« Felieton - Kultura | Strona główna | Tradycje - Felieton »

1 kwietnia 2006

Dzienniki - kwiecień I - 2006

1 kwietna 2006 (sobota)
Ale sobie prima aprilis zrobiłem… Zgubiłem się w buszu…

Poszedłem na wskroś przez las i busz i doszedłem do jeziora. A to olbrzym o kilku odnogach. Połaziłem tam próbowałem znaleźć złoto i inne minerały... znalazłem tylko ciekawe kwarce i chyba beryl. A w drogę powrotną wybrałem się z tego samego miejsca, w którym spotkałem się z wodą. Wziąłem namiar (dzień był pochmurny niestety) z powrotem i po 50 minutach... znów znalazłem się w pobliżu wody...co świadczyło, że poszedłem w kompletnie złym kierunku.
Odnalazłem miejsce w którym powinienem się żegnać z wodą i podążałem z powrotem aby po pół godzinie znów zobaczyć jezioro i właściwie tylko dzięki niemu mogłem ustalić miejsce w którym się znajduję. W innym wypadku, do wieczora nie znalazłbym drogi powrotnej. A nogi „zdrowo” porysowałem i byłem dość wyczerpany, bo droga bardzo trudna - strome wejścia i zejścia. Prostej drogi nie było.. zresztą, nie było żadnej drogi... czułem się jak XVIII-wieczny eksplorator, niczym Edmund Strzelecki, albo inny podróżnik. Oglądałem zmartwychwstałe drzewa, które po pożarze buszu zakwitały na nowo.
I tu wyobraziłem sobie odpowiedzialność za „ewentualne” osoby, którym obiecałem wspólną wycieczkę... aż mi nogi zadrżały... sam się jakoś stąd wygrzebię, ale jak wytłumaczyć to innym...

Już nie uważałem na węże, ani dziury (kopacze złota robili w tych okolicach spore doły) jedynie machałem kijaszkiem przed sobą, aby nie wplatać się w liczne tu pajęczyny... I tak się pooblepiałem...
Jakże byłem uradowany, kiedy za trzecim razem udało mi się trafić na właściwy kierunek i wyszedłem tylko 40 metrów od samochodu.
Wrażeń cała masa... ale zmęczenie czuję... w końcu cztery godziny dość nerwowego marszu w bardzo ciężkich warunkach.
WALK6.jpg


3 kwietnia 2006 (poniedziałek)

Jesień przystąpiła i wygląda na to, że już nie odpuści...
Jest chłodniej, bywa pochmurniej i typowy nastrój z tą porą roku zwiazany. A będzie się ciągnęła… bo później w połowie maja nastąpi ta brzydka jesień i tak aż do początków września…a ja… może wtedy ucieknę w dobroduszność polskiego lata…
Wczoraj oprócz porannej wycieczki – tym razem w tereny złotodajne… - spędzałem czas na polskich imprezach. Ale powrócę jeszcze do poranka. Po sobotnim “zgubieniu się” odczuwałem to w kościach i w nogach. A tu podejścia i zejścia tak strome, że “grawitacja” wręcz zsuwała mnie w dół…
Ale doszedłem i pobyłem w miejscu wielu nadziei na szybkie wzbogacenie się setek poszukiwaczy złota. Jakież tam ciężkie warunki były. To praca katorżnicza. Tylko widoki wspaniałe wokół.

A popołudnie spędziłem na dwu imprezach. Pierwsza - to koncert na Ottoway poświecony rocznicy śmierci polskiego Papieża. Koncert zrobiony pogodnie bez patosu, ukazujący Postać wspaniałego człowieka, którego mieliśmy szczęście być współczesnymi.
Sporo lokalnych wykonawców. Wspominam o tym w felietonie. Zaraz po tym popędziłem na drugą część miasta do Domu Polskiego na spotkanie z tłumaczem Pana Tadeusza Marcelem Weylandem. No i kolejny miły czas w okolicach polskiej kultury.


5 kwietna 2006 (środa)


Wpadam czasem do p.Krystyny Jandy na jej dzienniki i właśnie przeczytałem tam coś co mnie oślepiło i zaniemówiłem.
Cytuje ona relacje 15-letniej dziewczyny dotknietej autyzmem. Wprost niewiarygodne, ale wedlug pani Krystyny która zetknęła się bliżej z tym – to prawdziwe. Oto ...
10.jpg

SENS CIERPIENIA
Do napisania tego listu skłoniło mnie moje osobiste doświadczenie z autyzmem. Jestem osobą autystyczną, która nie potrafi rozmawiać w normalny sposób z ludźmi. Moimi „ustami” jest klawiatura komputera. To jest sposób komunikacji z innymi ludźmi. Ciekawi mnie wszystko, co dotyczy szukania odpowiedzi na podstawowe pytania o sens cierpienia. Nie rozumiem wszystkich, aspektów działania Boga. To jednak nie może być przyczyna oskarżania Boga o pewien rodzaj despotyzmu. Bóg jest miłością bezgraniczną. Ten, kto odpowiada za cierpienie, jest oszustem, który podszywa się pod Boga. Trzeba silnej wiary i mocy Bożej, by przeżyć cierpienie. Z Biblii dowiadujemy się o silnej wierze proroka Eliasza. Gdy był na górze Karmel, to pokazał jak bardzo ufa swemu panu. Lecz później opadł z sił i zaczął się bać Achaba i Izebel. Jego postawa rezygnacji, uświadamia nam naszą słabość i brak wiary. To jest przyczyna naszych cierpień. Zawsze, gdy brakuje nam sił, musimy spojrzeć na Jezusa, który na krzyżu cierpiał i nie zwątpił. Gdy mam takie chwile, w których nie chce mi się żyć, to właśnie miłość Bożego syna jest moją motywacją.
Autyzm jest okrutny. Człowiek wszystko rozumie, ale nie umie opanować swoich emocji. Jest postrzegany jako nienormalny. Gdy chce zachowywać się normalnie, to wówczas sprawia mi to ogromny kłopot. To powoduje moje ostre zachowania. Zamknięte koło- taki to już los autysty.
Tylko nadzieja, że Bóg mnie widzi i pomaga mi przeżyć kolejne dni, daje mi poczucie otuchy i zapewnia nadzieję życia normalnego w wieczności. Tego również wam życzę, abyście trwali w nadziei. Bóg niech was wspiera w waszym cierpieniu.
Salome Hoffmannova – autystka

