« Cuda świata - Felieton | Strona główna | Mitologie - Felieton »

1 sierpnia 2007

Dzienniki - Sierpień I - 2007

1 sierpnia 2007 (środa)

Odchodzą sławni reżyserzy filmowi. Parę dni temu Bergman, a za nim Antonioni.

Ingmara Bergmana nigdy nie rozumiałem. Był dla mnie obcy, chłodny wręcz zimny w swych czarno-białych surowych obrazach z zamkniętymi w sobie bohaterami ze skrzywioną psychiką. Ja wtedy byłem bardzo młodym złaknionym pełni życia w kolorach z fantazją chłopakiem. A więc naturalnie skłaniałem się do mistrzów włoskich takich jak Antonioni, a nawet bardziej do Felliniego czy Hiszpana Bunuela z ich obrazoburczymi filmami. Ale takie “Powiększenie” Antonioniego, utkwiło mi na długo w pamięci. Ciągle z wielką przyjemnością oglądam “La Strade” czy “ Rzym” i wiele innych doskonałych filmów starych mistrzów.


3 sierpnia 2007 (piątek)

Mgły poranne rozścielały się na wzgórzach a i staw obok którego przechodzę “dymi się” niczym gorące, nowozelandzkie jeziora. Piękny nastrój o poranku.

Całkiem przypadkowo nawiązałem kontakt z przyjacielem z lat młodzieńczych. Wtedy byliśmy szkolnymi muzykami big-beatowymi. On - gitara solowa i vocal (dobrze mu to wychodziło), ja – gitara basowa. Ileż to wspomnień wspólnych mamy z tego okresu, a i pierwszy autostop prawie dookola Polski. To se ne wrati – jak mawia zaprzyjaźniony Czech.
Teraz obydwaj jesteśmy statecznymi panami – przynajmniej z wyglądu. On prowadzi biznes artystycznego rzemiosła w Polsce, ja robię swoje w Australii. Drogi się porozchodziły. Ale wrażenia w sercu pozostają, że przytoczę ostatnią zwrotkę z moich “Flower Power”:
… Rozmyło się to, rozpłynęło,
wolności ducha, młodych ideały,
gdzieś na przedmieściach spotkasz jeszcze niedopały
a reszta w sercu pozostała.

A zainteresowanych jego witrażami i innymi wyrobami ze szkła, odsyłam na stronę www.fama.go.pl/
Przy okazji posłuchałem też kapeli INHALATOR której spiritus movens, to jego młodszy syn Michał. Nie daleko pada jabłko od jabłoni :)

IMGP2333.JPG

6 sierpnia 2007 (poniedziałek)

Znowu powinienem ogłosić oficjalne nadejście wiosny. To już to… słońce mocniej grzeje, drzewa migdałowe i orientalne wiśnie w pełni białego kwiecia. No i dni już dłuższe i ten wiosenny, porywisty wiatr.

Myślę, że zbyt krzywdząco i pochopnie napisałem o Zofii Nałkowskiej dwa tygodnie temu. Ona tak pisała ze względu na swojego męża. Po prostu, ten z trudem tolerował jej działalność literacką. A kiedy już Nałkowska rozeszła się z nim (swoim drugim mężem), zaczęła pisać te dzienniki zupełnie inaczej. Była wolna w tym co robi.
Już jestem przy końcu tego obszernego tomu. A ze względu na inne lektury czytam, ją z przerwami.

W weekend obejrzałem dwa ciężkie filmy na DVD.
Polski film “Pręgi” i irlandzki “ Siostry Magdalenki”. Oj, przeżyłem to… “Pręgi” w porównaniu z tym drugim to pestka pod względem ładunku emocjonalnego. Zakładając nawet, że film ten był zrobiony z dużą dozą antyklerykalizmu, to porażają ówczesne stosunki obyczajowe, rodzinno-społeczne. U nas zresztą było podobnie. Co więcej, film ten był mi bardzo bliski, bo w tamtych czasach, na mojej dzielnicy w rodzinnym mieście, był podobny zakład opiekuńczy prowadzony też przez siostry Magdalenki. I my też pod presją opinii środowiska, mieliśmy identyczny stosunek do tych dziewcząt “za murem”.

IMGP2810.JPG

8 sierpnia 2007 (środa)

Lubię kwiaty… wszystkie. I te wielkie z drzew magnolii i dumne kameliowe i te małe niebieskie, miziankowe. A teraz czas na nie. Idzie wiosna. A ja kołyszę się na rozhuśtanych falach wyobraźni jak Vasco da Gama :).

