« Dynastia - Felieton | Strona główna | Czasy się zmieniają - Felieton »

15 lutego 2007

Dzienniki - luty II - 2007

15 lutego 2007 (czwartek)

Gorący dzień. Dostałem piekną przesyłkę.

Książkę Stanisława Srokowskiego z wierszami pt. Miłość i śmierć. A do tego wiele filmów na DVD. Największą frajdę mam z “Najzabawniejszych Polskich Kronik Filmowych”.
Zbiór fragmentów kronik od 1950 roku aż po lata 80-te. Ileż tam najgłupszej i wyrafinowanej propagandy, ile humoru, ile idiotyzmów. Łzy od śmiechu i beznadziejności tamtych lat cisną się do oczu.
Jakież to wszystko było dziwne, nafaszerowane patosem i propagandą. Odpychające i ponure. Straszne czasy… Dobrze że odeszły na zawsze.
Choć słyszę od przyjaciół, że tak znowu od tego typu działań wcale tak daleko dzień powszedni w kraju nie odbiegł… przykre.

Prócz tego kilka filmów fabularnych. Mam zajęcie na wiele dni.
I to wszystko przyszło w sam raz na… walentynki  Serdeczne dzięki.


17 lutego 2007 (sobota)

Upał! Jestem na polu golfowym. Dziś i jutro czterdzieści stopni.
Coroczny turniej Jacob’s Creek Golf przyciągnął wielu graczy z USA ale i naszych nie brakuje.
Dziś chodzę niewiele, raczej siedzę w cieniu pachnących sosen i popijam zimne piwo.
Przyglądam się grze Craig’a Parry i Peter’a Senior’a. To rutyniarze. Takie życie profesjonalnego gracza wcale łatwym nie jest. Przed zawodami stoją na “driving range” polu treningowym i ćwiczą… skończą wielogodzinne zawody (bądź co bądź przejdą w stresie około 8 kilometrów) i idą na pole treningowe i znów ćwiczą… to się nazywa samozaparcie. A turniej trwa cztery a często więcej dni. No i w upały i dni deszczowe muszą grać, jedynie piorunów unikają, bo tyle “żelastwa” ze sobą mają, że aż strach.
IMGP2031.JPG

Lubię tu chodzić bo tak pachnie żywicą i krajobraz świeży wokoło. W centrum miasta mamy kilka takich pól golfowych. Urozmaicony teren, zieloniutko i woda. Tylko to gorąco…

19 lutego 2007 (poniedziałek)

Niedzielę spędziłem w domu. Ciągle gorąco.
Finałową rozgrywkę golfa oglądam w telewizji.
Czytam wiersze Stanisława Srokowskiego z tomiku pt. Miłość i śmierć
Oto lista twórczych zajęć pana Srokowskiego: poeta, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, tłumacz. Nieźle… wręcz imponująco. Dodając do tego różne prace jakie wykonywał: nauczyciel, dziennikarz, rzecznik prasowy związku Solidarność. Autor wielu powieści, m. in. „Duchy dzieciństwa”, „Repatrianci”, „Lęk”, „Anioł zagłady” i tomów poezji (m. in. „Strefa ciszy, „Akty”, „Zjadanie”, „Miłość i śmierć”), a także książek biograficznych, sztuk teatralnych, słuchowisk. A mimo to, jego ostatni zbiorek liryków powstał po 20 latach milczenia poetyckiego.
Stanisław Srokowski pochodzi z Kresów i sam doświadczył wydarzeń w 1944 roku.
Zetknął się tam ze strasznym barbarzyństwem, co więcej to zło brutalnie wtargnęło do jego domu rodzinnego.
Potworne rzezie o których pisze, są czymś tak strasznym, że aż abstrakcyjnym.
Dla mojego pokolenia niezrozumiałym, wręcz trudnym do uwierzenia. Bo o ile o zbrodniach hitleryzmu mówiło się powszechnie, uczono tego w szkołach, to tamte zbrodnie były oficjalnie przemilczane, podobnie jak zbrodnia katyńska.

Zbiór liryków pt. Miłość i śmierć, to dwutematyczna poezja. Pierwsza, to piękne obrazy greckiego pejzażu poprzetykanego postaciami mitów, a nad wszystkim góruje uczucie, uczucie miłości do tego świata, którego symbolem wręcz jest Maria (żona poety). Tu jest wszystko co On lubi, podziwia, fascynuje się. Natomiast z drugiej strony są wiersze, tak zwane szpitalne. Tam jest tchnienie filozofii bytu. “Marność nad marnościami” – nie, to nie kredo poety. On tu pokazuje, że miłość jest tym szczególnym uczuciem które wszystko zwycieży, nawet stan ciężki, beznadziejny potrafi być uleczony … miłością. Choć nie brakuje tu nutki egzystencjalizmu.
A wszystko to ma głębokie podwaliny w przeżyciach poety z lat dziecięcych.
IMGP2034.JPG


21 lutego 2007 (środa)

Skończyłem ogladać serial w wersji filmowej pt.Stawka większa niż życie.
W sumie bardzo dobrze zrobiony film. Żeby tak sobie oszczędzili grubymi nićmi szytą propagandę w ostatnim odcinku, to reszta wcale nie razi. Mam jeszcze parę polskich filmów fabularnych w zanadrzu do oglądania.

