« Świat według Zena - Felieton | Strona główna | Hist(oe?)rycznie.... - Felieton »

15 października 2006

Dzienniki - październik II - 2006

15 października 2006 (niedziela)
Dziś spotkanie autorskie w Domu Polskim w centrum Adelajdy.

O 2.30 po południu przyszła grupa entuzjastów. Tłumów nie było. Ze strony technicznej miałem doskonałą opiekę Andrzeja Strzeleckiego. Pięknie brzmiały wiersze w doskonale nagłośnionej (całkiem dobra akustyka) sali SPK. Ludzie żywo reagowali na prezentacje. I to było miłe. Kontakt z czytelnikiem czy potencjalnym czytelnikiem - to jest bardzo ważna sprawa z której kiedyś nie zdawałem sobie sprawy.
Było kilku przyjaciół, co dopełniło smaczku tego spotkania. Całość prowadził nieoceniony, pan Wacław Jędrzejczak. Poniżej publikuję zdjęcie ze spotkania.
prezentacja2.jpg


17 października 2006 (wtorek)

Niezmiernie miła przesyłka nadeszła od Pana Zołoteńkiego. Ten 93-latek jak żywe srebro… przysłał mi liścik i kilka fotografii ze spotkania w Polish Hill River.
Trzeba zaznaczyć, że jest ciągle aktywnym fotografikiem.
Ileż w tym człowieku humoru i energii – dwa razy młodsi od niego, nie sprostają mu w wielu sprawach… Błyskotliwość umysłu, dowcip… on jest niesamowity!


19 października 2006 (czwartek)

Zauważam, że ten dziennik robi się… albumem fotograficznym.
Od początku zakładałem, że nie będę tu publikował swoich zdjęć a tu… ciężko się oprzeć w takich sytuacjach…

Dosięga mnie wspaniała (dla mnie) wiadomość – Moja płyta została nagrodzona w kraju na Polonijnym Festiwalu Multimedialnym “POLSKIE OJCZYZNY 2006”.
To piękne; impreza dużej rangi – pod patronatem dwu prezydentów: Lecha Kaczyńskiego i Ryszarda Kaczorowskiego – dla polonii świata. A i twórcy z Polski brali w tym udział. Więcej informacji na ten temat w Przeglądzie Australijskim (Australink.pl) i w Pulsie Polonii który też nagodę otrzymał. Gratuluję…, jak również księdzu Szablewskiemu za nagrodzone sfilmowane spektakle teatralne.
Australijska diaspora trzyma się mocno na rynku kulturalnym…Czyli: NIE SAMYM CHLEBEM RODAK NA OBCZYZNIE ŻYJE…

21 października 2006 (sobota)

Niesamowite… Idę o poranku i kontempluję horyzont – mam widok 180 stopni na wszystkie strony i,….dookoła nieskazitelny błękit na niebie, Nie ma nawet najdrobniejszej ryski siwej, najdrobniejszego obłoczka… Tak będzie coraz częściej.
IMGP1655.JPG

Już myślałem, że nigdy więcej taniej benzyny nie zobaczymy, a tu znów litr bezołowiowej oscyluje w granicy dolara… A i linie lotnicze zaczynają rezygnować z dodatków paliwowych przy cenie biletu, co wiąże się z opłatą tańszą o $10 - $15 dolarów na bilecie do Europy czy USA.


23 października 2006 (poniedziałek)

Robi się gorąco…
Komputer pochłania mi sporo czasu, a jednak mało piszę, mało czytam. A propos dostałem dziś od red.Basińskiego numery czasopisma KURIER ZACHODNI wydawanego w Perth (Australia). Interesujące artykuły i poziom techniczny jak i jakość bez zarzutu choć pismo boryka się z problemami finansowymi.
Znam receptę na te bolączki; wrzucić parę szokujacych zdjęć Paris Hilton na party, czy Dody i jej bramkarza w uniesieniach - od razu poprawi się sytuacja pisma…


25 października 2006 (środa)

Ciosy nas dosięgają wszędzie…
Niezrozumienie – broń obosieczna. Ponure chmury choć lazur na niebie, a po drodze biblijne panny kłaniają się nisko. Dosięgam szczytu ucisku… choć wcale mi tam nie śpieszno. Zachwyt gdzieś uwiądł choć wiosna w pełni. Nie fascynują perliste czereśnie, ani tańsza benzyna… Proza brutalnie daje się we znaki. Zakola jaźni oślepiają oczy, te czerwienieją… nie, nie ze złości… może bezsilność? może przegrana? może niestrawność dnia codziennego?
Czy to tak?, a może inaczej – czy to już było ?
Pytania… od początku do końca, niestety pozostają bez odpowiedzi…
A życie płynie pióropuszem polnego mlecza.

Dzisiaj widziałem się w telewizji POLONIA w programie “Polskie świeto w australijskim buszu”. To reportaż z Polish Hill River emitowany przez ten kanał dwukrotnie.


27 października 2006 (piątek)

Umówiony jestem na następny wywiad radiowy… w czwartek wieczorem.

A mając teraz możliwości ściągam najlepsze utwory z albumu, który przez te wszystkie lata wypatrywałem w Australii, a tu ani śladu po nim… mówię o dawnej płycie Procol Harum pt. Grand Hotel.
No i marzenia się spełniły, mam już spore archiwum muzyczne tej grupy. Nie licząc starej płyty winylowej pt. Procol Harum: LIVE. The concert with the Edmonton Symphony Orchestra and the Da Camera Singers - którą przechowuję jak… relikwię.
To już historia… historia muzyki.

wiosna551.jpg

30 października 2006 (poniedziałek)

Zmiana czasu na letni…
Szczerze mówiąc to się cieszę, bo zegar zbliża nas do naturalnego “czasu” i do mojego zegara biologicznego. Kiedy słońce wstaje ja też już się budzę… z kolei wieczorem kiedy robi się ciemno i moja aktywność zamiera…
Nie wszystkie stany zmieniają czas. Często jest z tym bałagan… bo nie dość że na kontynencie mamy trzy strefy czasowe, to jeszcze jedni zmieniają inni nie. Taka Tasmania już zmieniła 1 października, inni chcą zacząć zmieniać na próbę (testować 3 lata i później w referendum się wypowiedzieć ) – kołomyja. Ale jakoś wszystko się kręci. Nie mamy zamachów stanu z tego powodu… ani teczek, ani haków… w ogóle to strasznie nudne życie… Tak na dobrą sprawę, to nie wiadomo kto tym krajem rządzi – tak rzadko ich widać w telewizji, a w radio to już w ogóle prawie o nich nie slychać… nie mówiąc o gazetach.

« Świat według Zena - Felieton | Strona główna | Hist(oe?)rycznie.... - Felieton »