« Dzienniki - wrzesień I - 2006 | Strona główna | Młode talenty - Felieton »

6 września 2006

Mój gość - Paweł Sarna - poeta

Paweł Sarna – poeta o pewnym smaku, nie trzymający się swego cienia

- tak bym krótko określił jego twórczość, choć znam ją tylko szczątkowo. A więc przytoczę słowa innych, lepiej znających tak Jego jak i twórczość Poety.
bialy.jpg
Tomik Pawła Sarny pt. „Biały OjczeNasz” wbrew tytułowi nie jest tylko wyznaniem wiary, choć religijna stylizacja i pewna wzniosłość wydają się podpowiadać taką interpretację. Poezja ta jest także modlitwą codzienności. Ukrywa się w niej jeszcze historia o dojrzewaniu, o poszukiwaniu własnego miejsca w „domu Ojca”. Poeta, żonglując elementami łatwo rozpoznawalnej tradycji literackiej, opowiada w niebanalny sposób o wpisywaniu się poety w życie, w zwykłą-niezwykłą codzienność. Paralelizm tej poezji wyzwala obecność wielu planów, na których równocześnie rozgrywa się symboliczna walka syna z Ojcem.
Aldona Szukalska: „Pro Arte”

(…) Paweł Sarna, urodzony w roku 1977, nie żałuje słów, jego obrazy poetyckie są bogate w realia i w fantazjowanie, w dosłowność i metaforę, w wyzywającą ironię i w skrywany jakby wstydliwie smutek. Są krajobrazy prawdziwe i symboliczne, postacie ludzkie i boskie, wielbione i odtrącane, przyjazne i wrogie. Czas, kiedy "Wszyscy będą ci bliscy" (jak zapowiada w tytule jeden z wierszy) jest utopijną przyszłością, tęsknota za nią trwa w nas. Ojciec istnieje w tej poezji w wielu osobach: jest białym, ale i czarnym Ojcem niebieskim, jest czułym i groźnym ojcem rodziny, jest także mitem Autorytetu, którego najczęściej daremnie szukamy. Nasz świat powstaje w wielkiej męce, w nadziejach, rozczarowaniach, udrękach: "Płonie/ nasz dom. / Budujemy na ogniu."
Helena Zaworska, „Czytelnia”

A mnie nie pozostaje nic innego jak zaprezentowac próbkę jego twórczości. Dla zainteresowanych podaję też adres gdzie można więcej dowiedzieć się o Autorze jak i jego książkach. http://literackie.pl/autor.asp?idautora=74&lang=PL
Miłej lektury
Krzysztof


Bezrobotny Lucyfer
dlatego się burzą morze i giełda
jesteś za morzem jesteś
po drugiej stronie
i tamto słońce inaczej cię zmienia
i giełda największa z rzek
wylewa dla ciebie jasny prąd i powiew
dla ciebie żyzne są ziemie
pod twoją obronę uciekają się
dzieci tego świata moja mała au pair
pracuję nocą

i pada plaga jakbym pluł ogniem
i płonie zboże i sypie się
sól na podłogę i rtęć
płynie drogą pracuję nocą
(dlatego znikają hałdy) i dym się roznosi
i piekło
wychodzi z objęć

spróchniałe są granice i burzą się
morze i giełda
przeze mnie
grad i zaćmienie

urzędy płoną
od podań i nocą piszę
i nocą roznoszę ulotki życiorysy swoje rozlepiam
i zdjęcia ale nie jestem poszukiwany
i wszyscy mnie znają i zdjęcia
i mój życiorys
podają sobie chociaż nie jestem
poszukiwany

chciałbym zbudować dom
albo przepłynąć morze

wyjdę nocą z pochodnią
pracował będę nauczał o tobie
pod twoją obronę uciekamy się
racz nie gardzić

chciałbym zbudować dom
nad samym morzem
zbuduję stos.

