« Abecadłowe piekiełko - Felieton | Strona główna | Petycje - Felieton »
15 marca 2007
Dzienniki - marzec II - 2007
15 marca 2007 (czwartek)
Przedwiośnie
kolorowy szal mgły
poranek ciszą wypełniony
wyjęte ze snów płatki różane
sens bytu uśpiony...
jakaś kropla rosy
chłodzi stopy gorące
a słońce tańczy po wierszu
- pachnące...
i nie ma tutaj zła
czarnych liter kwiatów
nie ma bólu i łez
otchłani wszechświatów...
i wszystko to chcę mieć
na sercu w myślach w czynach
i kochać pragnąć chcieć
nie kończyć lecz zaczynać
szaleństwu oddać prym
zatraceń szukać - maków...
i biec... przed siebie gnać
dosięgnąć grzechów smaku
zachwyty duszy płoną życia tęczą
to jest wiosna nadziei
to jest serca święto...
Ten wiersz właśnie dziś otrzymałem z Polski. Czyż nie piękny…?!
Ponieważ moja firma (nie własna – w niej pracuję) sąsiaduje z jednym z uniwersytetów, to ja często w południe spaceruję po terenach kampusu uczelni. Co widzę – prawie same kolorowe buzie. Białych niewielu – a i to nie anglosaskie typy…
Co się dzieje… czy biali nie chcą się już uczyć?
17 marca 2007 (sobota)
U nas mistrzostwa sportowe służb mundurowych z całego świata. Policjanci, strażacy, ochraniarze przyjechali tu aby pokazać swe umiejetności w różnych dyscyplinach. Nawet w hokeja na lodzie grają.
Podobno jest też kilkunastu Polaków.
A jutro w Melbourne pierwszy wyścig Formuly I, w tym sezonie. Ciekawe jak pojedzie Kubica. Zapowiada się doskonale.
19 marca 2007 (poniedziałek)
Dziś jeszcze ciemnawo kiedy o poranku wychodzę z domu na poranny marsz, ale jest ciepło.
Za tydzień zmiana czasu.
W weekend zaliczyłem stary polski film “Poszukiwany, poszukiwana” – St. Barei i czytam książkę Stasiuka “Przez rzekę”
Jestem dopiero w połowie tej prozy, ale się nią nie zachwycam. Mimo, że czasy mi znajome, atmosfera jakaś taka obca. Autor przegiął z tymi odczuciami z dzieciństwa, a i współczesna akcja na siłę zbrutalizowana, zasmarkana i obleśna.
Nie widzę w tym bagienku żadnego sensu, treści czy przyczyny… Widzę natomiast silenie się na współczesnego Hłaskę, czy próby stylizowania na “Sklepy cynamonowe” Schulza, z kiepskim skutkiem.
Nie jest to moja ulubiona lektura.
21 marca 2007 (środa)
Deszcz! Nie, nie ulewa, ale miarowy deszczyk powitał mnie na porannym marszu. Co za dziwne uczucie… inne zapachy i wygląd ulic i parków niecodzienny. Ja idę oczarowany…
Dostałem korespondencję z Polski od krytyka literackiego M.Koprowskiego. Nie po raz pierwszy zresztą. Bardzo miły i długi list w którym też ustosunkowuje się do mych kilku wierszy. Ponieważ publikuję ostatnio niektore z nich w tej witrynie, więc myślę, że słowa te mogą być pomocne w zrozumieniu (lub nie) mojej liryki.
Oto fragmenty z tegoż listu:
.… „Abstrakcja” podoba mi się właśnie ze względu na swoją abstrakcyjność. Łączy się ona w tych wersach w niecodzienny sposób z rzeczywistością, tworząc prawdziwie interesujące metafory. Bo niby wszystko to oderwane jest od ziemi, ale jednak rozgrywa się w realnym i wyraźnie nakreślonym świecie. Podoba mi się ten mariaż; w nim bowiem tkwi swymi korzeniami oryginalność tego wiersza. A jest to wiersz bez wątpienia nietuzinkowy i ciekawy. Przemówił do mnie jego koloryt i nastrojowość zawartych w nim wizji, a także materia, która je tworzy, to jest Pański język, wyczucie rzeczy poetyckiej i konstrukcje utworzone przy pomocy właściwego doboru środków wyrazu artystycznego. Nie mogła mnie taka kompozycja tych elementów nie przekonać.
„Dlaczego jestem..?” natomiast, jest już trochę za bardzo abstrakcyjne i tajemnicze. Do tego stopnia, ze pierwsza część tego utworu pozostaje dla mnie skryta w mrokach nieodgadnienia. Utworzone przez Pana obrazy przepływają przed oczyma wyobraźni, lecz tworzące je płaszczyzny skojarzeniowo-treściowe nie pozwalają wniknąć w głąb i spojrzeć na zasadniczy sens tych wersów. Przez co pozostał on dla mnie w sporej części nieuchwytny, albo raczej nieuchwycony. Słowem, nie do końca rozumiem, o czym jest tutaj mowa. Od znaczącego słowa „mądrość” jest już co prawda inaczej i przemawia do mnie przekaz ujęty w tej części wiersza. Szkoda tylko, że pierwszy jego fragment nie przystaje do drugiego, gdyż niepotrzebnie psuje to efekt utworu. A przynajmniej w moich oczach.