Mój znajomy, “szalony” teoretyk fizyki współczesnej Robert Linde, publikuje ciekawe rozważania na temat: teorii kwantowej, teorii relatywizmu, fal grawitacyjnych, przyczyn czarnych dziur, Big Bang’u itp… Powołuje się przy tym - analizując jednocześnie - na prace Plancka, Einsteina, Oppenhaimera, Hawkingsa i wielu innych. Tych co znają angielski i interesują się tematem, zachęcam do zajrzenia na http://robertlinde.blogspot.com/

10 sierpnia 2007 (piątek)

Wczoraj zauważyłem, że nie mam przedniej tablicy rejestracyjnej. Ani śladu wyrwania wkrętów, a więc pewnie ktoś… wykręcił. Tylko kiedy, gdzie… nie mam pojęcia. No i dlaczego tylko przednia. Tylna też siedzi tylko na dwu malutkich śrubkach.

Zadzwoniłem na policję i zgłosiłem, a po chwili wybrałem się do urzędu transportu po nową rejestrację. Przejeżdżając jednak zajrzałem do miejsca w którym byłem wczoraj w czasie lunchu. Oczywiście! Rejestracja leżała sobie pod krawężnikiem :)
Po prostu, zawadziłem nią o tabliczkę informującą, czyj to parking. No i tu została…
Najważniesze, że problem z głowy. Znów zatelefonowałem na policję aby odwołać raport, bo inaczej byłbym ciagle zatrzymywany jako podejrzany posiadacz nie swojej rejestracji.


12 sierpnia 2007 (niedziela)

Dziś po południu byłem na ciekawym wykładzie prof. Henneberga w Domu Polskim.
Profesor Maciej Henneberg jest specjalistą anatomii antropologicznej i porównawczej na The University of Adelaide. Jest on również ekspertem w tej dziedzinie z terenów Pompei i innych wykopalisk z czasów starożytnych.
Wykład jego nosił tytuł: “Jak się robi naukę w XXI wieku – historia odkrycia hobbita”.
Człowiek z Flores – bo o tym mowa – żył podobno około 18 tysięcy lat temu na jednej z wysepek dzisiejszej Indonezji. Profesor właśnie stamtąd wrócił i wystąpił nawet w koszuli z tego regionu. Znalezione kości dojrzałego osobnika świadczyły, że istota ta miała niewiele ponad metr wzrostu i ważyła około 25 kilogramów.

Prof. Henneberg był jednym z kilkunastu naukowców z całego świata, którzy uczestniczyli w symopozium poświęconym temu odkryciu. Jeżeli hipotezy by się potwierdziły, byłoby to jedno z najważniejszych odkryć we współczesnej nauce.

Zresztą z miejsca znalezisko stało się sensacją w świecie nie tylko naukowym, z otoczką kontrowersji, i o tym opowiadał profesor demonstrując wiele fotografii, wykresów i tabel. Wspominał też o deformacjach medialnych związanych z tego typu odkryciami, podając konkretne przykłady człowieka z Flores, często zwanego… hobbitem.

Podsumowując, według profesora Henneberga jest zbyt dużo wątpliwości i brak kompletu badań, aby potwierdzić tę hipotezę. Uważa on, że był to osobnik cierpiący na mikrocefalię, co zdarza się i w czasach współczesnych. Charakteryzuje się ona bardzo małym mózgiem i często takową budową ciała. Co więcej, są poszlaki że jest to szkielet… współczesnego człowieka. Coż… tak też się robi współczesną naukę.

Po wykładzie był czas na pytania i już na bardziej towarzyskie rozmowy. A spotkałem też sporo znajomych. Miło spędzone popołudnie minęło błyskawicznie.
Na zdjęciu - stoję z prof. Hennebergiem.

zprof.Hannebergiem.JPG


14 sierpnia 2007 (wtorek)

Czy ja nie przesadzam z tą wiosną…? Zdarza mi się o poranku zobaczyć szron na trawniku i ciągle jest dość chłodno. Ale skoro prawie wszystkie drzewa owocujące już w białym czy fioletowym kwieciu, to jak to nazwać ?!

Właśnie ukazał się najnowszy numer miesięcznika Polskie Kulturalne Podziemie www.pkpzin.com i znów prezentowane są tam moje Dzienniki (koniec 2003 roku).

Jedno czego mi nie brakuje, to korespondencji. Często uzbiera się i nie zawsze zdążę na czas. Przepraszam, że nie zawsze odpowiadam od razu. Czasem po prostu nie wyrabiam :). A to jest jeden z piękniejszych owoców tej działalności. Kontakt z ciekawymi ludźmi.

wiosna 7.jpg

« Cuda świata - Felieton | Strona główna | Mitologie - Felieton »