« Felieton - Święta | Strona główna | Król pawiowej - Felieton »

10 grudnia 2006

Dzienniki - Grudzień II - 2006

10 grudnia 2006 (niedziela)

W Domu Polskim dziś uroczystość upamiętniająca 25-lecie wprowadzenia stanu wojennego w ludowej ojczyźnie.

Wielu z nas pamięta ten dzień dokładnie, bo wyrył się w życiorysie na trwałe tragedią, nieprzyjemnościami, uciążliwym życiem czy zmianą losu.

Dla mnie znaczył przede wszystkim utratę nadziei… nadziei na poprawę, na odnowę życia i przypieczętował moją decyzję o opuszczeniu kraju jako słuszne i jedyne wyjście z sytuacji.

A więc spotkaliśmy się w Domu Polskim w dość sporym gronie co zauważyłem po przyjściu. Optymistyczną uwagą podzieliłem się z organizatorką tej imprezy, panią Krystyną Misiak. Szybko ostudziła mój optymizm informując, że zdecydowana większość to rodziny pań – działaczek które miały zostać odznaczone medalami za pracę społeczną przez Konsula Generalnego prof. Ryszarda Sarkowicza. Tak też się stało. I po tej pierwszej części grono uczestników bardzo się przerzedziło. A trzeba zaznaczyć, że w pierwszej części obejrzyliśmy jeszcze montaż poetycko-muzyczny przygotowany przez aktorów adelajdzkiego Teatru Starego pod kierunkiem Ewy Leśniewskiej.

Program jak już wspomniałem prowadziła działaczka Solidarności, obecnie prezeska Koła Polek, Krystyna Misiak.
Przedstawiła nam film dokumentalny pt. Kalendarz wojny.
Był to przegląd wydarzeń od 13 grudnia 1981 roku do zamordowania ks. Popiełuszko - głównie w obiektywie zagranicznych korespondentów.
Przykre wspomnienia. Patrzyłem na te sceny wstrząśnięty – część z nich pamiętałem z kraju, a reszta to już historia oglądana w telewizji za granicą.

12 grudnia 2006 (wtorek)

Dziś trochę chłodniej. Słyszę że mamy w kraju duże pożary buszu. Szczególnie w Victorii, New South Wales i Tasmanii. Ale i w naszym stanie w rejonie Riverland pali się busz. Przy takich temperaturach i bez deszczów to nic dziwnego.
TREE3.JPG

Otrzymałem internetem pismo kulturalno-polonijne Listy z daleka od pani red. Leokadii Komaiszko. Jest to dla mnie bogata lektura a do tego znajduję tam jeden z moich wierszy ( Boże Narodzenie w buszu). Więcej informacji na ten temat w
http://www.polonia.be/Listy-z-daleka/lzd.htm


14 grudnia 2006 (czwartek)


No i rozpoczęła się seria lunchów świątecznych.
Wczoraj wraz z współpracownikami z biura spędziłem miło 2 godziny w restauracji. W piątek i w sobotę kolejne imprezki. A i w ostatnim tygodniu pracy też. Doszło do tego, że ludzie tak przyzwyczaili się to tych spotkań iż zaczeli je traktowac jako… obowiazek i przy okazji wymiany zdań twierdza ze sa … tacy zaganiani…:)

Ostatnio znów pochłaniam książki. Tym razem czytam wiersze Bogumiły Żongołłowicz z tomiku pt. Śmierci nie moje.

