« Wystawa - Felieton | Strona główna | Emigranci - Felieton »

15 maja 2007

Dzienniki - maj II - 2007

15 maja 2007 (wtorek)

Adelajdzki teatr polonijny tzw. Stary, szykuje nową sztukę Ryszarda Latki pt. “Zachciało się wam Kalwarii”. Za niecałe 3 tygodnie premiera.

Tym razem jestem doskonale przygotowany do tego wydarzenia. Przeczytałem informacje o autorze, jak również jego dwie sztuki. Co więcej, przestudiowałem pracę magisterską na temat twórczości R.Latki napisaną pod kierunkiem prof.Miodka.
Sztuka dość kontrowersyjna – ciekawe jak odbierze ją tutejszy widz. Zaplanowane są cztery przedstawienia. Będę jeszcze pisał na ten temat.


17 maja 2007 (czwartek)

Ciągle piękne dni, więc wczoraj wieczorem wybrałem się na mecz piłki nożnej Australia – Iran. Był to jeden z meczów kwalifikacyjnych do przyszłorocznej olimpiady w Pekinie.
IMGP2376.JPG

Było interesująco – szczególnie w pierwszej połowie. Sporo bramek, dużo ciekawych akcji, no i my prowadziliśmy. Nasi zawodnicy imponowali mi technicznymi zagrywkami. Zaskoczony byłem taką masą kibiców irańskich – oczywiście to ludzie tu mieszkający – było ich parę tysięcy w koszulkach narodowych. W drugiej połowie wdarła się nerwowość wśród gości, prowokowali faule i przepychanki. Nawet udzieliło się to na trybunach – kilkunastu wyrostków szarpało się między sobą, a później z policja. Ale wszystko skończyło się szczęśliwie – wygraliśmy 3:1 i spokój zapanował wokół.
Jeszcze jedna ciekawostka – u nas już od dawna nikt nie pali na stadionie… nie tylko na trybunach – nigdzie.


19 maja 2007 (sobota)

Stanowa Galeria sztuki z egipskimi, starożytnymi dziełami z LUWRU jest mą świątynią dziś.
Już od dłuższego czasu przymierzałem się aby obejrzeć tę wystawę. W sumie dzieła te widziałem prawie 3 lata temu w Luwrze, ale to był migawkowy kontakt. Przy tylu arcydziełach tam zgromadzonych człowiek chodzi jak obłąkany… Za dużo szczęścia na raz :) - a tu w sama raz.
Dodatkowo, przewodniczka podała mnóstwo interesujących wiadomości i teraz mam pełną satysfakcję z obcowania z kulturą starożytnego Egiptu. A muszę się po cichu przyznać, ze DOTKNĄŁEM dwóch dzieł zrobionych trzy i pół tysiąca lat temu!!! (stąd ta pełna satysfakcja).
Nastarsze eksponaty na wystawie miały ponad 4.5 tysiąca lat, najmłodsze – 2 tysiące.
Dla kraju w którym stuletni budynek to już zabytek – to oszołamiający wiek.

21 maja 2007 (poniedziałek)

Dzisiejszy dzień zaliczyłbym do zimowych. Chłodno, mokro, pochmurnie i wietrznie. Idąc na porannym marszu znalazłem “komórkę”. Kiedy dotarłem do domu, odnalazł się i właściciel. Starsza pani którą często mijam w czasie marszu – ona spaceruje z pieskiem. No i na siłę “wepchała” mi pudełeczko czekoladek.
Tak, że mimo pogody, miły początek tygodnia (mmh... nie ze względu na czekoladki :)).

Wpadła mi w ręcę ciekawa książka chińskiego doktora o nazwisku Kuan Hin pt. Chiński masaż i akupresura. Jest to tłumaczenie polskie (przez lekarza), a wydane przez Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Książka na tyle interesująca, że warta uważnego przestudiowania.
chinatown3.jpg

I cóż widzimy po jej lekturze… ci wszyscy “uzdrowiciele” pracujący rękami (masaż, dotyk, uciski), którzy mają domniemaną moc uzdrowicielską i “niezwykle silne prądy energetyczne”, korzystają ze starej sztuki lekarskiej uprawianej w Chinach od wieków. A prawda jest taka, że każdy może być sobie lekarzem w tej kwestii.
Na 210 stronach bardzo przystępnie wyjaśnione są wschodnie praktyki, podejście do medycyny – profilaktyki i leczenia.

Drogi którymi krąży energia w ciele nazywane są meridianami. Poznanie ich systemów i wiedza o dokładnych punktach akupuktury czy akupresury pozwala na niwelowanie bólu, uleczanie choroby czy jej zapobieganie. Masaż tzw. sucha kąpiel jest jeszcze bardziej prostszą czynnością, bo nie koncentruje się na konkretnych punktach, a okrąża większą część ciała wokół tych punktów. Podobno to działa…
I pomaga na wiele chorób i niedyspozycji. Nie ma tu nic z szarlataństwa ani szamańskiej magii. Wszystko ma rozsądne wytłumaczenie i sens. Nic się nie traci, bo tu nie ma szkodliwych efektów ubocznych. Warto spróbować.


