« Felieton - Kroniki | Strona główna | Na piwko - Felieton »

15 kwietnia 2007

Dzienniki - kwiecień II - 2007

15 kwietnia 2007 (niedziela)

Niedziela o niezmiennej aurze, do złudzenia podobna do wielu minionych.

Wczoraj byłem na party u znajomych – miło pobalowaliśmy – ale dziś rano nie odmówiłem sobie porannego marszu mimo, iż późno poszedłem spać.
A wczesne popołudnie spędzamy rodzinnie w niewielkim parku botanicznym Wittunga – niewielki taki nie jest – 14 hektarów…
Tu jesieni nie widać, ponieważ większość roślin i drzew to flora Południowej Afryki i nasza rodzima.
Zapowiadają, że o ile nie zmieni się aura i będzie ciągle sucho, to od lipca nie wolno będzie podlewać w tygodniu i wprowadzą całkowity zakaz mycia aut…
mawsonlakes2.jpg

17 kwietnia 2007 (wtorek)

Wziąłem się za książkę Stefana Chwina “Złoty pelikan”. Rzecz jak najbardziej współczesna. Autor wplótł wiele bieżących mód egzystencjonalnych i wodzi nas w emocjonalnie rozchwianej codzienności Jakuba – bohatera książki. Dość interesująca, choć trochę mało akcji (szczególnie na początku) a wiele tych mód, póz i pozorów… no i krach emocjonalny, ale takie jest chyba teraz życie współczesnego polskiego inteligenta. Nie napisałem – intelektualisty, bo nim jest narrator opowiadajacy o głównym bohaterze, i jego środowiskach w których żyje, czy egzystuje – jak ktoś woli. Dobra rzecz…

19 kwietnia 2007 (czwartek)

Oglądam znów polskie filmy… taki czas :)
Skończyłem wstrząsający film “Edi” a biorę się za “Skazanego na bluesa”.
Zauważyłem, że polskie filmy to taka terapia szokowa dla mnie. Co więcej, jeżeli te filmy odzwierciedlają prawdziwą polską rzeczywistość (myślę o filmach współczesnych) to śmiem twierdzić, że Polska idzie prostą drogą w kierunku… Indii. Wyraźnie rysuje się podział społeczeństwa na kasty… Z tym, że w Indiach te kontrasty jeszcze bardziej widać.
Może przesadzam, ale za moich czasów w Polsce, ani tu w Australii takiego czegoś nie było i nie ma.

A “Skazany na bluesa” jako film też bardzo dobry, lecz mimo iż bluesa uwielbiam, to takiego bluesa nie lubię. Muzycznie - trącącego ragge, jak i życiowego – prowadzącego do samozniszczenia.

Teraz moje utwory będą ukazywać się też w witrynie p.Beaty. Jest to koncept witryny zainteresowań i wspólnych spotkań wirtualnych, różnych grup wiekowych. Gdy jest się urodzonym w 1960 roku na przykład, to wystarczy napisać www.rocznik1960.pl
I już ma się kontakt ze swoimi rówieśnikami – a zakres jest szeroki… od nastolatków po emerytów. Sporo interesujących artykułów z różnych dziedzin życia. A witryna dopiero się rozkręca.
Tam właśnie będą prezentowane moje felietony.


21 kwietnia 2007 (sobota)

A deszczów jak nie było tak nie ma… czarne prognozy przed nami.

Dziś idę sobie wzdłuż plaży, mocząc nogi w leniwej wodzie zatoki. Ludzi mało, a ja wędruje przed siebie, tylko wyobraźnię trzymam na uwięzi żeby się za bardzo nie rozkołysała. Jest tak przyjemnie…
To chyba już ostatni w tym sezonie taki spacer po wodzie.
plaza1.JPG

Dostałem informację od p.Marii Frydrychowicz z Kanady, naczelnej redaktorki “Świecie Nasz” – comiesięcznika polonii świata, że niestety jest zmuszona zaprzestać redagowania i publikacji pisma. Pisma w którym często moje utwory się ukazywały.
Jeszcze jedna ambitna publikacja kulturalna poszła w niebyt…


23 kwietnia 2007 (poniedziałek)

Wczoraj w Domu Polskim stowarzyszenie górali dawało przedstawienie. Skecze, śpiewy, tańce i poezja góralska.
Ludzi było sporo… wiele znajomych twarzy. W sumie przyjemnie spędzony czas.
Program prowadziła wspominana przeze mnie na tych stronach Krystyna Kołodziej – autorka poezji góralskiej.


25 kwietnia 2007 (środa)

Dziś Anzac Day – świeto narodowe.
Rok, czy dwa lata temu (a może trzy :) na tym miejscu, wyjaśniałem co ten skrót oznacza, to nie będę się powtarzać. To narodowy dzień pamięci poległych na wszystkich frontach australijskich żołnierzy.

Dzień piękny, więc wybieramy się nad morze. Spacerujemy przy naszej najładniejszej plaży – może nie plaży, ale jej otoczeniu – Glenelg. A tu tłumy spacerowiczów korzystających z pięknej pogody. Jest 26 stopni, co na tę porę roku jest wysoką temperaturą.
IMGP2347.JPG


27 kwietnia 2007 (piątek)

DESZCZ! Tak spadł deszcz już wczoraj i regularnie nas podlewa. I bardzo dobrze – tak potrzebny deszcz w końcu jest…
Czytam książkę Marii Mielczarek pt. Z Polski na antypody.
Jest to książka polskojęzyczna wydana w Australii.
Dla tych co lubią podroże jest doskonałą lekturą. Dla mnie dodatkowo jest miłym wspomnieniem, bo w wielu miejscach które ta pani opisuje, sam byłem (szlaki turystyczne Polski, Iraku, Australii, itp). A opisuje je z dużą znajomością tematu. Są też ilustracje. Pasjonująca lektura.

Muszę odnotować śmierć Stanisława Gotowicza. Był to wieloletni, adelajdzki działacz kulturalny, pisarz i historyk po części. Z tego co wiem, wydał trzy książki:
Bittersweet Bread – 1998 – (autobiografia po angielsku), Przydeptany cień – 1999 oraz Despite the Barking Dogs w 2005 roku.
Jeszcze parę miesięcy temu prowadziliśmy razem ożywione dyskusje na temat języka polskiego. Do końca bogatego życia prowadził kulturalne spotkania rodaków pt. Żywe słowo.
Odszedł niestrudzony działacz polonijny i człowiek kultury. A takich coraz mniej wśród nas.


30 kwietnia 2007 (poniedziałek)

Deszcz nas nie odstępuje… i chwała Bogu. Tak długo oczekiwany pada już kilka dni – oczywiście z przerwami w raczej umiarkowanej formie. Nie ma ulew typu oberwanie chmury. Jest dość ciepło i kojarzy mi się z letnim dniem deszczowym w Polsce. Natura odżyła, zazieleniło się dookoła. A potoki szaleją. Jaka to przyjemność iść wzdłuż progów wodnych gdzie woda przelewa się z szumem, a ptactwo dostraja się do tej symfonii radości.
wodospad3.jpg

Obejrzałem na DVD film pt. Atrakcyjny pozna panią w reżyserii Marka Rębacza.
Film generalnie słaby, wręcz amatorski – jedynie muzyka i praca kamery zasługują na uwagę. Nawet parę znanych nazwisk nie wybija się ponad przeciętność całości.


« Felieton - Kroniki | Strona główna | Na piwko - Felieton »