« Mój gość – Marianna Dembińska | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2007 »

14 kwietnia 2007

Felieton - Kroniki

Któż nie pamięta Polskiej Kroniki Filmowej.

Dziesięciominutowych aktualności zawsze na początku seansu filmowego z dość charakterystycznym sygnałem dźwiękowym – nawiasem mówiąc – skomponowanym przez Władysława Szpilmana, bohatera filmu “Pianista” - Romana Polańskiego.
Wieloletnimi lektorami byli tam: aktor Andrzej Łapicki i Jerzy Rosołowski.
Często bywało, że sama kronika była bardziej interesująca, niż film który poprzedzała…

Przez pięćdziesiąt lat ukazywał się ten magazyn filmowy w kinach, później także w telewizji. Ostatnio WFDiF zrobiła składankę na DVD pt. Najzabawniejsze kroniki filmowe. W składankach tych pominięto materiały promujące ówczesnych prominentów życia politycznego, a skoncentrowano się na życiu codziennym społeczeństwa i gospodarczym kraju.

Są tam pokazane niesławne “trójki społeczne” kontrolujące po domach pracowników na “chorobowym”. Był to jeden z niewypałów nadwrażliwych luminarzy życia społeczeństwa i kronika wyraźnie drwi sobie z tego pomysłu.

Ale w wielu innych nie mniej głupich akcjach, kronika bierze udział i popiera, szczególnie jeżeli było to związane z milicją czy partią. W końcu PKF to tuba propagandy politycznej. Szczególnie razi swą nachalnością w przekonywaniu społeczeństwa do nowego ładu, we wczesnych latach pięćdziesiątych.

Zabawnym wręcz było ukazanie “czynowników”, którzy pod byle jakim pretekstem uchwalali dodatkowe zobowiązania produkcyjne. Śmieszne też było propagowanie wsród chłopów dostaw do państwowych skupów żywca.
A już nocne życie Warszawy z lat 50-tych wyglądało koszmarnie. Sławne radzieckie przodownice pracy były powabniejsze niż warszawskie “córy Koryntu”. Widowisko wręcz żałosne…
No i niekończące się scenki z pustych sklepów, listy bubli i zaklętych placów budów – tego tu najwięcej.
Generalnie, po tym materiale można by sądzić, że Polacy tamtych czasów to: pijacy, nieroby, brudasy, cwaniacy, bumelanci i kombinatorzy na wszelkie sposoby. Jednego czego w tych kronikach nigdy nie powiedziano, przez cały okres 45 lat (ostatnie 5 lat ukazywały się w demokracji) to, że te problemy, przywary są głównie przyczyną systemu który wtedy panował w kraju. To ten system sprzyjał, wręcz wyzwalał takie zachowanie. Kojarzył się z takim wzorcem postepowania i go prowokował.

A jak ci ludzie byli zastraszeni niech świadczy fakt, że prowadząc ankietę na ulicy kronika zadawała jedno pytanie: czy pytany czuje się szczęśliwym?
Niewielu dało z siebie wyciagnąć słowo, a tylko jeden… hydraulik stwierdził, że i owszem jest szczęśliwy, co więcej wszystko mu się w Polsce podoba.
Komentarza nie trzeba.

Kto pamięta takie pojęcia jak: koniki przed kinem, albo cynkciarze pod Pewexem, czy bikiniarze z plezerami… Polskę ortalionową gdzie człowiek bez ortalionowego odzienia był czymś niezwykłym… przychodzenie do kawiarni z własnym cukrem…
To wszystko można zobaczyć w kronikach.
Czy to takie zabawne… to już kwestia gustu.


Wasz Chris
JESIEN2X.JPG

« Mój gość – Marianna Dembińska | Strona główna | Dzienniki - kwiecień II - 2007 »