« Dzienniki - kwiecień I - 2007 | Strona główna | Felieton - Kroniki »

13 kwietnia 2007

Mój gość – Marianna Dembińska

Dziś czas na mojego gościa – Mariannę.
Przedstawiać jej nie trzeba, bo już wielokrotnie gościła na tych łamach.

Dla tych co nie wiedzą - Marianna jest kobietą (bardzo młodą) a i bardzo wszechstronną. Zresztą, z tekstów krótkich opowiadań, można się o niej wiele dowiedzieć. Opowiadania porozdzielałem jej fotografiami. Przyjemnej lektury.

marianna2.jpg


Przepraszam, czy tu... rozrabiaja? Tak, ale zupełnie niechcacy.( Jak zawsze )

Od kilku tygodni jestem w Polsce. Tulam się po znajomych zanim jakos ustabilizuje mój pobyt który do krotkich należał nie będzie. Jestem tu, by zrealizowac marzenie , które marzeniem moim nigdy nie było. Sa w zyciu sytuacje o których się mowi , ze „same nie przyjda”. Praca na przykład. Gdy ktos znajomy szuka pracy , mowimy : „wysylaj CV , umawiaj się na rozmowy kwalifikacyjne , bo praca sama nie przyjdzie”. Ja rozsyłałam z roznym przekonaniem moje teksty, no i przyszlo…Przyszlo marzenie, które powoli dzien po dniu zaczyna się realizowac.

Zostawilam we Wloszech moje od lat poukładane Zycie, narzeczonego , znajomych , spakowałam się (nie do wiary , w jedna mala walizke i nieduza torbe) i przyleciałam by „być na miejscu”. Wiec jestem. I im bardziej się staram być „poukladana” tym wiecej rozrabiam.
Najwięcej czasu spędziłam w domu przyjaciol , którzy maja słodkiego rocznego malucha , wyciągającego do mnie rece , przesyłającego cudne uśmiechy i dzielacego się ze mna tym co najlepsze : owocowa herbatka prosto z butelki. Czasem daje mi tez marchewke , która dzieli się nie tylko ze mna ale i z psem, Korą która u nich w domu zjawila się dzien pozniej niż ja. Slodko. U tych znajomych , ja , amator win, otwierajaca czasami kilkanaście butelek, czasami kilkadziesiąt- na degustacje otwierając butelke slicznie udekorowałam im sciane czerwonym winem. Ja , piszaca teksty o winach , ja sprzedajaca wino w ilus krajach…To jak by instruktor prawa jazdy zapomniał gdzie jest i do czego sluzy sprzęgło. Ale to nic….
Chciałabym napisac : „ dawno , dawno temu...” , ale nie mogę , bo to dzieje się TERAZ.
Wiec. Na kilka dni , by znajomi mogli ode mnie odpocząć , „przeprowadziłam się” do domu innego znajomego , który wyjechal za granice. Bardzo mi zalezy na tym , by moja gapowatość uznal za ksiazkowa , ale... …

Pierwszego dnia , w zepsula się toaleta. Spanikowałam na 15 sekund , po czym dostalam histerycznego ataku smiechu (ja zawsze wiem jak się zachowac). Próbowałam naprawic sama - skutki były przewidywalne , czyli oplakane. Woda leciała non stop. Przez moment balam się nawet , ze woda po zapelnieniu się zbiorniczka bedzie wylatywac , ale jakos mój Aniol Stroz to powstrzymal. Zawołałam sąsiadkę (no bo przeciez nie znajomego) i razem bawiłyśmy się w hydraulikow. Śmiejąc się przy tym jak dzieci.
Udalo się. Toaleta dziala.

