« Felieton - Urodziny | Strona główna | Dobry adres - Felieton »

15 maja 2006

Dzienniki - maj II - 2006

Zapraszam wszystkich zainteresowanych na spotkanie autorskie na którym będę prezentował moją powieść i płytę CD z wierszami. Spotkanie odbędzie się w Radomiu w Klubie Środowisk Twórczych „ŁAŹNIA” w dniu 8 lipca o godz. 18 (?)

15 maja 2006 (poniedziałek)

Rozpocząłem sezon zimowy. Znów wypożyczam polskie filmy z biblioteki. Tym razem oglądam „Pieniądze to nie wszystko” w reżyserii Machulskiego i „ O dwóch takich co nic nie ukradli” Łukasza Wyleżałka. Ten drugi film bardziej mi się kojarzy z etiudą studencką na zaliczenie semestralne, niż z profesjonalnym filmem. Niby pastisz, niby komedia, niby... nic specjalnego.
Ten pierwszy miał przynajmniej niezłe fragmenty.

Dziś dzień Niezapominajki... święto takiej kruchej i wrażliwej roślinki. A przy tej niepokaźności ile w niej wdzięku... ja w każdym razie jestem zauroczony.
NIEZAP.JPG


17 maja 2006 (środa)

Kupiłem sobie CD z muzyką filmową Krzysztofa Komedy. Ten doskonały muzyk jazzowy odszedł z tego świata w kwiecie wieku wiele lat temu. Wczuwam się w nastrój „Noża w wodzie” Romana Polańkiego i paru innych filmów, do których skomponował muzykę ten świetny jazzman.

A jako antidotum do złego smaku jaki mi pozostał po poprzednich filmach wyciągnąłem z domowej biblioteki film Wajdy „Wesele”... Ja to mogę oglądać co miesiąc. Tam jest wszystko co lubię: plejada znakomitych aktorów, klimat od początku do końca, doza tajemniczości no i trochę ostatnio zapomniany... patriotyzm. Kamerzysta nie robi pokracznych ujęć, dialogi nie są bezładem źle artykułowanych słów, no i widać koncept – rękę reżysera... czego nie mogę się wcale dopatrzeć w większości polskich filmów.


19 maja 2006 (piątek)

Pogoda ciągle doskonała jak na tę porę roku. Poranki chłodne ale dni słoneczne i ciepło.
No i jestem już dopięty na ostatni guzik do wyjazdu – jeszcze trzy tygodnie. No nie całkiem, jeszcze się nie spakowałem...
PAPUGI1.JPG
Często odwiedzają mnie kolorowe papużki. Wyraźnie im smakują cyprusowe nasiona na moim podwórku.


21 maja 2006 (niedziela)

Pogoda bajkowa do dziś. Wczoraj zaliczyłem tajemnicze zakątki... ach, bajczne na mojej dzielnicy. Ileż ja się wychodziłem... a jak świeżo, jak zielono... bajka.
A i centrum miasta później zaliczyłem, spacery nad rzeką, pełny relaks.
Okazało się że „spaprałem” internetowy adres Bochenii, który parę tygodni temu wspominałem. A więc poprawny adres jest www.bochenia.pl a i moje słowa też tam spotkać można.


23 maja 2006 (wtorek)

W poniedziałek odebrałem z produkcji dyski z moimi wierszami. Jestem zadowolony, zrobione bez zarzutu… miłe wrażenie, jeszcze nigdy nie widziałem tylu jednakowych płyt kompaktowych …
Część z nich zabiorę ze sobą do Polski. A po powrocie zajmę się promocją na miejscu.
A i małe święto w domu bo dziecko ma urodziny. Znowu okazja do toastu.
BUSZ99.JPG


24 maja 2006 (środa)

Niezmierny chłód przenika moje ciało, palce mi marzną a tu kaczki właśnie z porannej kąpieli w stawie wychodzą… dumnie potrzepują skrzydłami aby się trochę obsuszyć i z miejsca biorą się do śniadania na soczystej trawie.
Jest nie więcej niż 5 stopni. Przyjdzie się teraz do takich poranków przyzwyczajać. Już niedługo, jeszcze dwa i pół tygodnia i mam nadzieję wygrzewać się w promieniach polskiej rzeczywistości…
A poniżej wiersz który napisałem zaledwie 3 dni temu w niedzielne popołudnie.

Filozoficznie…

Jestem
tuż obok
zaciskając
dłonie, próbuję
zebrać, pojąć moje
adagio codzienności
jestem, czy mnie tu już nie ma
ściszam głos, porażenie światem
dotkliwie piecze wyznania kredo
niebo powłokę ciemności zaściela
ostatni ptak przed snem zatrzepotał skrzydłem
ja siedzę gotów umysłom Kanta, Nietzschego
w duchu zastygły a w sercu “rozdygotan”
słuchając kosa rozmów wieczorowych
to co ćwierka ja rozumię, przysiadł
i zerka, wyciszył swe trele
oczekując riposty mej
noc ciemna, kusi cisza…
na gwiazdy nie liczę
zresztą dziś chmurno
lecz ja widzę
bright and light
mój świat…


26 maja 2006 (piątek)

Znów przeprowadzam się w pracy. Moje biuro znów będzie w jednym z ładniejszych zakątków miasta choć nie w tym samym miejscu gdzie byłem ponad pół roku temu. A i w środku nowocześnie… przyjemnie jest pracować w takich warunkach i w takim otoczeniu. No i do domu bliżej…

mawsonlikes5a.jpg

A najbardziej lubię tu spacery w czasie lunchu… Pogoda śliczna.


