« Z szuflady (IV) | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2007 »

14 marca 2007

Abecadłowe piekiełko - Felieton

Kto nie zna wierszyka Jana Brzechwy „Abecadło z pieca spadło...”. Może na wskutek tego spadania narobiło się tyle nieporozumień pomiędzy samymi zainteresowanymi, czyli... literkami.

O przewadze, czyli wyższości „ę” nad „ą” wiadomo od dawna.
Statystycznie góruje nad swym kuzynem z ogonkiem.
„Ę” wypięło się dumnie... - mnie jest znacznie więcej w słowach – stwierdziło.
- Skąd tą niezmąconą mądrość sączysz dumną, wymądrzając swą wątłą jąderkowość ... - ripostowało „ą”.

„Ą” mąci, czasem trąci, a i w pączku jest pachnącym. Natomiast „ę” się wdzięczy, lecz się męczy.
- Ty „ę” jęczysz często dręczysz, brzęczysz, dookoła kręcisz – wyśmiewało się „ą”.

W ferworze tego kociokwiku „C” włączyło się w dyskursy.
– A co ja mam powiedzieć: nie dość że mnie „Ci” zrobili i z kreseczką każą pisać, to już całkiem nie rozumię czemu nas łączą z „H”. Do tego kłócą się, czy pisze się samo „ha” czy „ceha”. A „cecha” jak wiadomo pisze się „ce-ha”.

pelikan05.jpg

A najbardziej przerąbane ma „zet”.
Tyle mamy mutantów, że rzadko kto zrobi porządny użytek z nas. Bo nie dość, że istniejemy w trzech odmianach, jako „zet”, „ż” i „ź”, to i zrobili z nas „er-zet”. I nikt nie wie jak nas pisać. A do tego takie dziwolągi jak „dzy”, „dży” i „ dzi” a już strasznie brzmiące „szyyy”, że nie wspomnę „czyyy”.
Syczymy, brzęczymy niczym ten przysłowiowy chrząszcz brzmiący w trzcinie...
A my przecież skromne „zet”. Na końcu abecadła stoimy cichutko, a tu takie dziwactwa z nas porobili.
Tak uskarżały się „zety”.
Rwetes też podniosły „i” i „j” z pretensjami, że ich mylą i stawiają tam gdzie nie potrzeba. „Ef” miało pretensje do „wu” że go przedżeźnia. Mówi: tfoja, stalófka, sfoisko, tfardy czy sfada a każe pisać wszędzie „w”... a to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Dlaczego tak unika się mnie w piśmie – narzekało „ef”.
„O” też miało pretensje że z niego robią „u” dodając na górze kreskę.
- Niech sobie „u” będzie „u”, a my chcemy zostać zwykłe „o” – narzekała okrągła literka. – A jak strasznie brzmimy... bo „ooo” to wyraz zachwytu, miłego zdziwienia a „uuu” - to głos zawodu, niezadowolenia – udowadniały. – A niech ktoś spróbuje pisać wyrazy z nami na przodzie... zaledwie cztery wyrazy... to wszystko – udawadniały. – Nie narzekajcie tak - wtrąciły się „ę” i „ą” – co my mamy powiedzieć.
„En” też nie było zachwycone swą odmianą z kreseczką... – Po co takie dziwactwa, czy postawić „i” koło mnie nie wystarczy? - Niuanse nie niwelują niczyjch nieporadności – argumentowało.
W atmosferze dąsań i jęków ustaliły, że petycje do językoznawców trzeba wysłać – a najlepiej do pana profesora Miodka.

Drogi panie Miodek
znajdź pan złoty środek
ułatwij zadanie
komunikowanie.
To nie jest niczyją winą
chcemy być zgodną rodziną

bo pisanie dla Polaków
to jak chiński mur w Iraku
zniszcz ogonki, zakrętasy
zostaw „ł” nam dla okrasy...
zrób z nas znowu zgodne stadło
poukładaj abecadło.
WALK3.jpg

Wasz Chris

« Z szuflady (IV) | Strona główna | Dzienniki - marzec II - 2007 »