Dzien dwa.
Znajomy przed wyjazdem pokazal mi gdzie jest pralka i powiedział , ze będąc kobieta na pewno wiem jak dziala no i ze oczywiście mogę jej używać. Swietnie – pomyslam wczoraj rano , bo moja biala , pardon, szara kurtka grozila mi rozwodem. Wrzucialam ja wraz z białym dywanikiem z lazienki. Po 90 minutach , zeszłam na dol. Kurtka była cala w proszku i mokra , zupełnie nieodwirowana.Wlaczylam raz jeszcze... i jeszcze...…i jeszcze... i program na 30 minut...…i samo wirowanie... i samo plukanie... i sama nie wiem co jeszcze , ale wiedziałam ze to bez sensu. Poddalam się. Wyjelam kurtke, zostawilam dywanik . Kurtke przepralam w rekach ( taka puchowa , z pierzem w srodku) i wykręcałam ja , no bo jak inaczej skoro cholerna pralka mnie nie lubi! Pozniej , jak odciekla zaczelam ja suszyc suszarka . Na noc ( a była już wilgotna a nie mokra ) powiesiłam na kaloryferze. Dzis rano , znalazłam ja prawie sucha , ale z jakimis cholernymi plamami. Wrzuciłam ja do pralki raz jeszcze żeby pokazac jej (pralce) kto tu rzadzi. Rzadzi ona , kurtka była mokra , nieodwirowana , ale plamy zniknęły. Raz jeszcze wrzuciłam ja do wanny , przepłukałam , wykręciłam i znow sszarka poszla w ruch– bo wieczorem mam wyjsc , a zapasowa kurtke mam 25 km od Warszawy , u pierwszych znajomych. W pewnym momencie suszarka zastrajkowala. A propos….czy ktos z Was suszyl kurtke suszarka?! Nieważne. Suszarka chodzi , kurtka prawie sucha. Proszku nie do konca doplukanego na niej nie widac , bo jest biala. Wiec OK.

Dywanik. Uzbrojona w szczoteczke i zolte gumowe rękawiczki zaczelam go prac w rekach. W goracej wodzie. Wodzie jak się okazalo o kilka sekund za pozno zupełnie żółtej , wiec dywanik zrobil się goszy niż przed moim wspaniałomyślnym praniem. HELP.Wylalam wode , dolalam plynu , odkręciłam – tym razem zimna,czysta i 30 minut mialam co robic. Teraz dywanik wisi na prysznicu i się suszy. Sam.
W miedzy czasie, znajomy, pewnie wiedzony „meska intuicja” napisal mi sms „Co tam w domu ?”.

Mogę tu odpowiedziec: WSZYSTKO POD KONTROLA!

Marianna Dembinska (rozrabiajaca niechcący)

Ps1.Jeszcze powinnam dodac , ze mimo mego kulinarnego talentu (przepraszam za skromność) , podczas przygotowanego przeze mnie popisowego obiadu udalo mi się zepsuc pieczarki ze smietana. To horror. Potrafie upiec chleb , zrobic pierogi , zrazy , kluski slaskie , a …spieprzylam (za przeproszeniem) pieczarki w smietanie !
Ps2. Znajomy przed wyjazdem zostawil mi numery telefonu do hydraulika , elektryka, mechanika , Pana Zlota Raczka , znajomego SOS cokolwiek się dzieje , i do ubezpieczenia …Postawilam sobie za punkt honoru nie skorzystac z zadnego…
Ps3. Na wypadek , gdybys czytal ten tekst , please , mysl , ze to tylko moja wybujala fantazja ….wszelkie miejsca , sytuacje i osoby sa owocem fantazji autorki….
marianna5.jpg


Walentynki czyli dzien…..nieporozumien. Prawie zawsze.

14 luty , to od lat kilku data znana nam wszystkim. Kiedys było latwiej.Zakochani świętowali caly rok i bez zadnych specjalnych okazji. To znaczy okazją do świętowania dla zakochanych było już to , ze byli zakochani. A teraz.
Teraz się porobilo, i rok w rok slysze od kolezanek ( i przyznających się w chwilach słabości kolegow) o walentynkowych nieporozumieniach. Wiec tak : gdy pada pytanie : czy obchodzisz walentynki, większość z nas macha przecząco glowa i wysila się na pelny politowania wzrok. Przeciez jak kocha , to zawsze , a jak przynosi kwiaty , bez okazji , to my je doceniamy , wtedy ponoc bardziej nas ciesza , bo sa z serca. Gdy jednak nasz mezczyzna nie daj Boze nas poslucha i kwiatow 14 lutego nie przyniesie zaczynamy się zastanawiac czy nas kocha. Kobieto, puchu marny!