Tassie37a.jpg

To tylko burza

to tylko burza, więc czemu wracać,
to tylko morze tak mówi głośno,

pomyśl o tych wszystkich
i tych wszystkich rzeczach,
których już ci nie żal,
ale kiedy wchodzisz w wodę coraz bardziej
jasną,
słyszysz właśnie o nich, jasno
słyszysz o nich,
bo to mówi morze, inaczej nie umie.

(ogień, w którym płonę
i ogień, w którym
płoniemy oboje tak jasno,
a kiedy gaśnie światło,

to jest nam mniej ciasno).

Pomyśl o tym ogniu,
którym morze mówi
przeze mnie, przez ciebie,
gdy idziemy w burzy.

Ależ nie, nie bojąc się

Pójdziemy wzdłuż rzeki i pewnie
wybuchnie, choć nie do końca zaskoczy nas,
burza – strzelają i krzyczą na drugim brzegu,
i spłoszone stamtąd,
od zawsze przecież, nadlatują ptaki – i powiesz,
że „nie pojmujesz, że można samemu
wzdłuż brzegu,
choćby do następnego mostu,
nie bojąc się”… Ależ nie! nie bojąc się. Pójdziemy
wzdłuż rzeki, a życie, jak już mówiłem,

będzie się toczyć szczęśliwie, będzie
się toczyć, i powiesz,
co mówisz zawsze, że w żadnym razie
nie starczy nam
czasu, i wtedy się potknę
i powiem, że właśnie znalazłem
krzesiwo, bo znajdę,

i wtedy cię wskrzeszę.

Przez mosty pójdziemy

Nikt mniej nie lubi
nikt mniej nie lubi ciszy
z mostami będziemy
się w chowanego bawić
przez mosty pójdziemy

a mosty będą nam śpiewać
i mosty będą nam liczyć
nikt piękniej nie śpiewa
niż most
nikt mniej nie lubi ciszy

jest zima i mosty
śpiewają najpiękniej
piosenkę o ludziach
porwanych przez most
nikt mniej nie lubi ciszy

to jest piosenka to jest
piosenka o ludziach
znalezionych przez most
most śpiewa
tak śpiewa.

Tassie38a.jpg

Samotny czerwony żagiel

i gdybym wchodził,
gdzie piołun i grząsko – gdybym się nie bał
to mógłbym pewnie
także nie tęsknić
i swoich zmarłych miałbym
w zieleni i gąszczu
– to miałbym światło
pod stopami nad sobą
żagiel
zrobiony
z twojego żołądka

i wykorzystałbym twoją tęsknotę

by płynąć – gdzie skały ostre jak oset
koszone przez morze
– płynąć szybciej i mógłbym kierować się
twoim głodem

który żołądek pamięta
pamięta i obręcz
mógłbym tę obręcz

przecinać na wodzie
i gdybym jeszcze nie zaznał tęsknoty –
choć byłbym
jak oset
jak oset mocny
– byłbym nikim

bo przecież o tym
śpiewają mosty.


Pocztówka z robakiem

usiądźmy na wydmie
wygląda solidnie
a morze
roześle pocztówki z robakiem
do naszych znajomych

bo teraz w morzu
są nasze drogi koleje żelazne uściski

(w morzu jest robak
czerwony robak
to nasza flota

za wydmą jest radar
i szklana gwardia)

i co zbieramy w drodze
to cenne co trzęsie się
z nami jak szkło
zabiera morze
jest teraz w morzu

już kutry płyną na połów.

A może cię ogień

i może już będziesz
mocniejszy bo jasne są
dłonie i dotyk
jest ci potrzebny

dłoń co ze skały powstała
a potem spoczęła
w ogniu
i może cię ogień przemieni

bo z mrozu się biorą pająki
na mrozie
oset rośnie i trzęsą się
trzęsą się mosty

bo śliskie są twoje stopy
mocne są dłonie
co karmią ogień bo kocha cię
ogień czy wierzysz.

Tassie39a.jpg

« Dzienniki - wrzesień I - 2006 | Strona główna | Młode talenty - Felieton »