« Dzienniki - lipiec II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - lipiec III - 2006 »

19 lipca 2006

Grajdołkowe gadki - Felieton

Jestem w ojczystym kraju na wakacjach.
Leżę sobie leniwie w grajdołku własnoręcznie przygotowanym wśród setek, a może tysięcy mnie podobnych.

A pogoda w sam raz do rozgrzewania kości. A jaki raj dla oczu… Te ciała wokół, mniej lub bardziej spalone, jak w żółtym ulu tak tu na władysławowskiej plaży falują z boku na bok, a to powstają aby się ochłodzić w ciepłej toni bałtyckiej fali, to znów spacerują. A ja trzymając kurczowo w dłoni chłodną puszką Okocim-Palone, z ciekawością przysłuchuję się rozmowom w sąsiednich grajdołach.
Gadki te są nie tyle interesujące, co wciągają nieobytego w miejscowym folklorze przybysza. Okraszane częstymi wtrąceniami bluzgów i to w gronie nierzadko rodzinnym. A wszystko otulone zwiewną muzyczką discopolo, którą tu na antypodach też nie dane mi jest słuchać. I jak tu nie wypoczywać. Najczęściej wyłapuję rozmowy o kasie i furach. Ponieważ nasłuchałem się trochę, to już rozumię o co w tych dyskusjach chodziło.

Kasa. Jedno krótkie słowo zastępuje w Polsce dziesiątki synonimów, choć w oficjalnej formie językowej ma znaczenie trochę inne. Oto, co na ten temat podaje Słownik Języka Polskiego PWN.
Kasa:
1. skrzynka lub szafa żelazna przeznaczona do przechowywania pieniędzy, papierów wartościowych, kosztowności itp.
2. zawartość kasy; pieniądze, fundusz, kapitał
3. pomieszczenie, dział instytucji, gdzie się wpłaca lub wypłaca pieniądze, sprzedaje bilety itp.
4. instytucja dokonująca operacji pieniężnych

Te cztery formy nie mają wiele wspólnego z potocznym znaczeniem tego słowa w dobie obecnej.
Praktycznie odmienia się je i używa we wszystkich formach stylistycznych i znaczeniowych.
Dziecko mówi do matki: Daj mi kasę to przyniosę picie.
Przyszła kasa…mówi robotnik do kolegi, chcąc go poinformować, że otrzymał zaległą wypłatę.
Bez kasy nie podchodź;… to znaczy, że bez gotówki (łapówki) nie ma o czym rozmawiać.
Mam kasę w banku… informuje ktoś rozmówcę, dając do zrozumienia, że ma oszczędności na koncie bankowym.
I tu przypomina mi sie mój przyjaciel Zenek który zwykł mówić: kasa się tylko liczy.
Mówi się też: to będzie kosztować kasę… czyli bez konwenansów wali prosto z mostu, że bez łapówki czegoś się nie załatwi. Podsumowując – kasa – to w dzisiejszym języku: pieniądze. Forsa – jak się kiedyś mówiło.
Kasa, sie ma
grajdolek.jpg

Atrybutem “dużej kasy” jest “wypasiona fura” czyli duża limuzyna, najlepiej Mercedes albo
BMW. A kto ma większą furę ten ma waaadze na drodze.

Oczywiście największą waaadze mają TIR-y.
Te pojazdy mają ZAWSZE pierszeństwo na drodze i wszystkie inne auta mają obowiązek tym
regułom się podporządkować. Nawet fura typu Mercedes nie wygra z takim. Później w hierarchii
są pojazdy dostawcze i inne ciężarówki. Często w akcję współzawodnictwa włączają się też autobusy, ale to nie jest regułą. Wygląda na to, że kierowcy tych pojazdów szybciej wydorośleli.
No a fury rządzą wśród osobowych. Jest wręcz obowiązkiem kierowcy większego pojazdu
wyprzedzić mniejszy. Podejrzewam, że to trochę sprawa honoru.
Oczywiście, najgorzej na tym wychodzą maluchy, bo wszystkie inne pojazdy wręcz z pogardą przemykają koło takich. A te spokojnie poprykując podążają przed siebie polską drogą kolein i wybojów.
Ci z fur, jeżdżą tak, jakby znajdowali się na niemieckiej autostradzie, albo uczestniczyli w wyścigu formuły pierwszej, niczym nasz nowy bohater Kubica.
A swoją drogą, to czuje się spory szacunek dla właścicieli fur i o nich się właśnie mówi w grajdołkach.
Ile to można się nauczyć, tak leniwie leżąc pod nadbałtyckim słońcem.
Pozdro…
Sie ma…

Wasz Chris

« Dzienniki - lipiec II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - lipiec III - 2006 »