29 maja 2006 (poniedziałek)

Weekend minął szybko. Mała imprezka rodzinna w sobotę, a już nie muszę chyba wspominać o wrażeniach z porannych marszów – co ciekawe, sporo native krzewów i drzew zaczyna kwitnąć o tej porze roku. Tak, że mamy teraz botaniczną wieżę Babel. Są drzewa które kompletnie straciły liście , są takie w ogóle nie reagujące na zmiany a i są te pięknie kwitnące.
A wokoło zielono, soczysta trawa wita wszędzie.

Są ludzie którzy starają się mnie przekonać, że oni w takich warunkach już nie mogą egzystować, bo zima, bo wiatry, bo chłód… ktoś tu zwariował…
Cóż… teraz moda na ekstremalne poglądy.

W niedzielę byłem na przedstawieniu naszego Teatru Starego pt. Dobry adres. Niewiele pustych miejsc... a sobota ponoć była wyprzedana do ostatniego miejsca. A więc kolejny sukces fenomenu adelajdzkiego. Amatorski teatr działający od ponad 50-ciu lat niezmiennie zachwyca swą profesjonalnością.
Więcej na temat sztuki, inscenizacji i wrażeń piszę w osobnym felietonie i nie chcę się powtarzać. Powiem jedno: aby więcej takich przedstawień.
Jeszcze jedno spostrzeżenie – do starej gwardii wciąż dołączają młodzi i to jest budujące. Duch w narodzie nie ginie choć sądząc z treści sztuki którą właśnie obejrzyliśmy, to liczy się tylko… dobry adres.


31 maja 2006 (środa)

Obejrzałem Kod da Vinci.
Byłem na tym filmie w poniedziałkowy wieczór.
Tyle już wiedziałem o tym “wynalazku” pod tym tytułem, że byłem pewien, iż mnie nic nie zaskoczy, mimo, że książki nie czytałem… ja mam chroniczne uprzedzenie do bestsellerów. Nie śpieszę się powiększać listę chłonących tego typu dzieł… Tym razem do kina poszedłem, ale to też bardziej złożona historia. Dwa tygodnie temu byłem w kinie na pięknym filmie (w formie reportażu) o balecie rosyjskim na obczyźnie i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Nie film, a losy ludzkie.
Tym razem losy ludzkie nie miały wielkiej roli, film miał być czymś wielkim…

Dość długi film z pościgami i tajemnicami które paru paranoików pragnie zakryć przed światem. W końcu dowiadujemy się rozwiazania zagadki chrześcijanstwa… ci co czytali, czy interesowali się tym, znali te rewelacje od początku.
A wyjaśnienie całego tego problemu pada już na samym początku filmu kiedy to zadufany w sobie specjalista od symboliki obala skojarzenia słuchaczy w zestawieniu paru dość powszechnie spotykanych symboli towarzyszących człowiekowi w historii i sztuce.
Robi tu kardynalny błąd – sam uważa się za alfę i omegę w tej dziedzinie. Jakby zapomniał, że przed nim było wielu którzy też uważali, że: teraz to juz wiemy wszystko, lub prawie wszystko… A po krótkim czasie okazuje się, że ta wiedza na nic sie nie przyda, bo była oparta na błędnych przekonaniach czy przesłankach.
Wiekszość dzisiejszej nauki co 20 czy 30 lat adoptuje się do nowych teorii i twierdzeń a dziedziny typu informatyka, zmieniają się bezustannie.
Czy nawet taka Antropologia… podręczniki powinno się przepisywać co 5 lat.

I tu żaden specjalista od symboliki nie pomoże. Wystarczy popatrzeć jaka jest rola kobiety na Bliskim Wschodzie w dzisiejszych czasach, nie trudno sobie wyobrazić jak było 2000 lat temu - nie potrzeba studiować symboliki. A że teraz na siłę staramy się dopasować historię do naszych wyobrażeń za pomocą obecnej technologii to już nasz współczesny problem. Nie przepisujmy podręczników na podstawie dzieł typu The Da Vinci Code. Za 50 lat będą się z nas śmiać potomni.

A w ogóle to nie przemawiają do mnie takie filmy - historia czy religia pokazana hollywoodzką kamerą?! Brzmi mi to falszywie - przerysowane i niewiele mające z prawdy obrazy.
Natomiast z przyjemnością znów poczułem atmosferę komnat Luwru, tajemnicze piękno obrazów i dzieł architektury sakralnej.
A mistrz Leonardo wiedział… niewiele – przecież wtedy Internetu nie było. A żył zaledwie 500 lat przed nami. Tak trudno to sobie wyobrazic?
kotdavinci.jpg

Załączam współczesną karykaturę problematyki filmu przesłaną mi przez miłą czytelniczkę…

« Felieton - Urodziny | Strona główna | Dobry adres - Felieton »