« Marianna Dembińska - Opowiadania krotkie | Strona główna | Z szuflady (III) »

20 listopada 2006

Dzienniki - listopad III - 2006

20 listopada 2006 (poniedzialek)

Powrót z Melbourne.

Po całym dniu wrażeń na Federation Square około czwartej po południu opuściłem Festiwal Polski i przedzierając się przez zatłoczone centrum (niespotykane u nas w niedzielę) pojechałem na zachód.
centrum.JPG

Starałem się ganiać zachodzące słońce. Pędziłem przez nieliczne miasteczka, chłodząc się od czasu do czasu na przystankach. Był gorący wieczór – robactwo jak śnieg rozbijało się o przednią szybę.
arrarat.jpg

A granicę między stanami mijałem już po ciemku. Do domu przyjechałem tuż po północy. Pięknie się wjeżdża do Adelajdy podświetlonymi serpentynami cały czas w dół. I znów muzyka utrzymywała mnie w w nastroju. Po całym dniu wrażeń rozpakowałem się szybko a kieliszek Jack Daniels’a uwieńczył mą podróż.
A dziś w pracy nawet nie odczuwam zmęczenia…

Dorota Masłowska zbiera laury po Pawiu królowej, w postaci jej adaptacji teatralnych, itp.
Jak mi napisała znajoma poetka: mhm... widać, że teraz moda na słowotwórczy rynsztok(??)

22 listopada 2006 (środa)

Po gorących dniach (i nocach) ochłodziło się ale opady bardzo umiarkowane.
Czytałem ostatnio o życiu amiszów. Mieszkają oni głównie w Ameryce. Charakteryzują się tym, że żyją ściśle według Biblii dosłownie ją interpretując…
Ci ludzie nie znają telewizji, broni, komputerów i wielu innych wynalazków cywilizacji ostatnich wieków.
I przy okazji rozbawiła mnie wypowiedź księdza który podziwiając ich “zatwardziałość” w wierze z rezygnacją wypowiada się, że ich nawet nie ma co próbować nawracać :)) Nawracać … do czego? Do tego zepsutego świata? Do obłudy, do bałamuctwa… przecież oni w Boga wierzą. Jeżeli ma tu ktoś kogoś nawracać – to chyba lepiej byłoby aby oni nawracali nas…
My już nawracaliśmy Indian, Aborygenów i wielu innych z wiadomym skutkiem.

Przemyślenia filozoficzne natchnęły nie tylko mnie, oto jeszcze jeden ciekawie ujęty wątek jestestwa:”... może bierze się to z faktu, że kochamy swoje jestestwo trwale zjednoczeni z naturą i zostaje nam to przez nią odwzajemniane - w rodzaju: "Si vis amari, ama" (jezeli chcesz być kochany, kochaj...) Bo z życiem nie należy się zmagać - należy się nim cieszyć (ktoś kiedyś to mądrze ujął...)”. – ale ci moi znajomi są mądrzy :))

24 listopada 2006 (piatek)

Poranki świeże, ale dni już gorące…
Lubię ten okres… czas przedświąteczny, a przy wielu domach już są dekoracje świąteczne, nawet ubrane choinki…
Wspaniałe są niebieskie drzewa które właśnie tak kwitną w tym okresie.
listopadowedrzewa.jpg

Moje książki i płyty są już dostępne we wszystkich dużych miastach Australii oprócz Brisbane. Nie mam żadnego kontaktu z placówką rozprowadzającą książki w tym mieście.


26 listopada 2006 (niedziela)

Sobota wyjątkowa…
Długie spacery plażą – woda ciepła jak w wannie. A przed tym wizyty w miejscach których wcześniej nie znałem. Na przykład tereny college’u św. Piotra. Bardzo interesujący campus – jakby żywcem wzięty z Anglii. Wiktoriańska architektura, place sportowe, wypielęgnowane trawniki i ogrody.
st. Peters3.jpg

28 listopada 2006 (wtorek)

Na maleńkiej uliczce mój dom przycupnął, gdzieś w połowie wzniesienia terenu – cichutko wśród zieleni z widokiem na okolice raczej umiarkowanym. Ale drzewa wokół rosną. Dzielnica jest wschodnio-północną częścią miasta. A te rozległe jest, to właściwie zlepek rozłożystych dzielnic na południowym skraju stanu i kontynentu z kilometrami plaż przyczepionych do zatoki oceanu Południowego.
A i stan jest południowo położony i kraj-kontynent też…

To niezmierzony obszar czerwonej ziemi rozgrzanej słońcem i oblanej dookoła wodami oceanów.
A wszystko to na globie zwanym: Ziemia. Trzecia planeta w kierunku Słońca, naszego centrum. A my mamy tylko jeden księżyc.
Nasz system należy do Drogi Mlecznej a ta sąsiaduje z Andromedą.
I to już tak podobno 15 miliardów lat…

Co jeszcze mogę napisać?
Przecież to już cały Wszechświat!
Więc i my…
Mrówka i słoń,
Wieloryb i rozwielitka
Gwiazdy i Ty.
plaza6.jpg

30 listopada 2006 (czwartek)

Z samego rana już 30 stopni ciepła.
O dziwo, w czasie marszu nie atakują mnie muchy… mówi się że od nowego roku czeka nas kolejny stopień zaostrzeń w używaniu wody. A na deszcze raczej się nie zanosi.
Umarł Leon Niemczyk – jeden z moich ulubionych aktorów starszego pokolenia. Niezapomianym jest dla mnie film Pociąg Kawalerowicza - z nim w roli głównej. A i parę innych.
Niemczyk był rekordzistą i to w wielu dziedzinach - nikt w Polsce jak on nie grał w tylu fimach (ponad 400), nie miał tylu żon (6), tyle razy uciekał ( i Niemcom i z komuny)… I tym podobne.
Bujny życiorys, trzeba przyznać.


« Marianna Dembińska - Opowiadania krotkie | Strona główna | Z szuflady (III) »