Acha, ukazał się krótki artykuł o mnie w www.mypolinfo.com w sekcji Twórczość.
Jest to witryna informacyjna prowadzona z USA dla wszystkich Polaków rozproszonych po świecie. Co więcej, będą się tam też ukazywać moje istniejące już felietony.


23 lutego 2007 (piątek)

Ostatnie dni skoncentrowałem się na wierszu który nie dawał mi spokoju dopóki go nie skończyłem. “Nęka” mnie seria filozoficznych przemyśleń ostatnio i wiersz jest tego wyrazem. Utrzymany jest w konwencjonalnej formie wiersza sylabicznego jedenastozgłoskowca.

Poszukiwanie

Stąpałem dzisiaj po żagwiach szczerniałych
Stąpałem dzisiaj po pachnącym wrzosie
Przebyłem drogę tam wiatry nie wiały
Fiolet nad szczytem a obłoków osiem
Pokryły bielą groty nietoperzy
Kryjówki węży odcięły od słońca
Tu żadną miarą szczęścia nie wymierzy
To trzeba przeżyć – wszystko i do końca
Wstąpiłem w otchłań gdzie jedyną barwą
Mętna i sina odmiana szarości
Tunel bez światła, kwiatów tam nie narwą
Abisal cichy, tawerna bez gości
Iść za marzeniem, nie trzymać się cienia
Zaklinać śpiewem czy mówić pacierze
Polifonicznie, niby od niechcenia
Swoisty feng-shui, balans na trapezie
Niepewność losu wiary nie pomnoży
Konar figusa potężniejszy w ziemi
Gdyby tak jeszcze niebiosa otworzyć
Zniszczyć zabobon co się tu rozplenił
Opuścić padół ostów i kaktusów
Na szmaragdowej łące się rozgościć
I to co ludzkie robić bez przymusu
O całej reszcie zapomnieć bez złości.

wschod2.JPG


26 lutego 2007 (poniedziałek)

Sobotnie południe spędziłem w miejskim ogrodzie botanicznym. Już tu dawno nie byłem, trochę się zmieniło. Napatrzyłem się na cuda przyrody. Niezwykłym okazom flory naprzyglądałem.
A właśnie, czytałem że dnia 7.07.2007 zostanie wybranych 7 cudów świata stworzonych przez człowieka. Wybierać będą wśród 21 wyselekcjonowanych zabytków kultury. Są to: ateński Akropol, rzymskie Koloseum, Opera w Sydney, świątynia Angkor Wat w Kambodży, paryska wieża Eiffla, zabytki z czasów Inków – Machu Picchu, chilijska Wyspa Wielkanocna z ciekawymi rzeźbami, malijskie miasto Timbuktu z meczetem, chiński mur, hinduska świątynia Tadż Mahal. A także wieża CN w Toronto i most Golden Gate w San Francisco.
W starożytności do 7 cudów świata zaliczano: egipskie piramidy, wiszące ogrody Semiramidy w Babilonie, kolos rodyjski, świątynie Artemidy w Efezie, posąg Zeusa w Olimpii, mauzoleum w Halikarnasie i latarnię morską w Faros.
chinatown2.jpg


28 lutego 2007 (środa)

Rzuciła mi się w oczy ankieta polskich miast. Miasta w oczach mieszkańców w różnych kategoriach. Oczywiście wyszło to czego się spodziewałem… Mój rodzinny Radom to POLSKA CZARNA DZIURA, prawie pod każdym względem. Natomiast do najszczęśliwszych i najlepszych do zamieszkania zaliczono: Kraków, Wrocław i Poznań. Te właśnie miasta brylują w wielu kategoriach tego rankingu. Warszawa nie wypadła najlepiej… gdzieś po środku, ale raczej ujemnie.
A najdowcipniejsi są mieszkańcy Wrocławia.

I jeszcze muszę odnotować miłą recenzję mojej powieści otrzymaną od pisarza Stanisława Srokowskiego. Uznał też, że jest to świetny materiał na scenariusz filmowy i powinienem zainteresować tym filmowców… Ba, tylko jak to zrobić…

« Dynastia - Felieton | Strona główna | Czasy się zmieniają - Felieton »