« Dzienniki - marzec II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - kwiecień I - 2006 »

30 marca 2006

Felieton - Kultura

Ostatnio jesteśmy rozpieszczani kulturalnie. Co tydzień w Adelajdzie wydarzenie goni wydarzenie.

W zeszłym tygodniu mieliśmy zaimprowizowany „dzień Polski” z okazji 150-lecia osadnictwa polskiego w Południowej Australii. Było to kontynuacją obchodów rozpoczętych w lutym wielką fetą wydaną przez premiera Południowej Australii Mike Rann’a. W Parks Community Centre spotkaliśmy się w niedzielne popołudnie na festynie polskim. Oprócz polskich pierogów i pączków zaistniała polska kultura... nie nie, kolejek po nią nie było jak po Żywca, ale zaistniała...i to jest ważne.
Tak na marginesie... takie Sydney zastanawia się czy zrobić „popołudniówkę” z Polish Christmas... a u nas „trzask prask” i popołudniówka jak królik z rękawa u magika wyskakuje... Brawo organizatorzy!... z tego co wiem ... pierwsze skrzypce grał ks. Szablewski! A Dożynki ciągle na tapecie pod koniec października.

Najpierw w mniejszej sali odbył się koncert muzyki klasycznej w wykonaniu polskich wykonawców jak i udany debiut polskiej formacji rockowej. Zen twierdzi, że mają przyszłość - oby tak dalej. W końcu wszyscy chóralnie śpiewaliśmy „Przeżyj to sam”. Mieliśmy też sztukę - malarstwo i rzeźbę oraz polską książkę.
A wieczorem w większej sali, przedstawienie teatralne grupy z OTTOWAY pt. Gałązka rozmarynu. Sztuka patriotyczna przedstawiająca dzieje Polaków na kanwie tworzenia legionów Piłsudskiego w okresie odrodzenia Rzeczpospolitej. Zrealizowana przez ks.dr. Mariana Szablewskiego który od 25 lat zmaga się z Melpomeną z całkiem udanym skutkiem.
Dla mnie zbyt długie przedstawienie w niezłym opracowaniu, choć trochę „akademiowe”. Za dużo patosu, ... zdziebko niegdysiejszy spektakl. Maggi twierdzi, że jej bardzo to przypadło do gustu. Więc ja niewiele mam do powiedzenia.
SHOW1.JPG

Dziś natomiast, to znaczy 2 kwietnia mamy kolejną dawkę kultury i to tej z wysokiej półki... Wczesnym popołudniem dzięki zaangażowaniu Grażyny i Andrzeja Strzeleckich mieliśmy koncert poświęcony polskiemu Papieżowi w salce na Ottoway w wykonaniu wielu miejscowych artystów.
Tak, to już rok minęło od czasu odejścia Najznakomitszego z naszej Ojczyzny.
26 lat, 5 miesięcy i 17 dni posługiwał na tronie Piotrowym.
SHOW2.JPG

Kilkunastu adelajdzkich artystów przedstawiało dzieła tego Artysty lub z Nim związanych. Tak, On oprócz posługi religijnej był znamienitym Artystą. I o tym też trzeba pamiętać.
A przedstawiany był „Lolek” w wykonaniu Neli i Wandy oraz Roberta Wolfa. Była muzyka Szopena a i „Menuet” Paderewskiego w wykonaniu A.R. Dobrzyckiego. Właściwie powinienem wymienić wszystkich i ks. Marka Ptaka i Wiktorię Maćkowiak i Stana Koniecznego i Andrzeja Dąbrowskiego oraz Alka Wcisło, jak również Grupę wokalną Rycerz.
SHOW4.JPG

A trochę później tego samego popołudnia gościliśmy w Domu Polskim w centrum miasta, Marcela Weylanda.Jego chyba nie muszę przedstawiać.
Ten facet porwał się na dzieło największe.. na Pana Tadeusza. I co najważniejsze zrobił to wyśmienicie. Ja nie czytałem, znam tylko fragmenty, ale Maggi twierdzi powołując się na miarodajne źródła, że zrobił znakomitą robotę.
GRATULACJE! Popołudnie przeciągnęło się do wieczora. Były recytację, fragmenty filmu „Pan Tadeusz”. Pytania i gorące dyskusję.
TADEUSZ1.JPG

I niech ktoś mi powie, że on musi do Krakowa, czy Warszawy.. bo mu kultury polskiej brakuje.

Wasz Chris

zdjęcia 1,2,3:- Migawki z koncertu poświęconego Papieżowi.
zdjecie 4: - S. Gotowicz czyta fragmenty Pana Tadeusza, na pierwszym planie tłumacz dzieła Marcel Weyland.

« Dzienniki - marzec II - 2006 | Strona główna | Dzienniki - kwiecień I - 2006 »