« Dla jednego kamienia... - Felieton | Strona główna | Felieton - Na opale »

10 stycznia 2007

Dzienniki - styczeń II - 2007

10 stycznia (środa)

Znów miłe wiadomości. W audycji literackiej - Polskie Radio Wrocław - była mowa o mnie i mej powieści.

A do tego wszystkiego sam miałem okazję tego posłuchać.

Już w pracy… w normalnym schemacie dnia.
Wstać, ubrać się, iść forsownie przez pół godziny, prysznic, śniadanie, jazda do pracy. A tam różnie, ale najczęściej wielogodzinne siedzenie przed monitorem. I powrót… itd, itp.
Ale to nie jest wcale takie płytkie, takie nudne. W międzyczasie tych rutynowych czynności przychodzą ciekawe, czasem wręcz fantastyczne myśli, emocje związane z tymi na pozór zwykłymi czynnościami jak na przykład – czytanie codziennej poczty mailowej.
A te wszystkie dodatki jak powiew wiatru, zapach kwiatów, czy poranny śpiew ptaka… powodują że po prostu chce się żyć.
zatoka.jpg

12 stycznia (piątek)

Czytam zbiorek poezji Eli Chylewskiej z Sydney pt. Za bramą raju.
Chciałoby się powiedzieć: Ela Chylewska – mistrzyni miniatury.
Prawie wszystkie jej liryki to kilkuwersowe myśli, czy emocje ujęte w 15, 20 słów. Życia w nich wiele. Spostrzeżeń z codzienności, rozczarowań i nadziei. Autorka szczerze pisze o sprawach rodzinnych, osobistych.
Nadzieja jednak dominuje i to jest optymistyczne.
Przytoczę dwie miniaturki z książeczki Eli Chylewskiej.

* * *
jesteś jak chaber
powiedział cicho
nie wiem czy kwiat czy chwast
chaber to ziele
co w pięknym ciele
kryje prawdziwą
twarz

* * *
umieram z głodu
i z pragnienia
niedokarmiana miłością
uciekam w sferę
marzeń
i upijam się
zerwaną przed laty
niezapominajką


14 stycznia (niedziela)

Wczoraj miałem długi poranny marsz, dziś trochę krótszy.
Jest ciepło ale nie ma upału. W południe wybrałem się na spotkanie piknikowe bywalców forum Australinku.
Spora grupa młodych, energicznych ludzi niedawno przybyłych tutaj z Polski ale nie tylko - spotkali się tu aby poznać się, wymienić doświadczenia, dowiedzieć się czegoś ciekawego o swym nowym miejscu zamieszkania. Dla niektórych ciągle tymczasowe, dla innych już na stałe.
Przyjemnie przebywać w takim towarzystwie. Ci ludzie wiedzą czego chcą, do czego dążą i co jest dla nich ważne. Nie oglądają się na nikogo, sami piszą scenariusze swego życia.
Mile minęło parę godzin.
y.jpg


16 stycznia (wtorek)

Od wczoraj spędzam wieczory przed telewizorem. Właśnie zaczął się w Melbourne wielkoszlemowy turniej tenisowy – Australian Open.
Domachowska już odpadła, a i Radwańska będzie miała ciężką przeprawę.

Czytałem właśnie, że wyrabiają u nas takie steki wołowe, że Japończycy bez zmrużenia oka płacą $100 za sztukę. Takie smaczne…
Cała tajemnica tkwi w tym, że krowy pasie się oprócz tradycyjnej paszy dodatkiem czerownego wina. Można powiedzieć, że do każdego posiłku dostają lampkę czerwonego wina. Obojętne czy shiraz czy cabernet… a jaka poprawa. Ciekawe czy dla ludożerców byłbym smaczniejszy niż taki… abstynent.

18 stycznia (czwartek)

Podlewanie – Od nowego roku obowiązuje III stopień zaostrzeń w używaniu wody.
Jest to uciążliwe bo praktycznie odpada automatyczne podlewanie i trzeba robić to wężem i w określonych godzinach (od ósmej wieczorem, albo bardzo rano).
No cóż, przyroda nas pokarała suszą musimy się przystosować. A więc wybiegam z domu między setami Australian Open i podlewam partiami…


19 stycznia (piątek)

Tassie20a.jpg
Jeszcze wczoraj pisałem o kłopotach z podlewaniem a dziś już mokro wokoło. Spadł deszcz… jakie to miłe. Jest tak świeżo i wręcz nietypowo… A i felieton na temat tych obostrzeń związanych z suszą wpadł mi do głowy i piszę go dziś. Za parę tygodni ukaże się w gazecie i na necie…

« Dla jednego kamienia... - Felieton | Strona główna | Felieton - Na opale »