład: Kwanym - bogini miłosierdzia, czy Toksong – samotnik, święty który istniał wiecznie i przypominał ludziom że prawdy istnienia, doskonałości, należy szukać w sobie, a nie w świecie zewnętrznym.
Rolę raju w tej mitologii grały sady brzoskwiniowe So Wang Mo – czarodziejskiej królowej . Brzoskwinie z jej ogrodu zapewniały nieśmiertelność.

To właśnie w tej mitologii korzeń życia – żeńszeń, był czczonym panaceum na wszelkie choroby.
Jednym z najbardziej przerażających bóstw było wtedy brzmiące nam swojsko... Mama. To demon czarnej ospy, który u koreańczyków powodował paraliżujący strach.

A chcąc czy nie chcąc, wiele z tamtych dawnych wierzeń w postaci przesądów tkwi w nas głęboko do dzisiaj. Nas, ludziach współczesnych niezależnie od położenia geograficznego, czy rasy.

Już Szymon Kobyliński w swojej książce pt. Odpukajmy, ze swadą analizował nasze dzisiejsze oddawanie się gusłom i przesądom w życiu codziennym. Często nie zdajemy sobie wcale z tego sprawy. Kultywujemy wzory zachowania z czasów, kiedy topienie marzanny i wianki na wodzie były ceremoniałem wręcz świętym.

Zenek natomiast wyznał, że on nigdy nawet ręki do lodówki nie włoży, nie mówiąc o zaglądaniu do środka... Po prostu ma taką fobię... To mu zostało z epoki lodowcowej jak mówi:
– To jest w genach, mój pra-praprzodek musiał się nieźle wymrozić – uzasadniał swoją słabość.

Maggi twierdzi, że chętnie poznałaby takiego Atlasa, czy innego silnego, greckiego tytana, co by ją na rękach nosił, a lodówki się nie bał...

- A ja bardzo lubię brzoskwinie – powiedziałem – chyba się wybiorę do Korei w poszukiwaniu magicznego ogrodu So Wang Mo.

Wasz Chris

TREEX.JPG

« Dzienniki - Sierpień I - 2007 | Strona główna | Z szuflady (VI) »