« Marianna Dembińska - Opowiadania cz.VI | Strona główna | Rzeka polskiego wzgórza - Felieton »

15 września 2006

Dzienniki - wrzesień II - 2006

15 września 2006 (piątek)

Doskonała pogoda, a życie toczy się spokojnie. Wręcz nudnawo… spokojny dzień za dniem.

To chyba dobrze… bo los szczędzi nam uniesień, ale też przykrości i stresów.
A z moją alergiczną niechecią do funkcjonowania w stadzie to dobra sytuacja.
Jak powiedzial J.Joubert : Wyobraźnia jest okiem duszy. I mnie to wystarcza.
bottlebrushmaly.jpg

A krzewy bottle brush w pełnym rozkwicie. Jest tak soczyście.

18 września 2006 (poniedziałek)

Znów sobotnia długa wyprawa z dzieckiem. Zaliczyliśmy spore wzgórze z przyległościami. Szliśmy wzdłuż potoku ukwieconego białymi kaliami. Wstąpiliśmy w ruiny niezidentyfikowanego przez nas pochodzenia ( pisałem już kiedyś o nich ) I obeszliśmy dziurę dawnej kopalni srebra. A później skrajem wzgórza - roztaczał się widok na miasto – schodziliśmy powoli w dół.
Pogoda dopisuje – jest pięknie. Dziś o poranku było 20 stopni.
RUINY1.JPG

Dowiaduję się o wypadku w którym uczestniczyło dziecko mojej znajomej w Polsce. Oburzające!!! Nikomu z „urzędu” nie przyszło do głowy aby powiadomić o tym matkę. Całkiem przypadkowi ludzie dają znać, a ta przez dwie godziny wydzwania po wszystkich szpitalach aby sie dowiedzieć, gdzie jest jej syn.
Gdzie etyka pielęgniarki, lekarza…? gdzie policja która była na miejscu wypadku?
Nikogo nic nie obchodzi?! STRASZNE!

Parę lat temu miałem wątpliwą okazję być w szpitalu (tylko po poradę) i obserwować jak personel (lekarze) traktuje pacjentów (szczególnie tych młodych).
PRZERAŻAJACE! Kompletnie inny świat!

20 września 2006 (środa)

Czas mi leci szybciutko – tydzień za tygodniem przelatują.
Trochę “męcze się” nad felietonem. Kiedyś tematy wylatywały jak magikowi z rękawa, a teraz wena mnie opuściła. I wymyślam, koncypuję i sklecam. Główny punkt w powstaniu felietonu to to, że: nie może być podobny do żadnego znanego mi wcześniej, tak tematyką jak i formą. To musi być 100% moje. Mćj temat, mój styl. Jak już podłapię koncept… to leci .

22 września 2006 (piątek)

Dostaję miłą korespondencję tak z Polski jaki i innych stron świata. Jak to wszystko sie teraz zbliżyło. Wymieniam poglądy z osobą oddaloną o tysiące kilometrów, tak jakbym był w sąsiedniej dzielnicy… Tak współczesny świat pod względem komunikacji ludzkiej - to teraz dzielnice.To nie to co kiedyś. List szedł miesiącami, a połączenie telefoniczne jak już się dostało to graniczyło z czarną magią.

Wydarzenie dnia – czytam wiadomości z Polski. Oto co mówi Premier o swoim zastępcy i ministrze rolnictwa : WARCHOLSTWO!
Vicepremier i minister rolnictwa o premierze: CHAMSTWO!
Co można jeszcze do tego dodać… NO COMMENTS.

25 września 2006 (poniedziałek)

Weekend zimny i deszczowy. No i zmokłem na sobotnim marszu. Ale już parę godzin później w czasie spaceru z rodziną było całkiem przyjemnie.
Sobotę spedziłem rodzinnie a w niedzielę byłem na Konkursie Młodych Talentów Polonii – 2006. Piszę o tym w osobnym felietonie, więc nie będę się powtarzał.
botanic1.JPG

Ciągle dostaję budujące recenzje moich utworów. Tym razem z Kanady i z Wloch. U wszystkich którzy przeczytali powieść powtarza się jedno zdanie: czyta się jednym tchem… A dla mnie to ważne bo poglębia sens tego co robię.


27 września 2006 (środa)

W Polsce wyświetlają właśnie film SAMOTNOSC W SIECI.Interesujące jak różny może być odbiór. W NASZYM DZIENNIKU ukazała się recenzja krytykująca ten film pod każdym względem, a jednocześnie dostałem całkiem inną opinię mojej czytelniczki którą obszernie przytoczę bo jest bardzo interesująca.

Jestem po lekturze artykułu p.Piotra Czartoryskiego-Sziler pt."Film o grzesznej miłości" z Naszego Dziennika przedrukowanego w Pulsie Polonii dnia 19 wrzesnia 2006 roku. A chodzi o film polski pt. “Samotność w sieci” ktory wlasnie wszedl w Polsce na ekrany.

