« Petycje - Felieton | Strona główna | Mój gość – Marianna Dembińska »

1 kwietnia 2007

Dzienniki - kwiecień I - 2007

1 kwietnia 2007 (niedziela)

Niedziela i do tego palmowa, a i prima aprilis…

Nic z tego, nie wykorzystam przywileju “bajerowania” w tym dniu.
Po prostu, nic o nim nie napiszę.


3 kwietnia 2007 (wtorek)

Można powiedzieć, że aż do znudzenia piękna pogoda…
Błękit nieba i ciepło, choć dni już znacznie krótsze szczególnie po zmianie czasu. A deszczów nie ma…
Czytam książkę Olgi Tokarczuk “Dom dzienny, dom nocny”.
Interesująco splecione opowiadania w jedną większą całość. Specyficzny język i nastrój… dobrze się czyta.

Obejrzałem też film pt. Wesele. Nie, nie mówie o filmowej adaptacji A. Wajdy, dzieła Wyspiańskiego. To co oglądałem, to taki współczesny pastisz życia ludzi utytłanych w pogoń za pieniądzem. Taką Polskę jaką się tam ogląda lepiej nie znać… Ten obraz skutecznie obrzydza wszystko co polskie… dobrze, że nie stał się popularny w świecie, choć widać próbował wyjść na szerokie wody bo nawet tytuł na okładce napisano po… angielsku.

5 kwietnia 2007 (czwartek)

Ostatni dzień w pracy przed świętami Wielkanocy. Cztery dni wolnego przed nami. Już “jesienna” flora w rozkwicie… “jarzębinowe krzewy rażą”… “ i bungewilla rozkwita ogniście”…
jarzebinowy.jpg

Właściwie, to przytoczę cały mój stary wiersz.

Południowoaustralijska jesień

Jesień z powojem
wiją się leniwie,
nie pójdziemy już
popływać w oceanie.
Słońce się kładzie wcześniej
to już kwiecień
jarzębinowe krzewy
rażą płomieniami,
i bugenwilla
rozkwita ogniście.
Noc chłodną rosę rozpościera
tureckie łaźnie odpłynęły
z babim latem,
niezmienny błękit ustąpił
malarskości nieba,
na spacer
trzeba będzie wziąć parasol.
Skostniałe krzewy
pobłogosławi ulewa,
znów zasmakuje
porto słodki zapach.
Malarz pociągnie pędzlem
płowe gruntu żółcie
na zielenie przerobi,
przeciągnie po drzewach
niektóre ozłoci
albo podczerwieni.
Grzybowe zbiory
można zacząć w lesie….
Tak to już jesień…


7 kwietnia 2007 (sobota)

Wczoraj były tłumy w kościołach. Wydaje mi się, że od czasu kiedy runęły w terrorystycznym zamachu drapacze chmur WTC w Nowym Jorku, co roku jest więcej uczestników nabożeństw Wielkanocy i Bożego Narodzenia.

A w tym roku dzień świąt wielkanocnych jest bardzo blisko realnej śmierci Jezusa. Bo według prof. Świderkowej i kilku innych uczonych, było to 3 kwietnia 30 roku albo – 7 kwietnia 33 roku. Co więcej, ostatnie badania donoszą, że Jezus miał nie mniej niż 36 lat, a może 39 w chwili śmierci (to właśnie ta rozbieżność z datami).

Jak już o tym piszę to i wspomnę też, że podobno Ostatnią Wieczerzę spożywano na wpół leżąc (wtedy nie było zwyczaju siadać przy stole) a na talerzach były starte słodkie owoce (daktyle, jabłka...), chleb niekwaszony (maca), słodki sos na bazie oliwy i gorzkie zioła (dzisiejsze przyprawy) no i oczywiście w pucharze wino czerwone.
lakes1.jpg


9 kwietnia 2007 (poniedzialek)

Gdyby się mnie ktoś zapytał ostatnimi dniami: czy może być lepsza pogoda - to zdecydowanie odpowiedziałbym że nie – jest perfekcyjnie.
Oczywiście, korzystam z tego. Codziennie długie marsze, a w taki Wielki Piątek dokończyłem “eskplorowanie” Belair, i miejsce to już nie ma przede mną tajemnic. Zaliczyłem wszystkie trakty i ścieżki.

Dziś natomiast, jesteśmy z rodziną i ze znajomymi w lesie sosnowym – polskim lesie, można z całą pewnością powiedzieć. Tylu Polaków korzysta tu z pięknej pogody, że nigdzie indziej tylu na raz się nie spotka, oczywiście oprócz polskiego kościoła.
Cztery dni wolnego mijają błyskawicznie – jutro już dzień pracy.
drzewa.JPG

11 kwietnia 20007 (środa)

Pamiętam, że 30 lat temu ten dzień był drugim dniem świąt wielkanocnych. A byłem wtedy niesamowicie zaaferowany. Moje życie się zmieniało. Doznawałem wrażeń jakich nigdy wcześniej nie znałem…
A pamietam też, że pogoda była tak zmienna, że nawet zamieć śnieżna nas nie oszczędziła.

kasztany.JPG

13 kwietnia 2007 (piątek)

Czytam fragmenty “Księgi Urantii” przetłumaczonej przez Gosię i Przemka Jaworskich.
Wielkie to dzieło, informacje praktycznie o każdej formie życia, z każdej dziedziny nauki, filozofii – głównie religii. Ciężko byłoby coś wymyslić, o czym tam nie ma…
Powstanie świata, flory i fauny, człowieka i jego ewolucja. Fazy rozwoju i kultur społecznych, itp, itd. Rozwój ponadświata ( istot boskich) i jego wpływ na naszą Ziemię (Urantie), dzieje religii i wyjaśnienie oraz rozwinięcie spraw poruszanych już w Biblii. Praktycznie – Świat na 2000 stron, bo tyle ma ta księga. Aż do 1934 roku, bo wtedy została “objawiona” nam śmiertelnikom.

Mimo niektórych interesujących wyjaśnień podchodzę bardzo sceptycznie do tych “objawień”. Głównie dlatego, że są one czesto podane w takiej formie, iż czuje się “amerykanizm” - informacje pod kątem amerykańskiego czytelnika. A powinno tchnąć “uniwersalizmem”. No i opiera rozwój ludzkości na krwi, a nie na genach.
Co dobrze wyjaśnia – to biurokrację… już wiem skąd się ona wywodzi. 

Ale na pewno ogromne wrażenie zrobi na miłośnikach science-fiction.
Na potwierdzenie tego przytoczę tylko jedno zdanie z pierwszej strony “Księgi Urantii”. “Wasz świat, Urantia, jest jedną z wielu podobnych mu, zamieszkałych planet, wchodzących w skład wszechświata lokalnego Nebadonu.”

« Petycje - Felieton | Strona główna | Mój gość – Marianna Dembińska »