23 maja 2007 (środa)

Zima się zaczęła. Chłodno i wilgotno. Zdarzało mi się już zmoknąć w czasie porannego marszu. Prawie codziennie popaduje deszcz. Choć to podobno ciągle bardzo mało, aby mówić że susza już za nami. Zapasy wody wciąż bardzo skromne.

Moje dziecko ma dziś świeto, wchodzi w wiek kiedy już nie bardzo wypada nazywać ją dzieckiem… a więc małe święto w domu.
Chyba wypiję parę lampek wina.
IMGP2358.JPG


25 maja 2007 (piątek)

Czytam niezmiernie interesującą książkę Oriany Fallaci pt. Siła Rozumu.
Jest to jej ostatnia książka. Co prawda, ukazała się też w tym samym czasie rozszerzona publikacja wcześniej wydanego jej innego dzieła, w którym prowadzi wywiad ze sobą. Jak wiemy odeszła w tamtym roku, w wieku 76 lat.

Niezwykła kobieta. Niezwykła książka.
Jej spojrzenie na naszą współczesną rzeczywistość – szczególnie rzeczywistość Europy – jest całkiem inna, niż nakazuje tzw. poprawność polityczna.
Być może używa zbyt ostrego języka, być może nieopatrznie wszystko odbiera w mocnych kolorach: bieli lub czerni, być może nie powinna wszystkich muzułmanów brać pod jedną kreskę, być może …, ale trudno jej odmówić racji. Racji Rozumu, jego siły. Widzenia ponadczasowego i analizy tegoż. Odwołuje się też do Mistrza Cecco – myśliciela spalonego w XIV wieku na stosie za przekonania i dzieła które pisał.

A Rozdział 9 - jest najciekawszy, najmądrzejszy, najodkrywczy, najcelniejszy jaki kiedykolwiek czytałem na temat religii, Boga, siły wyższej.
Co więcej, jeszcze nigdy nie widziałem ateisty, tak żarliwie broniącego wiary.

Fallaci mówi dumnie o swej książce: “napisać ją było moją powinnością”.
Autorka dokonując analizy obecnej sytuacji na świecie, a szczególnie w Europie; porównuje ją do pożaru Troi. Jest to analiza wielowarstwowa: historyczna, filozoficzna, polityczna i moralistyczna – jak napisano na okładce. I dalej: “Siła Rozumu” to hymn na cześć rozsądku i prawdy.

Zbyt szybko wyzbywamy się tradycji i patrzymy w przyszłość bez analizy tego co było. Przy takim postępowaniu może się okazać, że za 50, 100 lat, Hitler wraz ze Stalinem, będą robić w charakterze dzisiejszych mikołajów- dobrodusznych kuglarzy rozdających prezenty dzieciom.

A ustosunkowując się do Islamu zawsze mówię, że to religia we wczesnym stadium rozwoju. To można porównać do Chrześcijanstwa z XIV wieku. Bo na takim etapie jest teraz Islam w stosunku do Chrześcijanstwa.
Czyż nie ma analogii…, jedynie co przeraża to, że wtedy nie było wokoło innej cywilizacji oprócz prymitywnych plemion. Teraz role się odwracają. Poganie, czyli niewierni – to my.


28 maja 2007 (poniedziałek)

Jesiennie znów od wczoraj. A jeszcze w sobotę była wspaniała pogoda. Podwiędłe liście klonu machają mi radośnie na powitanie. Skąd u nich ta radość… przecież to koniec. Już nic nie mogą się spodziewać od życia. Jeden mocniejszy podmuch wiatru i… pierwszy i ostatni lot ku ziemi. Z ziemi powstałeś i w nią się obrócisz…

W sobotę byłem na długim spacerze, a wieczorem na sporym party. Miło spędzony czas, wielu znajomych, interesujące rozmowy i rozrywka, wino i śpiew.
IMGP2338.JPG


30 maja 2007 (środa)

Zimno na dworzu, więc siedzę i oglądam polskie filmy na DVD.
Noce i dnie – stary polski serial, oglądam pod kątem pisarstwa Marii Dąbrowskiej, choć zdaję sobie sprawę, że reżyser Antczak sporo “namieszał” aby dostosować powieść do potrzeb filmu.

A “Quo vadis” dla przypomnienia bo widziałem to w kinie. I tam zdecydowanie się lepiej ten film ogląda. W sumie całkiem dobry. Nie mogę się przezwyciężyć aby oglądać te współczesne bajki. Co nie nakręcą: czy to siedemnastowiecznych piratów, prehistoryczną sagę, science- fiction czy współczesny horror - to wokół fruwający waleczni z laserową bronią, przetwarzający się z pozornie normalnych w potwory różnej maści. Nie, to mnie wcale nie bawi.
Tacy Piraci Polańskiego, byli o sto razy lepsi od tych odrealnionych, właśnie nakręconych… ale ludzi to bawi, bo walą na tę szmirę, a o tamtym nikt nie pamięta.

« Wystawa - Felieton | Strona główna | Emigranci - Felieton »