7 kwietnia 2006 (piątek)

Dziś mam trochę więcej czasu, więc siedzę i oglądam koncert w internecie „Pokolenie Jana Pawla II” z Krakowa. Jakość nie najlepsza, ale nie to się liczy.
Prowadził Darek Ciszewski. Nie... albo ja już nie rozumię tej muzyki, albo tam tak dużo zapożyczeń. Najpierw slyszałem przeróbki Boba Dylana, później tak modne zaciągi z muzyki żydowsko – arabskiej... Tak mało polskości w tym wszystkim... Grupa 2tm23- niezła...
No i wywiad z Benedyktem XVI dla polskiej telewizji.. bardzo ciekawe...
Tasmania 099x.jpg


10 kwietnia 2006 (poniedziałek)

Wielki Tydzień… Krótki tydzień…
Czyżby się nowa wojna szykowała? Na to wygląda. Amerykanie idą na całość… ale w tym wypadku , czyli z Iranem to nie przelewki.
Oni wcale sie nie wypierają co mają i jaki mają zamiar zrobić z tego użytek… gdyby trzeba było.
Wydaje mi sie, że kiedy zacznie się Iran to i reszta Bliskiego Wschodu wpadnie w amok wojny. A w pierwszym rzędzie Syria i Arabia Saudyjska.
Obym się mylył…

Wielki Tydzień… nieźle zaczety… realna groźba nowej wojny.
Miłujcie się ! – hasło które nijak nie pasuje do rodu ludzkiego…

Karaluch miał racje…(czytałem w weekend felieton pisany z pozycji karalucha) że długo przed nami powstał i dlugo po nas bedzie istniał.
Okazuje się, że karaluchy istnieją już od 5 milionów lat i potrafią się świetnie adoptować do najbardziej ekstremalnych warunków. Siła i wola wytrwania zmienia często cały system biologiczny ich organizmu. To co do wczoraj było dla nich trucizną dla nastepnego pokolenia już trucizną nie jest. A pokolenia u karalucha to 2 miesiące… Co 4 tygodnie (z jednej matki) wylęga się ich ogromna ilość. Ale co ja o karaluchach… dla człowieka to niezbyt przyjemny temat.


12 kwietnia 2006 (środa)

Zainteresowała mnie lingwistyka. Jako ciekawostką przytoczę, że język chiński czyli mandaryński jest językiem tonalnym. Na przykład si - oznacza cztery ale również śmierć.
Ma – w zależności od tonu to: mama, koń, konopia, albo obraza.
Nie jest łatwo być chińczykiem a już porozumieć się z nimi w ich języku nie sposób. Ciekaw jestem jak sobie daje radę ks.Sławek w Hong-Kongu z tym problemem.

A kalgrafia… to już wyższa szkoła jazdy. Aby swobodnie czytać po chińsku trzeba opanować przynajmniej 4 tysiące znaków.
Nie dwadzieścia cztery… a cztery tysiące… Good luck!!!

BUSZ11.JPG


14 kwietnia 2006 (Wielki Piątek)


Wielki Piątek tu od zawsze jest wielkim świętem (to wpływy protestanckie) i wolnym od pracy.
Ja od rana na długiej wycieczce “wyżynno-botanicznej”. Spaceruję po najwyższym wyniesieniu Mt.Lofty i położonym na schyłku wzniesień ogrodzie botanicznym. O tej porze roku nabiera bajkowych kolorów.
Po południu o 15-tej, msza w Katedrze.


Helena Modrzejewska w liście z Anglii w 1880 roku tak opisała wrażenia z obchodów Wielkiego Piątku: „ Wszędzie wesoło, roześmiane tłumy, czynne karuzele, muzyka katarynek klekoczących stare, wyświechtane melodie, zawody zapaśnicze na ulicach, i gdzie tylko jest jakieś trawą porosłe wzgórze na peryferiach miasta, po jego stokach katulają się ze śmiechem, żartując, młode dziewczęta i chłopcy. Kiedy pytamy rozmaitych ludzi, dlaczego akurat w tym dniu wszyscy wyglądają na tak szczęśliwych, odpowiedź brzmi mniej więcej podobnie: - „Dlaczego nie mamy być szczęśliwi? Nasz Zbawiciel został dzisiaj ukrzyżowany i przez to odkupił nasze grzechy. Dziwny punkt widzenia - w pewnym sensie racjonalny - ale dziwny, nieprawdaż?"


« Felieton - Kultura | Strona główna | Tradycje - Felieton »