« Dzienniki - listopad III - 2006 | Strona główna | Dzienniki - Grudzień I - 2006 »

30 listopada 2006

Z szuflady (III)

Czas na lirykę...

Już wiele dni minęło od mojej ostatniej prezentacji wierszy, więc dziś wysypuję z szuflady nie prezentowane jeszcze utwory z różnych okresów, nastrojów i uczuć...

Globalizacja
“Globalizacja - panaceum na szczęście i dobrobyt”

Jemy hamburgery
albo mamy diety cud,
popijamy colą
często jedną z mocnych wód.
Odzież, najlepiej od …
ubierać - taka moda…

Można by tak w nieskończoność.
Problem sięga jednak głębiej, niż dno morza Aralskiego.

Automaty światowego pokroju.
Już nie regionalni lub krajowi,
nawet nie europejscy.
My, interkontynentalni
czyli globalni, niewolnicy sztampy.

A kamień się toczy.
Hollywoodzka choinka medialna, zwana fabryką snów
bawi nas i rozrywa.
Muzyka - to biznes światowy, oprócz disco-polo (bywają wyjątki).
Jesteśmy zintegrowani.
Jeden jest bóg - Mamona,
ona rządzi światem
wraz z kilkunastoma stwórcami naszych zabawek.

Ogólnie - postawa chamstwa i ignorancji, jest dobrze widziana.
Wygasa inteligencja, a intelektualizm jest zgoła archaizmem.

Lokalnie się zdarzy
wyprysk na zdrowym ciele,
bredząc, że tak im źle
gdy wielki brat pościele,
o bogactwie kultur,
różnorodności bycia,
- im tego, co wszystkim
nie potrzeba do życia.
Czy boją się świata ?
czy to opatrzność boska?
Ziemia to nie Kosmos
toż to globalna wioska.

Tak wioska, ale nie koszary - jeszcze nie.
Nie wszystkim imponuje teatr marionetek,
nie wszyscy potrzebujemy kremu przeciwsłonecznego,
a centralne ogrzewanie nie zrobi furory na równiku.
Jak na wioskę przystało,
zachowujmy nasze regionalne walory.
Nie, to nie wszystko…
-CZYSTA WODA,
-POKARM I LEKARSTWA,
-SWIEZE POWIETRZE.
Tylko to i tak wiele.
Z resztą poradzą sobie jednostki.

kwiecień2002
Tassie33a.jpg

Deszcz...

Jesienne krople dżdżu
spływają po szybie.
Ni z żadnej chmury
ni z owego… siąpi
mocząc urojenia
mży delikatnie
niepewności rozmywając
nowiny przynosi
dobrego i złego
w rynnie je przelewa
szumi wiatrem ponaglany
dreszczem wibruje, uczuciami
pluszcze się z wodą w zbiorniku.
Ach te dżdże…
jesienne
rzewnie łkają
melancholię
tak hojnie
rozdają…

Wrzesień 2005


Wyobraźnia

Stanęła przy oknie
wyobraźnia,
wytrzeszczonymi oczami
przyszłości wypatrywała.
Nie tędy droga
moja mała,
zmień przestrzeń,
stoisz w złym wymiarze.
Spójrz, jak żółwio jawi się
kawalkada aut
tak, tam na tej ulicy.

Przesuń się w drugą strefę
a najlepiej od razu
w świat ortogonalny
- pytasz jak to zrobić…

Śnij, śnij wartościami
ale bez nominałów,
lewituj - lecz z ułamkiem grawitacji.
Pamiętaj - nigdy jej całkowicie
nie wytracaj.

Gdyby się to zdarzyło
nie będziesz już
miała możliwości
stania przy oknie.

kwiecień 2002

SUNRISEX.JPG


Sztuka życia.

Marzenie świecy,
zapłonąć w spazmach
uniesienia,
na ołtarzu miłości
dostąpić defloracji
i ejakulacji zarazem,
bezwietrznym wieczorem
aby nie ulec podmuchom.
Za wszelką cenę
nie zgasnąć zbyt wcześnie.
Parafinowy alabaster
nabiera ciepłoty barwy,
mocnym płomieniem
urąga słońcu
- mając za nic
odbite światło od księżyca.
Pulsującym płomieniem
porywa otoczenie do tańca,
ogrzewając ściany
parafinowej czaszy,
aby nie utonąć
i płonie, płonie
żywym ogniem,
aż o świtaniu
oddaje ducha
ostatnim kawałkiem knota.


styczeń 2002


O małych i wielkich

Wielkością mali
niedouczeni, niedopracowani
podsłuchani i podpatrzeni
zauroczeni.

Zabawni wielcy
praworządcy, leworządcy
prześmiewczy i sprzedawczy
ustawodawcy.

Mali z wyboru
lecz pełni treści,
niedosyceni
małością wielcy.

KRZYSZTOF DEJA
OCT’ 1999

Tasmania 166x.jpg

Rzeko...
Całuję twe krople
strugą płynące uczucie
ciepła strumienie
potoki radości podziwiam
rwące szczęśliwości prądy.
Ty, tak ty najdroższa
rzeko mych pożądań
wartkie zakola rozkoszy...
wpłyń i zawiruj magicznie
w deltę marzeń i pragnienia
wchłoń i utul
w spokojnej toni
a na powierzchni
pozostaw... zwątpienia.

KRZYSZTOF DEJA
wrzesień 2005

« Dzienniki - listopad III - 2006 | Strona główna | Dzienniki - Grudzień I - 2006 »