Mężczyźni lepsi nie sa , bo najczęściej tez tylko udaja , ze im nie zalezy , ale jak nie ma kolacji , maila , czy chociażby sms , oj ….oj nie od konca im to pasuje.
Problemem nieco powazniejszym jest gdy para jest na etapie uśmiechów . Te mogą porzadnie namieszac. Czy wyslanie walentynki to deklaracja? Deklaracja zakochania? Sympatii ? Tego ze myslimy o drugiej osobie ? Myslimy jak ? Jak o fajnym kumplu , który zakochany nie jest , wiec można wysłać „pocieszajaca” walentynke ? Ale, ona będzie odebrana jako ochote na cos wiecej z naszej strony ? Hmmm….a jak my na nic wiecej nie mamy ochoty , ale kumpel ma depresje post-rozstanie – to slac czy nie ?
A... a jak wyślemy, i my mamy ochote na cos wiecej ,ale on chyba nie…to co ?
To….OJ!
Ja nie wiem czy lubie Walentynki. Pewnie nie lubie, z powodow czysto osobistych ….Bo jest godzina 11.15 i jeszcze żadna do mnie nie dotarla…a chciałabym…żeby Walentynki polubic…mysle…Chociaz…pewnie lepiej będzie jak myśleć przestane , bo z mojego myslenia rzadko się cos dobrego dzieje.

Jakas smetna jestem. W Warszawie buro , lezy stary przeterminowany nie bialy snieg….jest zimno…Az by się chcialo siąść przed kominkiem , z lampka czerwonego wina i patrzec w tańczące plomienie …
A mnie lapie jakis wirus , którym z wielkim zaangażowaniem dzielila się ze mna kolezanka (dziekuje!) i tesknie za słońcem takim walentynkowym.
Na koniec, jak zawsze , wypadaloby cos wesołego,.hm... by pozostac w temacie.

Coz ...Dzieci. Coz fajniejszego jak dzieci.Moj nowopoznany kolega ( ma 6 lat ) jest osoba wyjatkowo bezposrednia ….po pytaniach : czy zostane w Polsce na zawsze , czy mam lub będę mieć dzieci (bo jak bym miala to fajnie , bo on lubi się bawic z malymi dziecmi….) i innych rownie dla mnie krepujacych , wczoraj obkleil mnie tasma klejaca i dodal , ze …..teraz nikt mnie nie będzie.DOTYKAL.
Nie tlumaczylam mu , ze nikt mnie nie dotyka , a dokladnie czesci ciala która mi okleil , bo narzeczony jest daleko…ale co tez mu po glowie chodzi ?!?!


Marianna Dembinska ( Nie Walentynkowa )

PS. Rozmyśliłam się , Walentynki nie chce …może jakis kwiatek….moze być kaktus…ale nie dzisiaj….kiedys….bez okazji…..bo wtedy bardziej cieszy :)
dembinska_palac.jpg

Ale o co chodzi!?

