« Trzeci stopień - Felieton | Strona główna | Dynastia - Felieton »

1 lutego 2007

Dzienniki - Luty I - 2007

1 lutego 2007 (czwartek)

Pierwszy miesiąc roku minął błyskawicznie.

Przemija też wakacyjny nastrój. Zaczął się rok szkolny. Ja powróciłem do harmonogramu dnia codziennego z podrzucaniem dziecka do szkoły i jazdą do pracy.
A pogoda nas nie opuszcza, jest ciepło. Dzisiaj na przykład podobno 33 stopnie. Podobno, bo wiekszość dnia siedzę w wychłodzonym do 20 stopni pomieszczeniu i mi… zimno. Ja tak lubię ciepełko.
W styczniu napisałem wiersz pt. Kredo. Oto on:

Kredo

Nie narzekam
na tureckie łaźnie
w ciągu nocy
na przestrzenie
wokoło zbyt wielkie
ciągle
jeden świeży listek
mnie zachwyci
zauroczy rosa
łzą-kropelką.

Nie zżymam się
na losu chłostę
(przeznaczenie)
wystarczy uśmiech
jako okład mojej duszy
szermierki słowa
unikam i czynu
ofensyw pokus
wyrafinowanej próby.

Czerni nocy
nie witam - przyznaje
ona mnie zaczadza
a czerń myśli zwykle
utleniam o brzasku
bo prawa natury
to boska specjalność
walka o przetrwanie
lecz jest też nadzieja
ta pobudza uczucie
i póki nie wyschnie
jak kropla na piasku
trwa życie.

I nie filozofie
kanony i mantry
wyznaczą nirwany kotarę
lecz jeden wschód słońca
i jedno pragnienie
czułości gest duszy woalem
owinie i uśmiech wywoła
- niech tak zostanie.


3 lutego 2007 (sobota)

Upał! Dziś i jutro ponad czterdzieści stopni. W takie dni najlepiej siedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu popijąc zimne piwo… i to właśnie czynię :).
Poza tym, zgrywam filmik wakacyjny na DVD i oglądam golfa kobiet w telewizji.
teatr1.JPG



5 lutego 2007 (poniedziałek)

Minął leniwy weekend. Ciągle gorąco. Kiedy idę o poranku jest 26 stopni. W prasie całego świata przewija się spowiedź rodu ludzkiego: tak na 90% jesteśmy winni za globalne ocieplenie klimatu!
Piszemy NASZA wina, ale nikt nie powie MEA CULPA. Bo NASZA w ogólnym rozumieniu to: USA – za olbrzymie zużywanie energii, Brazylia i Chiny – za dewastacje naturalnego środowiska, Rosja – za zanieczyszczenia itd… a tak indywidualnie to nas to nie za bardzo obchodzi. No, chyba że jest się “kontestującym zielonym”.
A przyjdzie czas, że będzie nas obchodzić i to bardzo… tylko wtedy może być już za późno.


7 lutego 2007 (środa)

Kolega z pracy, Australijczyk jedzie pracować do Szwecji w dużej firmie i z tej okazji mamy wspólny lunch w restauracji. Nie za bardzo lubię takie imprezy, bo tam dają takie duże porcje, że cały dzień już nic nie jem. A łakomstwo nie pozwala przerwać jedzenia, a poza tym… przecież się płaciło – to trzeba zjeść :)
rzeka3.JPG

Szczerze mówiąc, to nie zazdroszczę mu tego wyjazdu - w środku zimy jechać do Szwecji… brrrrrrrr. O… w maju, czerwcu to i owszem.
A u nas pogoda wyśmienita.


9 lutego 2007 (piątek)

Nie lubię pisać o polityce i unikam tego, ale często powstają takie skojarzenia, że trudno im się oprzeć.
Mnie się kojarzy to wszystko co się dzieje na polskiej scenie politycznej z grą w warcaby.
Natomiast ugrupowania polityczne z prawdziwego zdarzenia zwykle grają w szachy. I kiedy już taka partia obsadzi stanowiska rządowe, czyli ułoży figury na szachownicy robi to roztropnie aby nie pomylić hetmana z gońcem itp. Układa z przodu piony które też mają ważną rolę do odegrania i ich też nie chce się tak łatwo pozbywać. Kadencja (czyli gra) się zaczyna i choć zegar wyznacza czas, każdy ruch ma znaczenie i konsekwencje. A kiedy już trzeba poswięcić figurę to robi się tak by gra na tym zbyt nie straciła a poprawił się na przykład układ strategiczny.

Kiepski rząd przypomina grę w warcaby jak już wspominałem. Szybko rozłożą pionki (tu figur nie ma), a później szas-pras i wybijanka. Kto więcej – kto szybciej. Czasem jakaś damka się przytrafi i… koniec. I to jest współczesny rząd polski.
windsurfing.JPG


12 lutego 2007 (poniedziałek)

No i proszę – jeszcze w piątek mówiłem, ze nie lubię pisać o polityce i sprawami z nią związanymi a znów muszę o tym kilka zdań napisać, a to w związku z niedzielnym spotkaniem w Domu Polskim.
Tadeusz Świetlik – redaktor audycji w lokalnym radio i politolog z zawodu - omawiał sprawy związane ze stanem polskiej sceny politycznej. Mówił rzeczowo, podając fakty przedstawił swój punkt widzenia dzisiejszej Polski. Nie było to muzyką miłą dla uszu kilku sluchaczy. Swoją polemikę zaczęli od… personalnych insynuacji w kierunku prelegenta.
I pomimo takiej odległości od kraju natychmiast wytworzyła się atmosfera typowego polskiego piekiełka. (Dobrze że prowadzący nad tym zapanował). Jeden ze słuchaczy swoją argumentację zaczął od… zarzutów współpracy rodziny prelegenta z… SB !!! (skąd my to znamy), podejrzliwości w stosunku do wykształcenia i wytykania błędów merytorycznych (które to akurat takowymi nie byly). Kilka głosów rozsądku… niestety rozpływało się w zacietrzewieniu naprawiaczy ojczyzny… chroń nas Panie Boże przed tego typu patriotami (bo o tym też mowa była).
Utwierdzam się w przekonaniu, że o polityce mowić się w żaden sposob nie daje. Trzeba krzyczeć! A to mnie akurat wcale nie interesuje.

W sumie, poszedłem na to spotkanie nie w celu aby się dowiedzieć co dzieje się w polskiej polityce (mam tego aż za dużo w codziennej porcji lektury na internecie - czytania gazet, PAP itp), ale interesowało mnie podejście pokoleń do współczesnej Polski. Okazuje się, że to nie kwestia pokoleń a osobistych potrzeb. Są ludzie którzy swoje przekonania polityczne traktują jako formę samodowartościowania, inni mieszają politykę i religię, okraszają to wszystko “naiwnym” patriotyzmem. Wielu ciągle widzi Polskę jaką wynieśli w pamięci z czasów dziecinstwa i nie potrafią zrozumieć że wszystko się zmienia. A ci z późniejszego pokolenia nagle dostali amnezji i zapomnieli w jakich realiach żyli.
A innym, żebyś nie wiem jak przekonywujacych argumentów używał to dla nich to co chcą widzeć ma właściwy kolor i basta!


14 lutego 2007 (środa)

Walentynki – jak to się popularnie po polsku powiada.
U nas dzień gorący w sam raz na takie świętowanie :)
2005-05-30 048.JPG


« Trzeci stopień - Felieton | Strona główna | Dynastia - Felieton »