« Hist(oe?)rycznie.... - Felieton | Strona główna | Trójka z plusem - Felieton »

1 listopada 2006

Dzienniki - listopad I - 2006

1 listopada 2006 (środa)

U nas dzień jak co dzień. Nie ma święta, nie ma odwiedzania grobów.

Jak zauważyłem, tu na antypodach w takie dni jak Dzień Matki czy Dzień Ojca robi się gromadniej na cmentarzach… oczywiście, niczym się to ma do tłumów przewijających się przez polskie cmentarze w Wszystkich Świętych czy w Święto Zmarłych. Tu się podjeżdża autem pod kwaterę z rzadka zapala świeczkę, raczej przynosi jakieś kwiaty (nie koniecznie chryzantemy, które tu wcale nie kojarzą się z cmentarzem).
Nie ma ulicznych sprzedawców, nie ma wieńców, nie ma grobowców... tylko skromne tablice na wielowyznaniowych cmentarzach... Obok kwatery żydów jest kwatera muzułmanów a dalej ortodoksów i katolików... Wielki dom pogrzebowy w centrum posiada parę kaplic do odprawiania kilku naraz ceremonii pogrzebowych. Coraz częściej bezwyznaniowych.
Oczywiście mówię o współczesnych cmentarzach bo na starych widuje się duże grobowce... i pomniki. Ale to już historia.

BUSZ6.JPG


3 listopada 2006 (piątek)

Czytam książkę Zbigniewa Zołoteńkiego pt. Pamiętnik emigranta wcześniej urodzonego.
Wciągnął mnie ten facet… Ma poczucie humoru, szeroką wiedzę i zainteresowania. I ciągle pisze… a właściwie przepisuje, bo ma całą szafę brulionów w których zapisywał w formie dzienników i luźnych notatek przez wiele lat, dzieje w których przyszło mu żyć…
A MA JUŻ BLISKO 93 LATA. I CIĄGLE MU SIĘ CHCE… NIESAMOWITE.

Ciągle przejawia zainteresowanie innymi i jest taki ciepły i bezpośredni z innym człowiekiem. Nie spotyka się teraz takich ludzi…
Odwiedziłem go na krótko, a już słuchałem jego płyty CD na której śpiewa, przeglądałem artykuły ktore napisał (ponad 300) grałem na jego gitarze – przywiezionej jeszcze z Niemiec (tak na oko, dorównuje wiekiem właścicielowi) i zjedliśmy razem truskawki w słodkiej polewie śmietankowej. Na tej gitarze to grała jego – od 10 lat nieżyjąca - żona.
Takich popołudni się nie zapomina – już z niecierpliwością czekam aby go znów odwiedzić.

Wczoraj wieczorem byłem w studio radiowym 5EBI-FM gdzie nagrywano ze mną wywiad, a dziś w godzinach wieczornych to pójdzie na antenie. A w poniedziałek, następny… rozwywiadowałem się ))

dzienniki1.jpg


5 listopada 2006 (niedziela)

Wczoraj popuściłem sobie i moje “łakomstwo” alkoholowe dziś daje się we znaki…
Okazja była ku temu znaczna, bo 50 urodziny kolegi… więc pozwoliłem sobie z niepohamowaną chęcią na degustację najrozmaitszych alkoholi… A i do tego smaczne potrawy rożnych kuchni wraz z deserami nie służą samopoczuciu na drugi dzień…
Siedzę, piszę i odpoczywam po imprezie…
Oczywiście, dziś o żadnym marszu mowy nie ma…


7 listopada 2006 (wtorek)

Wczoraj na ogólnoaustralijskiej antenie radia SBS ukazał się wywiad ze mną poparty wierszem. A w sobotę podobno w melbourneńskim radio też w audycji byłem prezentowany. To dobra promocja przed zbliżającym się Festiwalem Polskim w tym mieście. Też tam bedę w charakterze podpisującego czytelnikom swe książki na stoisku POLONIA BOOKSHOP. To podobno wielka impreza – w tamtym roku przewinęło się 30 tysięcy ludzi… Jeszcze nigdy na tym festiwalu nie byłem.
M.JPG

9 listopada 2006 (czwartek)

Co dla mnie ważne…
Robię to co czuję i proszę mi w tym nie przeszkadzać…
W tej chwili najważniejsze dla mnie Toujours L’Amour Procol Harum.
Nawet życiorys Mahometa schodzi na dalszy plan. Masakry niewiernych, wojny między Medyką a Mekką, ani 114 sur nie robi na mnie teraz większego wrażenia ani liryczne zachwyty Iwy nad Sai Babą, nawet hollywodzka muzyka Prince Charming, ani najnowsze wiadomości dnia dzisiejszego…

Ja też mam ważną wiadomość…
Idąc o poranku rozdeptałem z chrzęstem skorupę ślimaka który znalazł się na mej drodze, a nie zadbał o bezpieczeństwo. I ja z całym niedbalstwem homo sapiens wstąpiłem na niego podniszczonym butem Nike – jednym krokiem zakończyłem jego tragiczny żywot… I to mi teraz siedzi na sercu… Właściwie, jak naturalnie umierają ślimaki? Ze starości? Usychają?

« Hist(oe?)rycznie.... - Felieton | Strona główna | Trójka z plusem - Felieton »