Wiosna , proszę Państwa. Wiosna. Dla mnie wiosna zaczęla się w tym roku 15 stycznia. Nie zebym wyjechala do jakiegos egzotycznego kraju. Przylecialam tego dnia do Warszawy , a ta no,moze procz kilku restauracji , egzotycznego przecież nic nie ma. Ale…wiosna , to nie tylko kwitnące kwiaty , ten slodko –sloneczny zapach w powietrzu , czy budzące się ze snu zwierzęta .To nasz stan emocjonalny. Wiosna (ech! rodzaj żeński!) jest nieco kapryśna , zmienna , no i zapowiada , ze będzie się się dzialo. Wiec się dzieje! (zawodowo się dzieje, zawodowo!)
A dzieje , się z zodiakalnego powodu. Prowadzę,od czasu przylotu ,ciekawe,lecz nieprowadzące do niczego dyskuje z pewnym moim znajomym ( pracujemy nad wspólnym projektem), którego nazwac inaczej się nie da jak „Pan Baran”.Nie jest to obrazliwe stwierdzenie , bo nie moja przecież wina , in Pan ów wpadł na pomysl urodzenia się w kwietniu!
Argument damsko- męski. Co ciekawe ,Pan Baran zna i kobiet i męzczyzn podejście do spraw wielu i tak , pomiędzy kubkiem kawy a papierosem tłumaczy mi co ja , jako kobieta chcę od życia , jak myślę i dlaczego , ogólnie rzecz biorąc on wie lepiej niż ja ! Na nic moje próby tłumaczenia , że to nie tak , że jest inaczej i ze kobiety które znam osobiście naprawdę nie pasują do jego wyimaginowanego standardu. On wie lepiej.
A to wszystko przez jakies badania (pewnie z slynnego amerykanskiego uniwersytetu).
No wiec Pan Baran , uwaza , ze jeżeli kobieta jest zainteresowana czy zaintrygowana mężczyzną to w celu założenia z nim rodziny i posiadania potomstwa. Bo my , kobiety czujemy potrzebę taką.Dziki zew natury. To jest podswiadome.Kobieta z interesujacym ja męzczyzną nie potrafi tylko się zaprzyjaznic , bo widzi go , oczami wyobrazni jako ojca swych dzieci i tak dalej. Ja mogę się z tym zgodzic , bo faktycznie nas fantazja ponosi , ale na pewno nie z każdym interesujacym mężczyzną! Nie o każdym myslimy i fantazjujemy w ten sposób! A nasze niewinno- zaczepne zdania są właśnie niewinno- zaczepne i bez podtekstu małżeństwa i dzieci!
Pan Baran , żyje w przeswiadczeniu i ja naprawde nie wiem czy to dla niego jest zdrowe , ze kobieta (znów ten dziki instynkt rozrodności) , że kobieta nie patrzy na mezczyznę przez pryzmat pożadania , przygody , flirtu , czy zdrowej platonicznej znajomości. Ona zaklada z nim w swej wyobrazni rodzine. Gdyby tak było , pewnie istniały by i męskie haremy , prawda ? Może to ja nic nie rozumiem i on naprawde wie lepiej , ale …jak koleżanka mowi o kimś „niezłe ciacho” (takie nowe określenie przystojniaka) to gwarantowac mogę , ze nie rodzinę ma na mysli.
ŁO MATKO!
Kiedyś , gdy przez dni nascie Pana Barana nie widziałam , spytałam czy za mną tęskni.Dla jasnosci : uczucie , jakie żywię , to czysta sympatia , bo będąc zaręczona serce oddalam innemu! A spytałam czy tęskni nieco żartując , i żart miał podloże kulinarne. Otóż tu w Warszawie nauczylam się piec ciasta. W wieku lat 32 , w sumie lepiej póżno niż wcale. ( Mam do sprzedania order „Mistrza Swiata w pieczeniu zakalców , może ktoś z Panstwa zlicytuje?). Rozpieszczałam więc Pana Barana piekąc mu raz w tygodniu ciasto , i jak spytalam czy tęskni , miałam na myśli bardziej moje wypieki ( z piekarnika , nie na twarzy! ). Jakoś tak mi się spytało , zupelnie nieświadomie poważnych konsekwecji w baraniej glówce Pana Barana. ( z całym szacunkiem! )

Ponieważ bywam (rzadko , ale bywam) złośliwa,pomyślałam , ze wytoczyć mogę MOJĄ teorię. Otóż Pan Baran jest o mnie zazdrosny. Skąd wiem ? Proste ! Jak tylko wieczorem jestem zajęta ( a towarzyska ze mnie dusza , wiec zdarza się często) pyta czy idę na kolację slużbową czy też prywatną. ( a niby jakie to ma znaczenie ?!)
Zawsze pyta jak spotkanko się udało ( czysta ciekawość czy szuka informacji?! )
Jak przedstawia mi jakiegoś swojego kolegę z którym od razu wpadam w temat , pyta jak mi się kolega ów spodobał i na moje „ świetny facet ! „ reaguje przypięciem łatki : „ tak…wiesz… ale na rowerze jeżdzić nie potrafi….” „ tak , wiesz…ale spotykał się kiedys jednoczesnie i z matką i córką i jeszcze ich sasiadką” … „ tak wiesz…..” No WIEM. Ty jesteś fajniejszy….
No , to by było na tyle.

Marianna Dembińska

PS1.Pewne sytuacje s powyższego tekstu zostały NIE zmienione :)
PS2. Panu Baranowi życzę udanych urodzin
PS3. Wnoszę wniosek o zamknięcie warszawskiego oddziału BKSP (Biura Komplikacji Spraw Prostych)

DESER:

Kilka dni temu miałam niezwykle przyjemne spotkanie, z Panem Redaktorem Naczelnym PAPowskiej Polonia dla Polonii. Na spotkanie przyszlam spózniona 30 minut , zaistniala , ze tak to okresle seria niekorzystnych dla mnie sytuacji.
Chciałam sprostować , ze co by Pan Naczelny nie myślal ( pozdrawiam serdecznie) mimo mego wiosennego zakręcenia spóznienie me było NAPRAWDĘ czymś wyjatkowym. A to wszystko przez ciasto drozdzowe…
marianna_dembinska_3.jpg

« Dzienniki - kwiecień I - 2007 | Strona główna | Felieton - Kroniki »