« Symbole - Felieton | Strona główna | Dzienniki -lipiec I - 2007 »

27 czerwca 2007

Z szuflady (V)

Czas zimowy... czas refleksji i wewnętrznych poszukiwań.

Wyciągam parę wierszy z szuflady - zresztą większość to rzeczy najnowsze – do posmakowania i... skonsumowania. Smacznego!

Cukierenka

Wyśniłem cię…
Zapachem wabisz
Trudno nie trafić w twe podwoje
Tam lśniące pączki lukrem pachną
Kilka stolików…
Miejsc na dwoje.

Śnieżna tafla napoleonek
Sernik czekoladą polany
Kremowe rurki kuszą słodko
A bezy niczym z porcelany.

Twe lady w blasku…
Błyszczą tace
Tortowe ciastko pączem spływa
Obok stefanki z szklistą masą
Ptysiowej pianki biała grzywa.

Widzę cię we śnie…
Nie zanikaj
Bądź zawsze mego szczęścia nicio
Urocza ze snu cukierenko
Daj smak i zapach memu życiu.

lipiec 2007
kwiat.JPG


Interior

bruzdy czerwonej ziemi
tuż obok highway donikąd
gdzieś na łysinie horyzontu
poteżny Greyhound mirażem błysnął.

G’day – to wiatr cię wita
w krainie nigdy-nigdy
z aramantową grewillą
gorącym piaskiem pustyni
i tylko wombat niezdarnie przejdzie
biała kakadu w buszu zaskrzeczy
billabong z wodą znaleźć jest sztuką
a gdy odszukasz go na tej ziemi
to jesteś w raju…
dzwoneczki kwiecia - pstrokate kropki
jak na obrazach aborygenów
o zmierzchu kangur płochliwie skoczy
a ty się oddaj urokom nocy

pod gwieździstym krzyżem południa
zaśnij z milionem gwiazd nad sobą
w magicznym down-under światłocieniu
i miej świadomość…
hen na świata drugiej stronie
słońce teraz dumnie świeci.

lipiec 2007
Highway - czyt. Hajłej
Greyhound -czyt. Grejhaund - firma autobusow dalekobieznych
G'day - czyt. Gydaj - dzien dobry w slangu australijskim
Billabong - oczko wodne na pustyni (buszu) austr.
Down-under - czyt dałnande - o Australii jako kraju pod spodem kuli ziemskiej

ZACH33.JPG


Mój cień

Wydeptana cienia smuga
codzienności traktem wiedzie
kiedy spochmurnienie nieba
wytraca się w... niebyt.
Wtedy szukam celu w drodze
kierunki obieram
lecz dopóki słońce świeci...
niczym gwiazda betlejemska
spokój ducha, oddech równy
niezachwiana wiara
promień życia zawirował
i kręci od rana.
W cyklu zmiennym słońce gaśnie
i ja się odradzam
źle przechodzę transformacje
gdy bez cienia chadzam.


Wrzesień 2005
busz13.JPG

Bluzgi

Nie powiem wiersza językiem ulicy
Liryczny jazgot – brak w tym rezonansu
Tak, jak nie czuję sztywniactwa mównicy
Do wyrażenia prostego niuansu.

Piszę metrycznie, melodyką, rymem
Taki mam nastrój i to składnię wiedzie
Nie sztuka bluzgiem pozatykać dziury
Czy słowotwórstwem szokować gawiedzie.

Język codzienny szambem być nie musi
Instrument prosty niczym tamburyno
Dźwiękiem i rytmem do tańca poruszy
Tenor belcanto bywa słów uryną.

Na wszystko miejsce – gdy się krew gotuje
Zakląć siarczyście – nie grzech ni rozpusta
Gdy tylko ulży – niech się duch luzuje
Lecz kląć bez przerwy… to chamstwo, nie gusta.

czerwiec 2007

pond1.JPG


Droga

drę myśli
jak świstki
papieru
w kawałki

na wietrze
rozpuszczam
ulotne
migawki

przelotne
latawce
chmur sięgną
za chwilę

ja przejdę
w błogostan
i się w nim
rozpłynę

czy wracać?!
pomyślę…
w realną
powinność

do życia
bez marzeń
codzienność
pasyjność

tak pragnę
iść z sercem
bezdrożem
w nieznane

chyba nie
powrócę
niech się więc
tak stanie

luty’07

« Symbole - Felieton | Strona główna | Dzienniki -lipiec I - 2007 »