(Poznaliśmy się na Polskim Festiwalu w Melbourne.)
Wiersze te powstały na przestrzeni krótkiego czasu. Poetka pogrązona w głębokiej załobie. Załobie po zbyt wczesnie zakonczonym zyciu. Są to liryki – epitafia o bardzo osobistym wydzwieku. Bogumiła przekazała wyjątkowa dogłebnosc sensu zycia i nietrwałość bytu. Mimo wielu osobistych dramatow poetka nie straciła sensu zycia ani tak zwanego trzezwego spojrzenia nie pochłonąl ja marazm. Ona się ubogaciła duchowo. To czuje się w kazdym słowie jej utworów. Przytoczę krótki wiersz z tego tomiku.

przypadek piotra

miał dwadziescia lat
i motocykl harleya
lubił muzykę pink floydów

gdyby nie pewnosc lekarzy
ze nie umiera się bez powodu
byłby dzisiaj wsród zywych


16 grudnia 2006 (sobota)


Dziś znów party. Najpierw spotykamy sie w parku w pobliżu wodospadów, a później w domu u przyjaciół.
Ale o poranku idę na długi marsz. A także (co jest niezwykłym) muszę wpaść do pracy (kończymy pewną fazę projektu) trochę posprawdzać dokumentację, itp.

Wczoraj wieczorem byłem na meczu ligowym piłki nożnej. Zwykle nie chodzę na mecze ligowe (ostatnio, oglądałem na żywo mecz Australia - Nowa Zelandia), ale tym razem ze względu na ostatni występ Romario (gasnącej brazylijskiej gwiazdy) w barwach naszego klubu – ADELAIDE UNITED postanowiłem pójść i zobaczyć. I nie żałuję.
hindmarsh1.jpg

Atmosfera wspaniała, pogoda też. Oprócz tego że nie grano hymnów, to reszta oprawy jak na meczach międzypaństwowych. Występy przed i w przerwie meczu. Na olbrzymim ekranie (widocznym z każdego miejsca stadionu) można było oglądać zbliżenia i powtórki, bo cały mecz był nagrywany przez kilka kamer telewizyjnych.
Atmosfera samego stadionu niepowtarzalna. A siedzi się bardzo blisko boiska, nie ma “zasiekow” ogradzających kibiców od graczy. U nas jest to ciągle rodzinna impreza. Całe rodziny przychodzą na stadion. Jakie to przyjemne…
Romario popisał się golem, a z kronikarskiego “obowiązku” podaję, że wygraliśmy z Newcastle Jets 3:2. Tak że emocji też nie brakowało.

18 grudnia 2006 (poniedziałek)

Ostatni tydzień w pracy… i wakacje. Są firmy które już zakończyły działalność. Oczywiście, wszystkie szkoły też.
Trochę się wczoraj “spaliłem” na spacerze wzdłuż plaży. Lubię tak iść przed siebie szerokim horyzontem otoczony.
Odpoczywam – jest odpływ, marzę – woda cieplutka, środek grudnia – piasek parzy stopy. A na horyzoncie malutkie punkciki wyznaczają obecność ludzi na morzu. Żaglówek, jachtów, niewielkich statków. Nie, kutrów rybackich tu się nie spotyka. Jest czas odpływu, szeroka plaża zabrudzona wysuszoną trawą morską ale mieni się kolorami muszelek wyrzuconych na brzeg. A woda spokojna, z tysiącami malutkich rybek uciekających przed nogami brodzących po wodzie…
Leniwa, grudniowa niedziela na południu świata.
windsurfing.JPG

Właśnie otrzymałem najnowszy zbiorek wierszy od sydneyskiej poetki Eli Chylewskiej pt. Za brama raju. Ela Chylewska podobnie jak ja już ponad 20 lat żyje i pracuje poza krajem. Jest to jej drugi osobisty zbiorek a miała wcześniej udział w kilku antologiach.
Zabieram te wiersze ze sobą na wakacje i tam w spokoju będę je smakował.

19 grudnia 2006 (wtorek)

Miła korespondencja z Ostrowa Wielkopolskiego.
Animatorka kultury i pedagog, pani Lidka poinformowała mnie o odbytym tam wieczorku poezji. Moje wiersze też były prezentowane. Co więcej, przedstawiła moją sylwetkę i powieść którą niedawno wydałem. Co za krzepiąca wiadomość dla mnie. Każdy nowy czytelnik to kropla świeżej krwi dla organizmu twórcy. Dziękuję...

adelaide2.jpg

« Felieton - Święta | Strona główna | Król pawiowej - Felieton »