« Dzienniki - czerwiec I - 2007 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec II - 2007 »

4 czerwca 2007

Zachciało się wam Kalwarii - Felieton

W pierwszą sobotę czerwca, w Adelajdzie odbyła się kolejna premiera Teatru Starego, tym razem komedii obyczajowej R. Latko pt. Zachciało się wam Kalwarii w reżyserii Ewy Leśniewskiej.

Scenografię przygotował Bogdan Krzywoń, a muzycznie oprawił Zygmunt Moś. Dźwięk i światło to dzieło Tomasza Wilińskiego.

Na wstępie parę słów o autorze sztuki.
Ryszard Latko ur. 1941 r. zadebiutował w miesięczniku OPOLE w 1974 r. fragmentami powieści „Wieś pod Bykiem”. W swym dorobku ma kilka sztuk teatralnych, również opowiadania, wiersze, monodramy, szkice literackie i teksty publicystyczne. Latko stosuje na dużą skalę dialektyzację, wprowadza także do swych utworów różne style funkcjonalne.
Zakciało sie wom Kalwaryji jest kontynuacją dramatu Tato, tato sprawa sie rypła; bohaterowie i miejsce akcji — wieś pod Wadowicami — są te same. Sztukę tę autor napisał w gwarze, w latach dziewięćdziesiątych. W 2004 roku natomiast, przerobił na język ogólnopolski pt. Zachciało się wam Kalwarii.

felieton1.JPG

Adaptację tej satyrycznej sztuki Teatr im. Szaniawskiego w Wałbrzychu przedstawiał 105 razy. My w Adelajdzie mieliśmy czterokrotnie okazję do jej zobaczenia w wykonaniu aktorów Teatru Starego. Widzowie dopisali – każde z czterech przedstawień grane było dla licznej widowni. I co więcej, ludzie pysznie się bawili.
Już na progu publiczność witana była kromką chleba ze smalcem z… autentycznymi skwarkami. (Skąd oni to wzięli?!)

Było to jakby wprowadzeniem do tematu, bo rzecz dzieje się współcześnie w chałupie wiejskiej pod Wadowicami. W rodzinie Placków wydarzają się rzeczy dziwne, tak tragikomiczne jak i irracjonalne. A motorem postępowania bohaterów są stare jak świat przywary ludzkie: chciwość, pycha i pożądanie.

felieton2.JPG

Od razu trzeba zaznaczyć, że było to dość śmiałe przedsięwzięcie całej grupy teatralnej. Widownia polonijna nie jest przyzwyczajona do rubasznych treści i soczystego jezyka. Zwykle na deskach teatrów polonijnych oglądało się klasykę – czy to komedię czy dramat. A tu współczesna sztuka z pogranicza czarnego humoru, nie oszczędzająca żadnych świętości nasycona językiem opłotków. Jest to wyzwaniem dla reżysera i aktorów, bo bardzo łatwo w takich sytuacjach przekroczyć barierę artyzmu i stać się bazarowym dowcipem.

Muszę stwierdzić, że grana była rewelacyjnie. Adelajdzka grupa aktorów świetnie wykreowała te dziwne postaci, w sposób przekonywujący i sugestywny. Czytałem tę sztukę przed premierą i realizacja przeszła moje wyobrażenie samego spektaklu.

felieton3.JPG

Oczywiście, takich aktorów jak Marek Kobyłecki, Jolanta Ratuszyńska, Marian Gawęda, Krystyna Gałązkiewicz, czy Henryk Najdowski nie trzeba przedstawiać. A również Małgorzatę Masiewicz, Edwarda Strzelbickiego, Elę Najdowską czy Marka Markowskiego - którzy pojawiają się na scenie w charakterze śpiewającej kapeli - widzowie w Adelajdzie znają doskonale.
Nowe twarze w zespole, choć już nie debiutanci, to Olimpia Niewiadomska i Anna Rek oraz Piotr Utnicki (świetnie zagrali swoje role w poprzednim sezonie). Natomiast prawdziwą debiutantką na deskach Teatru Starego jest Marta Markowska – reporterka mediów włoskich, od niedawna zamieszkała w naszym mieście.
Dobrym pomysłem reżyserskim było wprowadzenie tańca ludowego w wykonaniu członków “Tatr” i przerywniki muzyczne w wykonaniu wspomnianej kapeli.
Na koniec przedstawienia, prezes”Starego” Andrzej Munk przeczytał list od autora R. Latki, skierowany do aktorów i widzów.
Trzeba szczerze pogratulować Ewie Leśniewskiej i całemu zespołowi teatralnemu tak udanego przedstawienia. I myślę, że warto byłoby pokazać tę sztukę także w innych miastach. Tylko jak to zrobić?

Wasz Chris

felieton4.JPG

« Dzienniki - czerwiec I - 2007 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec II - 2007 »