« Dobry adres - Felieton | Strona główna | Piłka kopana - Felieton »

1 czerwca 2006

Dzienniki - czerwiec I - 2006

Zapraszam wszystkich zainteresowanych na spotkanie autorskie na którym będę prezentował moją powieść i płytę CD z wierszami. Spotkanie odbędzie się w Radomiu w Klubie Środowisk Twórczych „ŁAŹNIA” w dniu 8 lipca o godz. 18

1 czerwca 2006 (czwartek)

Zawsze powtarzam że islam idzie śladem chrześcijaństwa. A że jest ponad 600 lat młodszy, więc przeżywa okres XV wieku ery chrześcijańskiej. Wiemy jak rozwijało się chrześcijaństwo w tamtych czasach… Ciągle trwały wojny krzyżowe… z Bogiem na sztandarach - palili, gwałcili i grabili wszystko co popadnie, w imie wyższych religijnych celów. I żadne moralne względy nie miały racji bytu… liczyła się idea. Czyż teraz nie jest podobnie z fanatykami islamu zwanymi błędnie – islamistami.

Po wielkim ciosie, jakim było dla Bizancjum złupienie Konstantynopola w trakcie IV wyprawy krzyżowej w 1204 roku, papieże zaczęli pokazywać wiernym największą relikwie – odbitą na chuście twarz Jezusa. Od tego czasu stała się ona największym magnesem przyciągającym do Rzymu tłumy pielgrzymów z całego chrześcijanskiego świata. Pątników było tak wielu, że nieraz dochodziło do tragedii, jak np. w 1450 roku, gdy w tłoku zginęły 172 osoby.
Czy nam to nie przypomina współczesnych pielgrzymek do Mekki…

A i polowania na czarownice rozkwitały… czyż nie ma analogii w podejściu do kobiet niektórych islamistów, na przykład takich talibów.
Przykłady możnaby mnożyć.

Ja również twierdzę że to minie… nie za naszego życia – za parę generacji. Bo tak jak chrześcijaństwo “ucywilizowało” się tak będzie też z islamem. A że rozwój współczesnego świata już nie idzie a galopuje, to wspomniana różnica sześciuset lat będzie się powoli zacierać.

3 czerwca 2006 (sobota)

Dziś jestem na porannym marszu w buszu ze Stanem z Australinku.
On po niedawnych wojażach po Polsce, a ja przed nimi. Mamy sporo do pogadania. Czas mija szybko, a ja staram sie trzymać utartej ścieżki aby nie zgubić się (nas) jak parę tygodni temu. A jesteśmy w tym rejonie właśnie.
Pogoda niezła choć bardzo chłodno i przejściowa mżawka nas dopadła.
Część native buszów i drzew kwitnie kolorowym kwieciem. Idziemy mieszanym terenem, wśród iglastych sosen a i eukaliptusowych oraz wattle drzew i krzewów rosnących tylko na tych terenach. Pełno olbrzymich krzewów przypominajacych tatarak ale nieprzyjemnych w dotyku, bo dość ostrych i twardych.

BUSZ2.JPG

Czytałem, że muzyk Pink Floyd - David Gilmour, zagra wielki koncert w Stoczni Gdańskiej 26 sierpnia, w 26 rocznicę Solidarności. Będzie to niewątpliwie muzyczne wydarzenie. Szkoda, że to nie w lipcu… miałbym okazję zobaczyc na żywo.
Pogodę mamy identyczną jak w Polsce … tylko u nas zima, a tam niby nadchodzi lato… coś kiepsko jak do tej pory.


5 czerwca 2006 (poniedziałek)

Za tydzień już będę w Polsce.
Wczoraj świętowałem, trochę za dużo wina wypiłem i dziś nie czuję się rewelacyjnie. Ale trzymam grafik dnia.
Eukaliptusy tak pięknie kwitną, będzie mi brakować tego widoku... przeżyję... jestem pewien że przeżyję.
EUKALIP2.JPG

Dziś strasznie zimno o poranku... krótko przystrzyżone trawniki przed domami wyglądają jakby ktoś je mąką podsypał... zabieliło się... przymrozek. A nad pobliskim jeziorkiem tumany białej pary kłębią się niczym ciężkie obłoki. A niebo błękitne.


7 czerwca 2006 (środa)

No już jestem spakowany i zapięty.
Gorączka futbolowa narasta. Niespotykane zainteresowanie ze strony australijskich mediów. No cóż, nasza (australijska) drużyna nieźle sobie radzi... Mam nadzieje, że wyjdą z grupy i będą grać dalej... Podobnego życzę polskiej drużynie.

Dostałem ciekawy adres internetowy pejzaży z okolic miejscowości Bień – między Suchedniowem a Stąporkowem. Cudowne okolice sfotografowane na różne sposoby. Jest pięknych zakątków w Polsce pod dostatkiem. Większość jeszcze nie odkryta dla turystyki a przez to jeszcze bardzo urokliwa. A słyszę, że i koło Sieradza są bajkowe okolice. Kiedy człowiek będzie miał tyle czasu aby to wszystko zobaczyć…

9 czerwca 2006 (piątek)

Dziś kalendarzowo rozpoczynają się Mistrzostwa świata w piłce nożnej zwanej idiotycznie w Polsce... Mundialem. Taka nazwa miałaby rację bytu, gdyby mistrzostwa odbywały się w którymś z krajów latynoskich... ale w Niemczech?... o ile już przeinaczać, to z niemiecka na ... Weltmeisterschaft.
Ja dopiero jutro rano obejrzę pierwszy mecz Polski, a rozpoczęcie mistrzostw po północy.


11 czerwca 2006 (niedziela)

O wystepie polskiej reprezentacji nie wspominam... choc z punktu widzenia postronnego widza, ten mecz nie był wcale taki najgorszy.

Za parę godzin odlatuję do Singapuru. Pierwszy lot nie taki zły, tylko 8 godzin. Zaraz jak przylecę, idę na terminalowy basen aby wygrzać się i zrelasować w popołudniowym słońcu tropiku.

Tassie7a.jpg

Ale póki co jestem na porannym marszu znów ze Stanem. Idziemy dzikimi terenami wzdłuż potoku na mojej dzielnicy. Mamy ponad godzinę marszu. Po tym, krótki prysznic, przebranie i jedziemy na lotnisko.
Teraz będzie większa przerwa w publikacji dzienników, bo dopiero jak wrócę to je przepiszę i opublikuję.

« Dobry adres - Felieton | Strona główna | Piłka kopana - Felieton »