« Dzienniki - maj II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec I - 2006 »

29 maja 2006

Dobry adres - Felieton

Dobry adres. Tak, trzeba przyznać... bardzo dobry.

Dobry adres” to sztuka Władysława Zawistowskiego którą zaprezentowali nam w ostatnią sobotę i niedzielę maja, aktorzy Teatru Starego w Adelajdzie.
Sztukę wyreżyserowała Ewa Leśniewska.

Może zacznijmy od samego początku czyli od autora sztuki.
Władysław Zawistowski jest współczesnym poetą, dramatopisarzem, teatrologiem, działającym na Wybrzeżu. Teatry Trójmiasta wystawiały takie jego sztuki, jak “Stąd do Ameryki”, “Było sobie kiedyś miasto”, “Farsa z ograniczona odpowiedzialnością”.
“Dobry adres” był przedstawiony w formie czytanej w Sopocie, a Waldemar Krystek wyreżyserował tę sztukę dla potrzeb telewizji w 2003 roku.

A teraz przyszedł czas na premierę w Australii. Sztuka wyreżyserowana bardzo zgrabnie, utrzymana w tempie współczesności - interesująca inscenizacja.
Brawa należą się również scenografowi jak i przygotowującym charakteryzacje i kostiumy, a i dźwięk prowadzony był nienagannie.

Sami aktorzy dostosowali się do wysokiego poziomu przedstawienia i grali z należytą ekspresją bez przerysowania kreowanych postaci.
Teatr 1.JPG

Trzeba też podkreślić znaczną rolę nowego narybku zespołu Teatru Starego, a grało aż czworo debiutantów, co na piętnastoosobową obsadę sztuki stanowiło nie mały procent. Muszę przyznać, że największe wrażenie zrobiła na mnie gra Joli Ratuszyńskiej w roli Ewy Grossman. Myślę, że właśnie jej długoletni pobyt na emigracji, owocował doskonałym wyczuciem tej roli.
Teatr 002.JPG

We współczesną fabułę wplatają się wątki z najnowszej historii Polski. Są tu reminiscencje z wczesnych lat 50-tych, kiedy brutalne akcje UB unicestwiały najlepszych synów i córy narodu. Jest rok 1968 z Gomułką walczącym z „Dziadami” wystawionymi przez Teatr Narodowy, a pod hasłem „Każdy ma tylko jedną ojczyznę” wymuszał falę emigracyjną ludzi o pochodzeniu żydowskim. Czy wreszcie początki działalności opozycyjnej lat siedemdziesiątych i internowanie aktywistów w czasie stanu wojennego w 1981roku.

Są wątki sensacyjne, nastrojowe, a i humorystyczne.
Rozbawiał nas „poszukiwacz” skarbu Waldek (Piotr Utnicki) demolując w tym celu własne mieszkanie. Nastrajała jak zwykle doskonałą interpretacją swej roli Małgorzata Masiewicz. Właściwie, cały zespół dokładał swą pasją gry, uroku temu domowi - nieciekawemu z wyglądu, ale z wielką zaletą... pod dobrym adresem.
Smutnym zjawiskiem jest tylko rzeczywistotość - nie dusza, nie nastrój czy dzieje historii tego domu, liczą się w końcowym rozrachunku, a jedynie - dobry adres... czyli szmal.
Tasmania 180x.jpg

Wasz Chris

« Dzienniki - maj II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - czerwiec I - 2006 »