No i wreszcie „Filozoficznie…”, które to istotnie mocno jest rozfilozofowane. Podoba mi się nastrój tych rozmyślań i głęboki pokład emocjonalny, jaki stanowi ich tło. W ogóle jest w tym głębia i pewien niepokój, który frapuje i zachęca do podjęcia rozpoczętego w tych wersach wątku, we własnym zakresie. Podoba mi się też napięcie oraz malowniczość nakreślonych tu przez Pana pejzaży poetyckich. A i konstrukcja tego utworu, którą ładnie obrazuje jego fizyczny kształt, to jest układ strof. Patrząc na formę tego wiersza, bez wczytywania się weń, gołym okiem widać, w którym momencie następuje jego crescendo. Wszystko co przed, jest do niego ładnym wprowadzeniem, a co po, zgrabnym zakończeniem – ujęło mnie to precyzyjne wyważenie formy. A i przekaz płynący z tych filozofii. Słowem, ma Pan na koncie kolejny udany kolaż poetycki….
23 marca 2007 (piątek)
Gorący poranek! A chmury nadciągają i w ten sposób budzi się malowniczy w niezwykłych kolorach poranek. Wiatr od północy nawiewa ciepłe, pustynne powietrze. Ale to się zmieni – jeszcze dwie, trzy godziny…
Zacząłem czytać P. Coeblo “ Piąta górę” i jest to dla mnie jakby oczyszczenie po poprzedniej lekturze. To jak wyjście z zasmrodzonego szaletu na pachnącą łąkę pod lasem…
Oglądałem także film J.Bromskiego “ To ja, złodziej”. Film, który po pierwszych minutach zniechęcił mnie i chciałem zakończyć projekcję. “Przemogłem się” a później już było tylko lepiej… Prosty lecz drażliwy temat, ale reżyser zrobił to zręcznie i aktorzy też grali bez zarzutu. W sumie dobry film, ale wrażenie ciągle pozostało, że zrobiony jest pod… publiczkę.
26 marca 2007 (poniedziałek)
Od wczoraj wstajemy później – czas zimowy, choć zimy wcale nie widać. Nadal króluje śliczna pogoda – nawet nie jest jeszcze jesiennie. Weekend minął spokojnie i miło. Byłem też nad morzem, trafiłem akurat na pokaz latawców. Kolorowo zrobiło się na niebie.
Zastanawiam się, czy przeznaczenie może współistnieć z wolną wolą. Nie za bardzo to mi pasuje. Bo o ile i tak jest nam przeznaczony los, to po co nam próbować (wykorzystywać wolną wolę) skoro i tak nic nie zdziałamy, jeżeli jest to działanie przeciwko losowi… to nie ma sensu… No i po co nam w takim razie wolna wola…
28 marca 2007 (środa)
Skończyłem “Piąta górę” Paulo Coelho. Dość kontrowersyjna lektura. Nie zachwycam się jezykiem, stylem i opisami. Nie wiem czy kłaść to na karb tłumaczenia, czy tak ujmował rzecz oryginal. Natomiast merytorycznie jest doskonałą książką. Sprawy poruszone to kopalnia przemyśleń etyczno-religijnych. Koncepcji wiary i życia. Po prostu doskonała. Dzieło ktore zostawia po sobie ślad w umyśle czytelnika. A to już wiele znaczy.
30 marca 2007 (piątek)
Jestem w buszu, z drugiej strony miasta na wzgórzach Belair. To tu parę dni temu polscy policjanci i strażacy brali udział w biegach na orientację. W naszym mieście odbywała się olimpiada służb mundurowych. Wiem, że nasi chłopcy zdobyli parę medali.
Dziś jest tu świeżo… co godzinkę spada krótki deszcz i świeci słońce.
Dwa razy zmokłem, bo wędrowałem najdłuższą trasą – ponad 3 godziny.
Ale co to za problem kiedy po paru minutach słońce robi swoje i człowiek zapomina o deszczu.
Jest ciepło - pachną eukaliptusy, ukwiecone grevillea i inne krzewy.
Obchodzę ten teren po raz pierwszy, spoglądając na znaki aby się nie zgubić.
Zawsze kiedy tu byłem, zatrzymywaliśmy się w centrum parku na pikniku, a nigdy nie zapuszczałem się w trasy dla piechurów.
Nie wiem dlaczego, ale zawsze jak wchodzę w australijski busz, to czuję się jakbym do światyni wchodził… jest takie wrażenie niezwykłości - przyjemność obcowania z czymś tajemniczym…
Trasy bardzo dobrze oznaczone tak że nie trzeba szukać drogi… a pora roku dopełnia nastroju. Jest wczesna, ciepła jesień… cóż więcej potrzeba.
« Abecadłowe piekiełko - Felieton | Strona główna | Petycje - Felieton »