« Dzienniki - październik II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - listopad I - 2006 »

30 października 2006

Hist(oe?)rycznie.... - Felieton

Właśnie minęła czterdziesta rocznica zniesienia przez papieża Pawła VI “Indeksu ksiąg zakazanych”

który obowiązywał w Kościele od 1559 roku. No i katolicy zaczęli zaglądać do ksiąg wcześniej niedostępnych pod groźbą klątwy. A w ostatnich czasach wręcz rozczytują się w „Kodzie Leonarda da Vinci” w Ewangieliach Tomasza i Jezusa, a i Harry Pottera nie odpuszczą choć Kościół oficjalnie te książki odradza.
Kościół i tak był zdecydowanie bardziej postępowy od najbardziej „nowoczesnego” ustroju – systemu politycznego zwanego komunizmem. Bo ten choć u nas w kraju ojczystym nigdy się w pełni nie rozwinął to zakaz na pewne publikacje obowiązywał do końca, czyli do 1989 roku a nawet trochę dłużej... Bo tak naprawdę to wielu ma dziś wątpliwości czy tak zwany koniec... był tym końcem właściwym.
Ciekawe, że niektórzy współcześni politycy myślą o wprowadzeniu znów czegoś podobnego. Coś na modłę zakazu pewnych publikacji a i o przepisywaniu historii się mówi.

A jeżeli już... to trzeba zacząć od samych początków.
No dobrze, ale jak uczyć naszych milusińskich o takim pierwszym z brzegu... Mieszku pierwszym. Niby on ważnym władcą był bo chrześcijaństwo w Polsce wprowadził, ale takim świetlanym przykładem moralnym to on nie był.
Aby nie być gołosłownym wypada przytoczyć słowa najwybitniejszego kronikarza tamtych czasów Galla Anonima. Oto jego myśli i dosłowne zapiski:
... Mieszko I „uratował naród od śmierci w pogaństwie”, przyjmując chrzest w 966 r. A czas już był po temu najwyższy, bo wcześniej wiódł życie rozpustne i "wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał". Znudziły mu się jednak, bo "zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka", która sprowadziła go na dobrą drogę. Co prawda, niezbyt Polsce życzliwy kronikarz Thietmar twierdził, że Mieszko zmuszał ją do łamania Wielkiego Postu, a nasz pierwszy biskup Jordan "ciężką miał z nim pracę", ale nakłonił go do poddania się rygorom moralnym. Skutki tej edukacji były chyba dość powierzchowne, bo po śmierci Dąbrówki polski książę szybko i "bez zezwolenia Kościoła poślubił mniszkę" Odę, co "spotkało się z potępieniem wszystkich dostojników Kościoła".

A co o innych królach napisać... O królu Stanisławie Auguście Poniatowskim co to go pieszczotliwie (pogardliwie?) królem Stasiem nazywano?
Ten, w dniu imienin carycy Katarzyny II zrobil jej prezent i podpisał akt abdykacji...
Nie czas tu rozwodzić się nad życiorysami innych pomazańców Boga - jak ich nazywano. Wiele niechlubnych kart w naszej historii i przepisywanie tu nie pomoże, no chyba że zatrudnimy współczesnego... Jana Chryzostoma Paska.
Tassie31a.jpg

O wodzu Piłsudskim też można by western nakręcić... na przykład „15.10 do Yumy”. Szkoda, że John Wayne nie żyje. Wąsy i brwi by się doprawiło i jak żywy.
A czym bliżej współczesności – tym gorzej. Człowiek gubi się w gąszczu teczek, haków i innych kwitów.
Patriota – czy agent?! Zdrajca – czy uczciwy działacz społeczny?!

Poczekajmy z tym przepisywaniem historii do następnego milennium. Bo i komu tu wierzyć?

Jak przyjmiemy taki sposób działania to kolejne rządy skupią się tylko na przepisywaniu historii i rugowaniu innych ze stołków, a zwykłym ludziom będzie coraz gorzej. Nie tędy droga.
Żyjmy i cieszmy się chwilą. Bo dobra chwila przemija... a zostaje pustka.

Wasz Chris

« Dzienniki - październik II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - listopad I - 2006 »