Nie ukrywam swojego zdziwienia wyrażoną ….opinią. Autor zaciekle krytykuje ten film..<,>
Swoje poniższe wrażenia spisuję tuż po projekcji filmu, który dla mnie okazał się przeżyciem dużego formatu.
"Niemoralny film" jest świetnym wartościowym obrazem o głęboko schowanych (bo niemodnych, nie pasujących do współczesnej gonitwy za karierą i kasą ) zakurzonych wartościach, tych które jako jedyne zachowują i pielęgnują nasz wymiar człowieczeństwa oraz o wyborach, w których najczęściej podążamy (gramy) za modą, falą zapominając o prawdziwych, otwartych postawach kierowanych sercem. To mądre przesłanie dla współczesnych, czerwone światełko dla wielu, by ujrzeć bylejakość własnego życia; chwila na STOP i spojrzenie sobie w twarz. To samotność w sieci, którą opleciona jest nasza rzeczywistość dnia nastawianego na konsumpcję, na modne trendy i preferowane (wygodne i dające łatwe profity) postawy. To wielka rzesza samotności w tłumie - a tłum, to nie tylko ulica, to również znajomi, przyjaciele, praca, nasze domy i rodziny. Historia bohaterów , którzy zdecydowali się powiedzieć sobie samym STOP, jest tłem do przekazu tych właśnie problemów współczesności. Nie ma tu krzty niemoralności, gry, "poszukiwania wrażeń", zepsucia, nic się nie dzieje na siłę i za każdą cenę, nie ma amoku. Jest wiele mądrości, wewnętrznych rozrachunków oraz subtelne poszukiwanie, odkrywanie i zaakceptowanie siebie w zgodzie z wartościami. A i akcja nie toczy się mdławo, marudnie, czy jest zawiła. Przy akompaniamencie spokojnej muzyki z ekranu emanuje nastrój "szczególnej chwili". To trudne i niełatwe decyzje dla bohaterów - jest i ich strach, lęk, obawy czy to właściwa droga ale również świadomość ich dojrzałości i wiary w słuszność wyborów.

A swoją drogą (idąc dalej śladem w/w artykułu), łatwo nam przychodzi spłycanie ważnych tematów - istotnych elementów naszej egzytencji. Ci, którzy na "Samotność w sieci" patrzą wyłącznie powierzchownie - albo filmu nie oglądali (jedynie patrzyli na przesuwające się obrazy), albo mocno zachłysnęli się wygodą "pustego życia" - to tylko "biorcy".

Idąc do kina zupełnie nie spodziewałam się, że zobaczę dobry film o wielkim szacunku dla CZŁOWIEKA. Bardzo się cieszę, że go obejrzałam.
Poruszająca recenzja. Ciekawy jestem opinii innych którzy to obejrzeli.


29 września 2006 (piątek)

Właśnie rozpoczynam długi weekend. Do wtorku wolne. Ale nigdzie w tym roku nie wyjezdżam. Jestem na etapie wymiany komputera. Stoi w pudłach gotowy do rozpakowania. I to dziś wlasnie będzie mnie absorbowało.

W Polsce dzieją się w polityce dość wesołe (dla wielu dramatyczne) historie, ale nie będę tego komentował. Wychodzę z założenia że nie powinienem wtrącać swego zdania skoro to mnie bezpośrednio nie dotyczy, nie ja wybierałem i nie mnie oceniać sytuację.


30 września 2006 (sobota)

Jak już wspominałem dziś długi weekend no i zostawiłem rozkładanie komputera a wybrałem się na rodzinną eskapadę po okolicy.
Najpierw spacery po górskim ogrodzie botanicznym. Mount Lofty Botanic Garden o tej porze roku jest tak kolorowy... Rododendrony rozkwity w różnych kolorach. Całe aleje wyścielane różnobarwnym kwieciem. Jest tak świeżo...
botanic2.jpg

Później przejażdzka po dalszej okolicy - Handorff, Mt. Barker - spacery i postój w kawiarnii na pysznej kawie. A po południu, reszta dnia w domu na rodzinnym obiedzie.

A tego dnia też wielki finał piłki australijskiej - Aussie Rules Footy.
Widziałem tylko koncówkę (ostatnią część) - było to niezwykle pasjonujące widowisko. I co najważniejsze bez chamskich przepychanek. A wynik meczu ważył się do ostatniej sekundy. No i pytanie - gdzie jeszcze na świecie, kiedy obydwie drużyny grają na wyjeździe (o kilka tysięcy kilometrów oddalonym) na meczu zgromadzi się 98000 kibiców... Tylko w Melbourne.


« Marianna Dembińska - Opowiadania cz.VI | Strona główna | Rzeka polskiego wzgórza - Felieton »