« Dzienniki - kwiecień II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - maj I - 2007 »

30 kwietnia 2007

Na piwko - Felieton

W ostatni czwartek Zen namówił mnie na piwo w pobliskim pubie.

Zachodzi tam dość regularnie z majtami z pracy, a tym razem zmienił skład. Poszliśmy więc do tej oazy spotkań towarzyskich, hazardu, muzyki i czego tam jeszcze nie ma...
Oprócz mnie towarzyszyli Zenowi dwaj koledzy – jak to on mówi - też z polskim backgroundem.
- Mój znajomy kangur kiedyś mnie tu przyprowadził i od tego czasu bywam... – wyznał Zen.

Weszliśmy do środka. Od dość dawna obowiązują przepisy o niepaleniu i całe szczęście, pomyślałem. Powietrze całkiem świetliste, a zapach piwa mieszał się z perfumami. Tłoku nie było, ale ludzi sporo.

- Bloody mać, sygareta nawet nie można zapalić – odezwał się niższy koleżka.
Z tego co się potem dowiedziałem, on od niepamiętnych czasów na bezrobociu siedzi. Najpierw chciał jakieś odszkodowanie dostać, bo się gdzieś poślizgnął, ale „dohtór” uznał że jest zdrowy i nic z tego nie wyszło. Poza tym, jak twierdzi sam zainteresowany - „nie po to tak daleko jechał, aby tu harować!”

Ten drugi natomiast był przeciwieństwem tego nie lubiącego pracować. Tryskał humorem i energią, uprawiał sporty którymi często zarażał Zenka (jak pamiętamy ten ostatni, nie zawsze na tym dobrze wychodził). Właśnie sypnął dowcipem którego chyba nie załapali pozostali:
- Lepej mieć ojca redemptorystę, czy dziadka w Wehrmachcie?
- No idea! – odparł leniwy.
- Najlepiej mieć brata premiera! – zawołał humorysta i znów go chyba nie chwycili.
- Nie trabul się już z tymi jokes – powiedział ten drugi.

Wypiliśmy po dwa piwa zerkając na mecz futbolu australijskiego, który leciał na podwieszonych ekranach telewizyjnych. Oczywiście, nie obeszło się bez komentarzy.
- Ja wonder, dlaczego oni nie nauczą się w normalną piłkę kopać? – zapytał leniwy.
- Nie przynudzaj, footy jest footy i nie tobie zmieniać rules! – powiedział Zen.
- Anyway, soccer lepiej w Europie pasuje – dodał energiczny.
- Słyszeliście że w Polsce i na Ukrainie będą mistrzostwa Europy? – zapytałem.
- Really, a gdzie oni to przeprowadzą? Na stadionie Dziesięciolecia... będą musieli bazar na ten czas zamknąć – sarkastycznie zauważył leniwy.
- Exactly – wydusił ze śmiechem energiczny – przecież drugiego Wembley nie wybudują.
- Wembley nie jest potrzebne, ani żadny taki super-dooper, wystarczą normalnej klasy stadiony – zauważył Zen.
- Naszego endżiniera niech zatrudnią, tego co Telstra Stadium na olimpiadę budował – zaproponował energiczny.
- Good idea, po polsku spika i polskie reality zna, tylko pewnie too expensive – podsumował leniwy.
- Do Unii należą – wtrąciłem się puszczając oko – zarządzą zrzutę i sprawa załatwiona. Ukraina biedna, nie ma skąd wziąć – dodałem.
- Nie taka biedna, mają zagłębia, zwiększą wydobycie i też wybudują – podsumował Zen.
- Tylko muszą się w końcu na jakiś kolor zdecydować: niebieski albo pomarańczowy – powiedziałem.

Zbieraliśmy się do wyjścia, leniwy zapytał Zenka:
- Która godzina? – wyjaśniając – nie noszę zegarka, bo mam clock na mobajlu, ale bateria siadła i muszę w domu czardżować.
- O kur.., już half past dziesiąta! – zawołał energiczny.

Zenek miał rację. Jednak na każdym kroku wyczuwa się ten nasz polski background...

Wasz Chris
IMGP2346.JPG

« Dzienniki - kwiecień II - 2007 | Strona główna | Dzienniki - maj I - 2007 »