« Marianna Dembińska - Opowiadania cz.V | Strona główna | Mój gość - Paweł Sarna - poeta »

1 września 2006

Dzienniki - wrzesień I - 2006

1 września 2006 (piątek)

Kosy dziś zwariowały. A z nimi skowronki. Śpiewają jak najęte.

Nic dziwnego jest 27 stopni i słonecznie.
Taką pogodę to lubię. Na język mi przychodzi... polska pogoda. Tak, po upalnym lecie w Polsce teraz na długo zostanie mi takie skojarzenie... nawet jak wiem, że to było dość krótko. Tak się rodzą skojarzenia, legendy...
A wieczorem siedzę i słucham Jethro Tull. To moja ukochana grupa...(pardon, kapela) muzyczna.
Dostaję tyle miłych słów zewsząd w związku z moją książką i płytą.
Słowa te należą się również Andrzejkowi Siedleckiemu za doskonałą prezentację i Robertowi Wolfowi za piękny klimat w który ubrał moje słowo. A i Andrzejowi Strzeleckiemu który to wszystko razem złożył. Pracował nad tym wspólnie z Robertem... no i efekt jest! To jest bardzo miłe.
Mam już specjalny kalendarzyk w którym wpisuję tylko spotkania promocyjne. Będzie tego sporo i oczywiście będę o tym wspominał.


3 września 2006 (niedziela)

Wczoraj długa, poranna wycieczka ze Stanem w busz przy pięknej pogodzie, a wiosna się „pindrzy” na każdym kroku...
dzienniki3.jpg

Dziś dzień Ojca...
Dostaję tyle miłych prezencików. A wśród nich DVD z moim „upragnionym” (zawsze sobie obiecywałem to kupić), filmem Big Country, znanym w Polsce pod tytulem „Biały kanion”.
Muzyka tam piękna, plenery, aktorzy, a i tematyka filmu niebanalna jak na western.
Pogoda już nie ta co wczoraj (a było pysznie ... 28 stopni), jest wietrznie i chłodno.. No nic, za dużo szczęścia na raz... nie uchodzi.

Acha, ogladąłem wczoraj w telewizji koncert Nigela Kennedy’ego z polską orkiestrą kameralną. Grali... Purple Haze... Hendrixa. Myślę, że sam Jimi szybko nie rozpoznałby swej kompozycji. Tak ja przearanżowali :)


5 września 2006 (wtorek)

U mnie jak nie przeziębienie to problem z okiem...
Teraz właśnie mam wirusowe zapalenie oka... łzawię, opuchnięte... Wyglądam jakby mi ktoś zdrowo przyłożył, albo jakbym naćpał się białego, magicznego proszku...
Los nie wybiera, ani czasu ani miejsca...

Nawet nie poszedłem na poranny marsz. Ani dziś, ani wczoraj... Gdzie ta energia?!
Czytałem (i widziałem) nową mapę świata która będzie „obowiązywać” gdzieś za 50 lat. Otóż takie miejsca jak część Nowego Jorku czy Gdańska znajdą się pod wodą. A Tokyo, Floryda, Hel czy Amsterdam zostaną całkowicie podtopione. Niezbyt optymistyczne perspektywy dla świata.

7 września 2006 (czwartek)

Dziś wieczorem zaczynam nagrywać serię wywiadów dla lokalnych radiostacji w ramach promocji mojej książki i płyty.
Jutro to samo.

Znów pogoda nieciekawa. Trochę pada. To jedyna zaleta, bo deszczu w tym roku za często nie widziałem.
mawsonlakes5.jpg

Australia żyje smiercią (ale skojarzenie pojęć) Steve Irwina’a tego naszego sławnego łowcy krokodyli, którego zabiła płaszczka (sting-ray) ogonem w trakcie kręcenia kolejnych odcinków programów przyrodniczych. W związku z tym w internecie pojawiło sie mnóstwo niewybrednych żartów na ten temat. Podaje się to w pracy e-mailami z komputera na komputer. I co ciekawe... ludzie się z tego śmieją.

9 września 2006 (sobota)

Niezwykły poranny marsz... no może nie poranny a przedpołudniowy.
Idę z córką! Pierwszy raz wybrała się ze mną na taką eskapadę. Zrobiliśmy w sumie z 12 kilometrów, w górę i w dół. Zaliczyliśmy wszystkie trzy wodospady Morialta i obeszliśmy górami dookoła oglądając piękną panoramę miasta i wybrzeża. Pogoda w sam raz na takie wycieczki. No i co ciekawe, to ja potrzebowałem oddechu i przystanku w trakcie drogi. Dwie godziny pięknie spędzone.
panorama2mala.jpg

Skończyłem czytać książkę Marianny Dembińskiej pt. Tobie to dobrze...Opowieść biograficzna młodej, energicznej i z dużym poczuciem humoru kobiety, przeznaczona jest głównie dla młodego czytelnika. Był to jej debiut prozatorski i myślę że całkiem udany. Czytając jej następne utwory widzę wyraźnie coraz lepsze pióro. A polotu i humoru to jej od początku nie brakuje.


11 września 2006 (poniedziałek)

To już 5 rocznica zburzenia przez terrorystow Twin Towers, czyli drapaczy WTC w Nowym Jorku. We wczorajszej audycji radiowej wspominaliśmy o tym – to były moje reminiscencje z pobytu w tym miejscu przed dwoma laty.
Codziennie teraz jestem w audycjach radiowych. Sobota rano, niedzielne popołudnie i poniedziałkowe (czyli dzisiaj) głębokie popołudnie. Zrobiłem się człowiekiem „medialnym”, a to z racji promocji mojej książki i płyty. Rozmawiamy o tym, no i prezentujemy fragmenty z płyty. Audycja niedzielna dzięki internetowi była słuchana przez przyjaciół w Polsce. Jakie to miłe...
A ja się już z mikrofonem „otrzaskałem” żadnej tremy czy dreszczyku emocji nie mam. Rutyna :))
Swoją drogą minął piękny weekend. Oby takich więcej...
WIOSNA55.JPG


13 września 2006 (środa)

Od Lucjana Wesołowskiego – multiinstrumentalisty z Italii dostałem kolejną porcję delicji muzycznych. Cztery dyski jego czarującej muzyki. To co lubię najbardziej – rytmy i melodie wschodu, okraszone dźwiękiem i klimatem medytacyjnej egzotyki. To wspaniała muzyka. Jestem zauroczony. Jak się przy tym oddycha.
Podaje jego namiary dla zainteresowanych www.lucyan.vola.li


« Marianna Dembińska - Opowiadania cz.V | Strona główna | Mój gość - Paweł Sarna - poeta »